r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Castlevania: Lords of Shadow

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Seria Castlevania ma dość długą tradycję oraz swoją rzeszę zagorzałych fanów, którzy nie byli za bardzo zachwyceni współczesnymi, trójwymiarowymi odsłonami historii o wampirach i poczwarach różnych. Wiele lat wypatrywali oni czegoś konkretnego, ale już niedługo się wreszcie doczekają – oto w zaciszu studia MercurySteam powstaje Lords of Shadow, tytuł w końcu chyba na miarę ich oczekiwań. Dorobek ekipa ma co prawda kiepski (kojarzycie choćby Clive Barker’s Jericho?), ale dzieło szykują tym razem niezapomniane – dość powiedzieć, że samo Kojima Productions wzięło je pod swoje skrzydła. Mieliśmy okazję sprawdzić w akcji przygody tajemniczego Gabriela.

Wstęp w sam raz, jak na opowieść o pomiotach zła. Mała wioska gdzieś u podnóża gór, leje deszcz. Wszystko świeci się, wibruje od dynamicznych strumieni wody, widzimy strudzonych mieszkańców odzianych w łachmany. Bohater na czarnym koniu wjeżdża przez bramę główną, po czym rozgląda się po okolicy. Otoczenie opisać idzie jednym słowem - jest tutaj naprawdę „gotycko”… Nagle zjawiają się krwiożercze wilkołaki. Autochtoni starają się odpędzić je pochodniami, ale ostatecznie są jedynie trochę trudniejszym do upolowania posiłkiem dla bestii. Wchodzimy do akcji. Gabriel zamachuje się krzyżem, a ten zamienia się w broń białą na łańcuchu, która zostawia za sobą ogniste niemal smugi. Tak, porównania do God of War jak najbardziej wskazane.

Jeśli ktoś ogrywał którekolwiek przygody Kratosa to kombosami sypie jak z rękawa. Pada poczwara za poczwarą, scenki przerywnikowe ukazują nadejście kolejnych. Czasami z wilkołaka zostanie zestaw sztyletów (ukłon w stronę klasycznych odsłon sagi), czyli atak na odległość, więc bezpieczniej uporamy się ze szczerzącym kły przeciwnikiem. Mamy również chwyty, umożliwiające szybkie wykończenie wroga, jeśli w odpowiednim momencie (zjeżdżające się okręgi) wymierzymy cios. Wycinamy kilka zastępów stworów, w końcu wpada mini-boss - warg, ogromne, owłosione bydlę. Dysponuje nieblokowanym atakiem, którego unikamy susami w bok w odpowiednim momencie. Często szarżuje. Okładamy go ze wszystkich stron, aż w końcu rozdrażniony wskoczy na dach budynku i stamtąd rzuci się na nas. Mamy kilka sekund na podniesienie kawałka drewnianej beli, żeby nadziać to wielkie cielsko. Jeśli nie zdążymy, „taniec” zaczynamy od nowa…

r   e   k   l   a   m   a
1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.