r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Playtest Tron: Evolution

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Tron zadebiutował w kinach w 1982 roku i szybko zdobył sporą popularność. Odbiorców zachwycały niesamowite animacje, innowacyjne technologie oraz cyberpunkowa otoczka, świetnie oddająca klimat początków ery komputerów. Nic dziwnego, że sukces dzieła zaczęli później wykorzystywać twórcy gier - tak powstało kilka tytułów, mniej lub bardziej oddających klimat oryginału. Obecnie wyczekujemy Tron: Evolution, produktu ściśle powiązanego z nadchodzącą kontynuacją kultowego filmu, czyli Tron: Dziedzictwo ze stajni Disney’a. Deweloperzy mają zamiar nieźle zamieszać na scenie rozrywki elektronicznej. Niedawno ekipa Propaganda Games postanowiła uchylić polskim graczom rąbka tajemnicy i zorganizowała w Warszawie prezentację swojego projektu.

By pomówić o Evolution, niezbędne wydaje się być poznanie choćby zarysu fabuły pierwowzoru sprzed lat. Otóż młody i uzdolniony programista Kevin Flynn tworzy przebojową grę, która zostaje mu skradziona przez potężną korporację. Bohater próbuje zhakować „złodziejskie” serwery, ale nie przypuszcza jak zaawansowaną technologią dysponuje firma - wkrótce zostaje zdematerializowany, a potem przeniesiony na dysk twardy. Jakie jest jego zdziwienie, kiedy tam zastaje prawdziwą cywilizację, zbudowaną przez sztuczną inteligencję oraz rządzącą się własnymi, totalitarnymi prawami… Akcja kolejnej części filmu zaczyna się 25 lat później. Dorosły syn Flynna wkracza do systemu, żeby odnaleźć zaginionego ojca.

Twórcy mówią, że nie chcieli robić kolejnej, przeciętnej „egranizacji”, która krok po kroku powiela zdarzania z oryginału. Dlatego też Evolution stanowi projekt samodzielny, aczkolwiek prace nad nim przebiegają rzecz jasna w ścisłej kooperacji z Disney’em. Akcja rozgrywa się między zdarzeniami z kinowej „jedynki” oraz „dwójki”, ma wyjaśnić odbiorcom, jak doszło do spektakularnej ewolucji wirtualnej cywilizacji. Innymi słowy - gracz udając się do kina po ukończeniu tytułu będzie z dumą wspominał, że to, co widzi jest jego własnym dziełem i cieszył się przewagą nad tymi niewtajemniczonymi widzami. Trzeba przyznać, iż pomysł jest naprawdę niegłupi, a z całą pewnością stanowi świetny zabieg marketingowy.

r   e   k   l   a   m   a

Głównym bohaterem jest Anon (od Anonymous), czyli program komputerowy napisany przez Flynna, mający zapobiec rozprzestrzenianiu się w systemie destruktywnego wirusa. Postacią kierujemy z perspektywy trzeciej osoby. Poruszamy się po minimalistycznym, mrocznym komputerowym mieście, które sprawia wrażenie otwartego - niemniej to tylko złudzenie, w rzeczywistości bowiem użytkownik ma odgórnie narzucone ścieżki oraz zadania. Za drogowskazy służą niebieskie neony, kierujące nas w odpowiednie miejsca. Większość tras do celu ma charakter zręcznościowy, czyli opiera się na przeskakiwaniu, odbijaniu od ścian i tym podobne – skojarzenia z Prince of Persia jak najbardziej na miejscu. Tak samo, jak z Mirror’s Edge z systemem czerwonych podświetleń gry. Ale i wiele innych rozwiązań sprawia, że produkcje są do siebie bardzo podobne.

1 2 3 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.