r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Star Wars: The Force Unleashed II

Strona główna AktualnościROZRYWKA

O ile bardzo cenię uniwersum Gwiezdnych Wojen, to gry sygnowane marką George’a Lucasa specjalnie mi do gustu nie przypadły. Dobra, trafiały się perełki w postaci choćby Knights of the Old Republic, Republic Commando, czy Battlefrontów, lecz to kropla w morzu pozycji, jakie wyszły przez lata na rynek. Wśród dobrze zapowiadających się tytułów dorzuciłbym jeszcze The Force Unleashed. Dlaczego? Ponieważ był to produkt, który pozwalał poczuć się, jak władający mocą paker. Również dzięki wykorzystaniu Euphorii cała zabawa nabierała większych rumieńców. Niestety czegoś zabrakło i tytuł szybko rzuciłem w kąt. Czy z nadchodzącą „dwójeczką” będzie podobnie? Graliśmy.

O dziwo, obrane za "oficjalne", jedno z dwóch zakończeń pierwowzoru nie sprawiło, że pożegnaliśmy się na zawsze ze Starkillerem. Młodzieniec powraca, ale nie jest do końca sobą… Wstępem do całej opowieści jest planeta Kamino. To właśnie tu w czasie drugiej części filmowej sagi tworzona była Armia Klonów. Okazuje się, że Darth Vader za plecami Imperatora prowadzi eksperymenty "zduplikowania" znanego nam z części pierwszej głównego bohatera. Zadanie to niełatwe, gdyż powszechnie wiadomo, iż sklonowanie władającego mocą osobnika jest niemal niemożliwe. Sithowi jakimś cudem się to jednak właśnie udaje.

Tu zaczynają się schody, bo o ile stary Skywalker liczył na sobowtóra, który bez mrugnięcia okiem wykona wszelkie jego rozkazy, tak klon wcale do współpracy skory nie jest. Okazuje się, że posiada on fragmenty wspomnień Starkillera i pragnie odzyskać całą jego tożsamość. Przebłyski wydarzeń pogłębiają ciekawość "tworu", co sprawia, że Vader uznaje cały projekt za niepowodzenie oraz decyduje się go zniszczyć. Więziony Jedi zrywa łańcuchy i ucieka. Gdy tylko zyskujemy kontrolę nad bohaterem leci on głową w dół wzdłuż jednej z wierz kompleksu na Kamino. Fragment ten aż naszpikowany został akcją. Zarówno z dołu, jak i z góry, strzelają w nas szturmowcy, a w międzyczasie musimy jeszcze uważać na wystające elementy konstrukcji. Potem pozostaje tylko finezyjne lądowanie "telemarkiem" i przechwycenie jakiegoś statku, aby wydostać się z planety.

r   e   k   l   a   m   a
1 2 3 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.