r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Mortal Kombat

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Kultowa seria Mortal Kombat przez lata została rozmieniona na drobne. Stopniowo ograniczono nawet ogromnie brutalność, co pozostawiło niesmak w (g)ustach najwierniejszych fanów. Domagali się zmian, ale nie doczekali się ich już jeszcze za żywota Midway - firma zbankrutowała, zaś marki przez nią tworzone dostały się w ręce Warner Bros. Mogło być różnie, ale na szczęście zamiast wyrzucić lata dorobku po prostu do kosza, nowy opiekun Mortala pozwolił mu się rozwinąć. Pracownicy nieistniejącego już podstudia w Chicago zostali przemianowani na NetherRealm Studios, odpowiednio dofinansowani, a cel mają teraz tylko jeden – przywrócić niegdyś najlepszą „mordoklepkę” do łask. Wiele wskazuje na to, że się im to uda na początku 2011 roku.

Na Gamescom 2010 mieliśmy przyjemność sprawdzić w akcji nowe (po prostu) Mortal Kombat. Oczywiście guru projektu jest legendarny Ed Boon. Podejście ekipa miała proste – cofnąć się do lat świetności serii i wziąć z tamtego okresu wszystko, co najlepsze. Żadnego babality czy animality - tylko krew, flaki oraz szybka, nieskrępowana (acz wciąż całkiem taktyczna) akcja. Przemoc gra ponownie pierwsze skrzypce. Każda postać została starannie przygotowana w pełnym 3D (tytuł napędzany jest przez zmodyfikowane Unreal Engine 3), od kości, poprzez mięśnie, organy wewnętrzne, po skórę i odzienie, do tego ciała podzielono na 12 stref, żeby bardziej realistycznie wypadało obijanie komuś facjaty (i nie tylko) - ale przede wszystkim lepiej prezentowało się nieuniknione Fatality. A tutaj rozrywanie, rozcinanie, postacie tonące w morzu posoki… Słowem, jest świetnie.

Zapowiadana liczba wojowników zachwyca, chociaż jeśli uważnie śledzicie losy serii, niektórych z nich teoretycznie nie powinno już być (mamy chociażby Cyraxa). Ale na szczęście twórcy umiejętnie ten fakt wytłumaczą. Bez wchodzenia w szczegóły i zdradzania wątku - skonstruowali oni fabułę w taki sposób, że gracz zwyczajnie zalicza powrót do przeszłości, co odwzorowane jest także w poszczególnych miejscówkach. Jest sławetny most i walka przy blasku księżyca, będzie plansza z kwasem, pustynia i dzwonnica, w końcu Kitana przywiązana do słupów na arenie z Shao Khanem (powinna być Sonya, ale jej jeszcze nie zapowiedziano) na tronie, czy pojedynek przy przypatrującym się nam, starym Shang Tsungu… Oddanie miejscówek w trójwymiarze wypadło naprawdę niezwykle, więc jeśli kiedyś marzyliście o reinkarnacji starych odsłon Mortala, lecz w nowoczesnej oprawie, będziecie zapewne piali z zachwytu. Naprawdę.

r   e   k   l   a   m   a

Akcja na wzór Street Fightera IV to teraz niejako 2,5D, więc bez uskoków w głąb ekranu, czy obchodzenia przeciwnika. Dynamika rozgrywki poraża w stosunku do ostatnich odsłon smoczej sagi, gdzie niejednokrotnie wojownicy reagowali ze sporym opóźnieniem na nasze komendy, a ruszali się niczym muchy w smole. Ciosy wyprowadzane są błyskawicznie, intuicyjnie. Co dobre, uniknięto również momentów, w których ciągle leżeliśmy na deskach, nie mogąc się podnieść pod zalewem ciosów rywala. Jeśli o mechanikę chodzi to jest specjalny pasek ładowany w trakcie starcia, dzielący się na trzy części. Maksymalnie dopakowany umożliwia odpalenie bolesnego łamania – atakuje nas zbliżenie danej części ciała wroga i wskakuje „rentgen”, więc widzimy lepiej, co gruchoczemy. Pasek można też wykorzystać do przerwania bolesnego kombosa (tzw. counter) lub wzmocnienia danego ciosu specjalnego – przykładowo Sektor odpala kilka rakiet zamiast domyślnie jednej.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.