r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Crackdown

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Byliśmy w siedzibie MS Polska i sprawdziliśmy w akcji niemal finalną wersję Crackdowna. Możemy wreszcie odpowiedzieć Wam na pewne podstawowe, ważne pytanie pytanie, czyli - jak się w to gra?

Złapaliśmy za pada, rozsiedliśmy się na sofie i rozpoczęliśmy naszą (tytułową) „interwencję”. Crackdown częstuje gracza historią o żołnierzu Agencji, potężnej organizacji utrzymującej porządek w Pacific City. Ten zakłócają tu trzy gangi i będziemy musieli być jak bulterier, wściekły byk i Tommy Lee Jones ze “Ściganego” w jednym, żeby pokazać im kto tu naprawdę rządzi. Stajemy naturalnie po właściwej stronie barykady, przy czym jesteśmy takim chodzącym kodeksem karnym, który ma nieograniczone wsparcie z budżetu na pokrycie spowodowanych przez siebie strat. Miło. Od razu w oczy rzuca się konwencja, jaką przyjęli autorzy. Gra jest wykonana w nienachalnym cell-shadingu, większość krawędzi ma czarny kontur, twarze postaci są uproszczone i najbardziej kojarzą się ze stylem filmu “Przez ciemne zwierciadło”. Ma to pewien ciekawy posmak, graficznie jest naprawdę interesująco, a dochodzące z każdej teksturki żywe kolory wbrew pozorom nie tworzą przypadkiem wrażenia, że Crackdown jest grą dla dzieci.

Fabularnie nasz heros jest klonem najlepszych agentów, jacy kiedykolwiek chodzili po ulicach Pacific City. Z tym że musieli to być nieziemscy leszcze, bo nasze umiejętności są żałosne i nawet komisarz Zawada wygrałby z nami na strzelnicy. Przynajmniej na początku. Doświadczenie zwiększamy zbierając “kule światła” (orbs) z zabitych przeciwników, poprzez częste korzystanie z konkretnej zdolności, lub odnajdując zasoby kulek poukrywane na przestrzeni całego miasta. Mamy strzelanie, walkę wręcz/siłę, jazdę samochodem, skill mający wpływ na „wybuchowość” naszych akcji, i na końcu skoczność. Metropolia nie jest jakaś olbrzymia – mimo podziału jej na 3 wyspy mamy tu do czynienia z miastem o powierzchni 10 mil kwadratowych.

r   e   k   l   a   m   a

Twórcy rekompensują to wrzuceniem ogromnych budynków, na których wejście potrafi zająć ładnych parę minut. Służą do tego nasze „firmowe” superskoki, na początku krótkie, z czasem stają się iście nadprzyrodzonym talentem. Wdrapywanie się na domy jest ułatwione, bo gdzie tylko można, spotkamy jakieś wystające parapety, wyrwy w ścianach czy drążki do zawiśnięcia. Przy zdobywaniu najwyższej wieży w mieście towarzyszyły naszej ekipie słowa podziwu dla silnika. Lekkie cięcia w szczegółowości tekstur oddalonych obiektów zaowocowały znakomitą widocznością. Można objąć wzrokiem lwią część miasta i po prostu patrzeć jak w dole w oddali zasuwają po ulicach samochody. Czasem zdarzały się jeszcze błędy w dorysowywaniu, ale składamy je na karb nieukończonej wersji. Co ważne – praktycznie nic tu nie przycina. Jest płynniutko.

Crackdown jako przedstawiciel free-roamingu (czyt. „rób co chcesz”) stara się dać graczowi jak najwięcej swobody. Można wyciągnąć za frak właściciela dowolnego pojazdu, można dostać się w każdy zakamarek miasta, da radę podnieść pozostawione na placu boju przedmioty, ale do budynków już wejść się nie da, a wiele szyb jest niezniszczalnych (choć ślady po kulach zostają). Aut po ulicach trochę się kręci, ale co z tego skoro nawet najszybsze wózki mają przedpotopowy model jazdy i opornie skręcają? Owszem, różnica między lżejszymi i cięższymi furkami jest wyczuwalna (temu to miało służyć) lecz nie jest to to „co tygrysy lubią najbardziej”. Pamiętajmy jednak, że zawsze możemy przypakować umiejętność jazdy. Jeśli o pukawki chodzi to arsenał oddany do dyspozycji nie powala oryginalnością, toteż najczęściej i tak korzysta się z futurystycznego karabinu, strzelby, a na dokładkę częstuje wrogów granatem.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.