r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Pokłosie likwidacji Silk Road: czarny rynek jest jak hydra, zaszyfrowanych bitcoinów odebrać się nie da?

Strona główna AktualnościBIZNES

W zeszłym tygodniu FBI zlikwidowało najpopularniejszy czarny rynek Sieci – działający jako ukryta usługa cebulowego routera Tor serwis Silk Road. Aresztowano przy tym założyciela Silk Road, Rossa Ulbrichta, oskarżając go m.in. o uczestnictwo w handlu narkotykami, pranie pieniędzy, przestępstwa komputerowe i próby wynajęcia płatnego zabójcy. Poinformowano też, że dokonano zajęcia pochodzących z nielegalnej działalności środków finansowych – 26 tysięcy bitcoinów, wartych w tym czasie około 3 mln dolarów. Gdyby chodziło o rozbicie działalności jakichś zwykłych gangsterów, wszystko byłoby na tym etapie jasne i proste. Takiej sprawy wcześniej jednak nie było, i szybko się okazało, że efekt, jaki uzyskały organy ścigania, niekoniecznie jest taki, o jaki mogło im chodzić.

Wyjaśniły się przede wszystkim wątpliwości co do samego sposobu, w jaki ustalono tożsamość Ulbrichta. To nie wyrafinowane środki techniczne, nie superkomputery NSA łamiące szyfrowane wiadomości, lecz zwykłe niedbalstwo założyciela czarnorynkowego serwisu, który popełniał wręcz podręcznikowe błędy w ochronie swojej prywatności. Ulbricht umieszczał bowiem w publicznie dostępnych forach wpisy z danymi, które pozwoliły na namierzenie go przez śledczych – np. adres e-mail ze swoim imieniem i nazwiskiem, czy takie konto w serwisie StackOverflow, z którego pytał o łączenie z ukrytą usługą Tora przez skrypt w PHP.

O ile los samego Ulbrichta jest przesądzony – FBI wie, co robić z ludźmi, gdy już ich złapie, to o wiele gorzej wygląda sytuacja z zajętymi przez władze federalne bitcoinami. Gdy dziennikarze magazynu Forbes zapytali rzeczniczkę FBI o to, co stanie się z przejętymi 26 tysiącami bitcoinów, odpowiedziano im, że zostaną one pobrane i przechowane, aż do zakończenia procesu. Następnie najprawdopodobniej zostaną upłynnione. Problem jednak w tym, że przejęte bitcoiny nie należały do Ulbrichta – były pieniędzmi przechowywanymi na kontach użytkowników serwisu, i nie ma sposobu, by dowieść, że były używane przez nich do celów przestępczych. Na Silk Road sprzedawano bowiem oprócz narkotyków i fałszywych dokumentów także sporo towarów, które w większości jurysdykcji uznane byłyby za całkowicie legalne.

Drugi problem dotyczy pieniędzy, których FBI namierzyć nie jest w stanie. W akcie oskarżenia przeciwko założycielowi Silk Road przeczytać można, że łączna sprzedaż przez ten serwis przekroczyła 9,5 mln BTC (tj. około 1,1 mld USD), z czego Ulbricht miałby jako komisowe otrzymać około 600 tys. BTC, tj. niemal 80 mln USD. Co się stało z tymi pieniędzmi? Rzeczniczka FBI przyznała, że bitcoiny oskarżonego przechowywane były w oddzielnym portfelu, w zaszyfrowanej postaci – i do tej pory nie udało się uzyskać do nich dostępu (co dowodzi, że Bitcoin spełnił pokładane w nim nadzieje – jako instrumentu finansowego, którego przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa, nikt siłą właścicielowi odebrać nie może).

Tymczasem czujni internauci wypatrzyli coś, co jest najwyraźniej należącym do FBI kontem z bitcoinami. Od przejęcia Silk Road spłynęło na nie już ponad 27 tysięcy BTC, a mimo to przelewy nie ustają. Problem w tym, że niosą one nieprzyjemne dla federalnych agentów komunikaty (do każdego przelewu w sieci Bitcoin można dołączyć własny komunikat do odbiorcy). Anonimowi nadawcy wysyłają na adres FBI niewielkie kwoty (rzędu mikrobitcoinów), którym towarzyszą hasła takie jak You cannot arrest an idea, If people let the government decide what foods they eat and what medicines they take, their bodies will soon be in as sorry a state as are the souls of those who live under tyranny. - Thomas Jefferson, czy też And no drugs we're ever bought or sold again. The End.

Co gorsze dla FBI, należące do władz konto stało się słupem reklamowym dla innych czarnorynkowych serwisów, które po zlikwidowaniu dominującego na rynku Silk Road nabrały wiatru w żagle. Niektórzy komentatorzy oceniają, że sytuacja przypomina likwidację Napstera, internetowej usługi P2P z przełomu stuleci, która umożliwiała internautom wymienianie się plikami MP3. Gdy Napstera udało się zlikwidować, branża fonograficzna z dumą obwieściła koniec piractwa w Internecie.

Patrząc na pojawiające się po upadku prościutkiego przecież Napstera kolejne pirackie usługi P2P, technicznie coraz lepsze, coraz bardziej zdecentralizowane i coraz skuteczniej chroniące anonimowość użytkowników, trudno pozbyć się wrażenia, że i z Silk Road tak będzie. Jeden czarnorynkowy serwis zastąpią dziesiątki mniejszych, uczących się na błędach Ulbrichta, konkurujących o użytkowników ofertą, cenami i skutecznością ochrony ich tożsamości. Jednocześnie też wzrośnie zaufanie do kryptograficznych walut, coraz bardziej niezależnych od pojedynczych usług czy serwisów. Bitcoin potwierdził już swoją rynkową dojrzałość – tym razem po wybuchu paniki wywołanym zamknięciem Silk Road, powrót do średniego kursu zajął mu raptem kilkanaście godzin.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.