r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Resident Evil 5

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Demo mocno wyczekiwanego Resident Evil 5 pojawiło się na japońskim Marketplace. Teoretycznie Europejczycy powinni jeszcze na nie poczekać, ale i tak najwięksi zapaleńcy założyli konta na Kraj Kwitnącej Wiśni, by ściągnąć demonstracyjną wersję gry. Ciśnienie było spore, wszak na nową odsłonę zombie-tasiemca od dawna ostrzą sobie zęby miliony fanów z całego świata. Jednak nieszczęśliwie dla firmy Capcom, udostępniony przez nich kawałek grywalnego kodu nie okazał się taką bombą, jakiej się spodziewaliśmy.

Głosy graczy są różne – część entuzjastów poprzedniej odsłony serii jest zadowolona, z drugiej strony wielu przeżyło zawód. Być może to dlatego, że demo „piątki” sprawia wrażenie, jakby pokazywało jedne z mniej ciekawych fragmentów gry. A przynajmniej chcielibyśmy, by tak było. Do wyboru dostajemy dwa krótkie etapy, najprawdopodobniej wczesne. W pierwszym z nich od razu widzimy dobrze znaną scenę – opętani mieszkańcy Czarnego Lądu wiwatują przemawiającemu do nich człowiekowi. Chwilę potem następuje krwawa egzekucja nieszczęśnika, który ośmielił się przeciwstawić przywódcy. Potężny kat szybkim ruchem pozbawia go głowy, krew się leje, tłum się cieszy. Ach, Afryka.

Gdy scena dobiegnie końca, trzeba – a jakże – wybić w pień całe zbiorowisko, do którego wkrótce dołączy przerośnięty kat z trzymetrowym toporem. Czyli zaczynamy akcję. Pierwszą ze znamiennych cech gry, jaka rzuca się w oczy, jest pomoc uroczej asystentki Shevy. Dziewczyna dziarsko strzela do przeciwników, kopie, bije, drapie, a co najważniejsze – często ratuje nas z opresji. Jak jej to wychodzi? Całkiem nieźle, raczej nie jest dla nas kulą u nogi, choć czasem niestety będziemy musieli udzielić jej wsparcia. Mimo że nie trzeba cały czas pilnować jej jak dziecka, nie można o niej zapominać i miejscami jednak porzucić jej lecznicze zioło, czy zostawić jakiś przedmiot do podniesienia. Za to następnym razem ona się odwdzięczy i sama zasadzi kopa maltretującemu nas przeciwnikowi.

Wszystko pięknie, ładnie, ale coś z tą Shevą jest nie tak... Pomijam, że ma drażniący głos i mam jej przez to dość już po tym krótkim demie. Nie odpuszczę natomiast, że zabiła resztkę horroru w horrorze. Ja wiem, że odeszliśmy od formuły wyskakujących w najmniej odpowiednim momencie zombiaków i że Resident Evil nie ma przyprawiać o zawał serca, ale jednak jest to survival horror. Pasowałoby, by trzymał w napięciu. Tymczasem „piątka”, sądząc po demie, jest już niczym więcej, jak zwykłą strzelaniną. Obecność Shevy to gwóźdź do trumny, w której spoczywają resztki elementów grozy tej gry. No powiedzcie – jak tu się czegokolwiek bać, jak produkować adrenalinę, kiedy obok mamy superlaskę, która towarzyszy nam podczas całej przygody i co rusz ratuje nasze cztery litery? Jak czuć się zaszczutym przez bandę opętanych Murzynów, gdy ona swoją obecnością i gadaniem burzy cały klimat? Aż chciałoby się powiedzieć: „milcz, kobieto, i nie rujnuj dramaturgi...

r   e   k   l   a   m   a
1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.