r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Polska wyspą piractwa wideo. A czego oczekiwaliście w takich realiach gospodarczych?

Strona główna AktualnościINTERNET

Kolejne badania rynku internetowego pokazują zwykle to, co dobrze wszyscy wiemy. Dla polskiego internauty najlepszymi źródłami filmów i seriali nie są działające w zgodzie z literą prawa serwisy VoD, lecz tworzone przez społeczność serwisy torrentowe i pirackie streamingi, dostarczające treści szybciej, taniej i często w lepszej jakości. Nic innego nie wyczytamy też z nowo opublikowanego badania domu mediowego MEC, co najwyżej możemy się zdziwić, że tak wiele osób deklaruje zainteresowanie legalnością źródła, z którego czerpie swoje media. Czy wyrastamy na naród wstydliwych hipokrytów, opowiadający ankieterom o tym, jak bardzo legalność leży nam na sercu, by chwilę potem odwiedzić niezatapialną Zatokę Piratów?

Dane przedstawione przez analityków MEC mogą zadziwiać. Pirackie kopie filmów i seriali pobiera z Sieci 27% polskich internautów. 17% robi to niezależnie od tego, czy filmy i seriale te są dostępne też w legalnie działających serwisach VoD. Powody są całkiem proste: robią to zarówno z niechęci do reklam (61%) jak i niechęci do płacenia za treści (45%). Co ciekawe, badanie MEC VideoTrack pokazało, że to wcale nie najmłodsi najchętniej w piractwo filmowe się bawią, lecz młodzi dorośli. Najwyższy odsetek pobierających spiracone pliki – 34% – odnotowano w grupie 25-34 lata, a więc ludzi, którzy w teorii już powinni mieć jakąś pracę i zarobki.

Jako pozostałe powody zainteresowania spiraconymi treściami podawano też możliwość obejrzenia wideo w dowolnym miejscu i czasie, także bez połączenia z Internetem, zainteresowanie wyższą jakością, zainteresowanie najświeższymi materiałami, oraz na samym końcu – brak danych treści w legalnych serwisach VoD. W ogóle to widać, że ta piracąca grupa internautów ma bardzo wygórowane oczekiwania, których zwykła telewizja nie ma szans spełnić. Aż 42% użytkowników torrentów w ogóle nie ogląda TV, uznając, że medium to w ogóle niczego ciekawego im nie oferuje.

r   e   k   l   a   m   a

Wciąż jednak te 27% wydaje się zadziwiająco małym odsetkiem. Tajemnica tkwi najwyraźniej w pirackich streamingach – torrenty to dziś już niemal elitarna praktyka. Według danych IAB Polska z 2014 roku, z serwisów takich jak np. Ororo.tv czy niedawno zamknięty przez policję Seansik.tv korzystało ponad 80% internautów. Wynik to o wiele bliższy z intuicją, dziś może być zapewne jeszcze wyższy. Paweł Kolenda, dyrektor ds. badań w IAB Polska uważa, że liczba użytkowników pirackich streamingów może naturalnie rosnąć wraz ze wzrostem dostępu do Internetu.

Korzystając z mniej lub bardziej dyskusyjnych modeli makroekonomicznych, przeciwnicy piractwa przedstawiają rozmaite wyliczenia, z których wynika, jaką to katastrofą jest oglądanie przez Polaków „Gry o Tron” z rosyjskiego czy cypryjskiego serwisu. Otóż to portale z pirackim wideo miały obniżyć nam w 2013 roku PKB o nawet 700 mln złotych, a już w 2018 roku straty z tego powodu sięgnąć mają nawet ponad 6 miliardów złotych i potencjalnie nawet 6 tys. miejsc pracy.

Bez względu na to, czy wyliczenia tych strat są realne, czy też wyssane z palca, sytuacja w Polsce jednak długo się nie zmieni. Dla milionów Polaków, dysponujących dochodem rozporządzalnym na poziomie raptem kilkuset złotych miesięcznie, oferta legalnie działających serwisów VoD po prostu nie może konkurować z ofertą serwisów pirackich. Podstawowy abonament Netfliksa w Wielkiej Brytanii wynosi obecnie 7,50 funta, tj. ok. 45 zł. Płaca minimalna w Wielkiej Brytanii wynosi obecnie 6,50 funta na godzinę. Płaca minimalna w Polsce to obecnie ok. 10 zł/h brutto, podczas gdy ceny w popularnych polskich VoD-ach oscylują między 20-30 zł miesięcznie, i to za abonamenty, w których specjalnych nowości nie znajdziemy, za najnowsze filmy przychodzi płacić dodatkowo, wychodzi zwykle ok. 10 zł za seans. Zresztą o jakich to najnowszych filmach mówimy? W połowie lipca na liście premier jednego z większych serwisów VoD w tym kraju zobaczymy thriller z 2014 roku pt. „Loft”, który swoją torrentową premierę (i to wysokiej jakości wersji BRRip) miał w marcu, a w nędznej wersji CAM (nagranej kamerą w kinie) pojawił się w Sieci już w październiku zeszłego roku.

W tej sytuacji nikt nie powinien się specjalnie dziwić, że badanie MEC ujawnia, że 58% internautów w ogóle nie obchodzi kwestia legalności źródła, z którego oglądają swoje filmy i seriale. Co więcej, wielu z nich gotowych jest płacić za dostęp do pirackich serwisów, ponieważ znajdą tam świeże treści w lepszej cenie, często nie przekraczającej kilku złotych miesięcznie. IAB utrzymuje, że za konta Premium w pirackich serwisach streamingowych płaci dziś ponad 2 mln polskich internautów.

Branża producentów i dystrybutorów przekonana jest, że karanie internautów za piractwo nie ma sensu, a najskuteczniejszą metodą będzie odcinanie piratów od źródeł dochodów, blokowanie ich systemów płatności i ograniczanie dostępu do rynku reklamowego. Płonne jednak nadzieje. Pirackie serwisy znaczną część swoich reklamowych dochodów czerpią z szarej strefy reklamowego tortu, tj. pornografii, odżywek dla sportowców, podrabianej odzieży, coraz śmielej eksperymentują też z płatnościami w kryptowalutach, niemożliwych do zablokowania przez siły prawa i porządku. Jedyną quasi-skuteczną metodą są więc akcje policji, która niedawno mogła pochwalić się fizyczną likwidacją jednej z najpopularniejszych w Polsce torrentowni i jej serwisu streamingowego. Oczywiście jak to zwykle w takich wypadkach bywa, internauci chwilę porozpaczali, a potem przenieśli się do innych pirackich serwisów.

W wypowiedzi dla Rzeczpospolitej, Teresa Wierzbowska, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów Programów Telewizyjnych Sygnał, stwierdziła, że potrzebna jest edukacja w zakresie legalnego obrotu treściami audiowizualnymi, nie tylko w odniesieniu do internautów, ale też uczestników rynku, biorących udział w finansowaniu nielegalnej działalności. To miałoby uniemożliwić czerpanie korzyści finansowych z nielegalnej dystrybucji treści, a co za tym idzie, zlikwidować piractwo. Słowa p. Wierzbowskiej pokazują jednak wyraźnie, jak mało o Internecie ci wszyscy wydawcy i dystrybutorzy wiedzą, i jak mało wiedzą o swoich potencjalnych klientach, wbrew pozorom całkiem dobrze wyedukowanych – a po prostu mających inne poglądy w kwestii piractwa. Walka z wiatrakami będzie więc trwała nadal.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.