r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Polski programista w sporze z Canonicalem. Centrum Oprogramowania Ubuntu jest dziś do niczego?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Centrum oprogramowania Ubuntu próbowało być jednocześnie menedżerem pakietów i sklepem z aplikacjami. W porównaniu do klasycznego Synaptica jako menedżer niezbyt się sprawdzało. A jako sklep z aplikacjami okazało się być jeszcze gorsze. Historia polskiego programisty Michała Rosiaka stała się okazją do dyskusji nad przyszłością Centrum – i pokazała, że jego koniec jest bliski.

Stworzona przez Canonicala aplikacja na tle swoich odpowiedników z innych dystrybucji wyróżnia się możliwością instalowania płatnych aplikacji i gier. Kiedyś jeszcze działało to całkiem dobrze. Autor tych słów kupił przez sklep Canonicala kilka gier, m.in. kultową Darwinię, bez problemu reinstalując ją w kolejnych wersjach Ubuntu. Po wydaniu wersji 14.10 systemu wszystko się jednak popsuło. Wiele pozycji stało się w tej wersji niedostępnych w Centrum Oprogramowania. Nie tylko zniknęły z listy oprogramowania, ale też niemożliwa stała się ich reinstalacja w nowej wersji systemu.

W lutym tego roku na sprawę narzekał nasz bloger, Michał Rosiak, programista, który w rozwój oprogramowania dla Ubuntu włożył wiele energii. We wpisie pt. Dlaczego nie warto tworzyć oprogramowania dla Ubuntu przedstawił swoje zmagania z Canonicalem – wyglądało na to, że opublikowanie jakiejkolwiek komercyjnej aplikacji w oficjalnym sklepie systemu Marka Shuttlewortha to droga przez mękę. Sytuacja, w której deweloper musiał swoim nabywcom sam przesyłać e-mailem zaktualizowane paczki .deb pod nową wersję systemu, jest chyba bezprecedensowa, jeśli chodzi o sklepy z aplikacjami.

r   e   k   l   a   m   a

Wydanie 15.04 niczego tu nie naprawiło – aplikacje, które przestały być dostępne dla 14.10, nie pojawiły się też na liście dla użytkowników tegorocznego wydania. Michał Rosiak rozpoczął miesiąc temu walkę o to, by w ogóle Canonical usłyszał jego wołanie. Jako że pisanie gier to źródło jego utrzymania, sprawa jest poważna. Jak słusznie zauważa, użytkownicy, którzy zakupili grę wcześniej czują się oszukani, on sam nie ma co liczyć, że ktoś zrobi downgrade systemu tylko po to, by zainstalować grę, zaś sam producent Ubuntu po prostu milczy. Próby skontaktowania się z menedżerem odpowiedzialnym za sklep Ubuntu nie przynosiły rezultatów.

Upublicznienie sprawy przyniosło pewne efekty. Odezwali się ludzie z Canonicala – przyznając, że obecny proces jest bardzo zawodny, ale w przyszłości będzie lepiej, dzięki pakietom Click/Snappy. Pakiety są w nich izolowane, zależności automatycznie spełnione, więc proces recenzowania oprogramowania można zautomatyzowanć, znacznie przyspieszyć. Odezwał się nawet sam Mark Shuttleworth, twierdząc, że doświadczenie pokazało, że bazujący na pakietach .deb system nie sprawdza się w odniesieniu do sklepów.

Kiedy Michał Rosiak zobaczy swoje aplikacje w Centrum Oprogramowania na nowszych wersjach Ubuntu? Pewnie nieprędko. Pełnego wsparcia dla pakietów Snappy/Click w wydaniu 15.10 raczej nie zobaczymy, a na wydanie wersji .deb firmy podobno nie stać. Martin Albisetti z Canonicala napisał, że z czasem sklep okazał się coraz droższy w utrzymaniu, obecnie starania dotyczą tego, by wersja LTS była dobrze wspierana, wgrywanie pakietów dla nowszych wersji Ubuntu jest zablokowane. Przede wszystkim jednak postawiono na zrobienie czegoś nowego, tj. sklepu bazującego na nowym formacie pakietów, zamiast marnować wysiłki na coś, co po prostu nie działa.

I trudno się z tym nie zgodzić: klasyczne menedżery pakietów dla Linuksa powstały z myślą o otwartym oprogramowaniu, kompilowanym przez twórców dystrybucji pod kątem określonego środowiska uruchomieniowego, z określonym zestawem zależności. Własnościowe oprogramowanie bardzo źle się spisuje w tym modelu – kolejne aktualizacje systemu mogą bardzo łatwo uczynić aplikację niekompatybilną. Te właśnie problemy rozwiązać ma przygotowywany przez Canonicala menedżer Snappy, który zastąpić ma APT-a. Czy jednak jakiekolwiek problemy techniczne mogą usprawiedliwiać wielomiesięczne milczenie na zapytania człowieka, który jest autorem popularnych aplikacji na bądź co bądź niszową platformę, programistą nagrodzonym tytułem „Ubuntu Pioneer”? Prawdziwy problem wydaje się dotyczyć stosunku Canonicala do swojej społeczności – społeczności bez której nigdy by na rynku nie zaistniał.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.