r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Prawdziwe (?) powody stworzenia Mira. Czy czeka nas fragmentacja sterowników grafiki na Linuksie?

Strona główna Aktualności

Kilka miesięcy wystarczyło programistom Canonicala, by pokazać publicznie swój nowy serwer grafiki, Mir, który w przyszłych wydaniach Ubuntu zastąpi wysłużony X Window Server. Szybko, prawda? Linuksowa społeczność do tej pory chyba nie wierzy w to, co się stało: Wayland, rozwijany jako potencjalny następca X (i jeszcze do niedawna wskazywany przez Marka Shuttlewortha jako przyszły serwer grafiki dla Ubuntu) doczekał się wersji 1.0 po niemal 5 latach prac, w które zaangażowani byli przede wszystkim doświadczeni programiści projektu X.org Server.

Premiera Mira na łamach wiki Ubuntu nie obyła się bez niesnasek. Przedstawione tam uzasadnienia, tłumaczące porzucenie Waylanda (i jego kompozytora grafiki Weston), wywołały oburzenie wśród zaangażowanych w ten projekt programistów, którzy uznali większość zarzutów tam przedstawionych nie tylko za bezzasadne, ale wręcz szkalujące. Jeden z deweloperów Waylanda uznał, że wiele czasu i wysiłku będzie musiało teraz być poświęcone na sprostowania tego, co ludzie Canonicala powypisywali. Nie pomogły też wpisy Marka Shuttlewortha, który na łamach swojego bloga snuł wizje o tym, jak to Mir będzie wspaniale działał z KDE (i które zostały przez deweloperów KDE definitywnie odrzucone).

Teraz Christopher Halse Rogers, piastujący w Canonicalu stanowisko Desktop and Mobile Engineer, ponownie wyjaśnia decyzję o przejściu Ubuntu na Mir. Chcieliśmy coś takiego jak Wayland, ale różniącego się od Waylanda niemal w każdym szczególe – czytamy we wpisie Rogersa na Google+.

Powodów było pięć. Pierwszy to potrzeba zintegrowania powłoki z serwerem wyświetlania (jak w Waylandzie). Drugi, to niechęć do Westona – kompozytor ten zdaniem Canonicala, służy tylko testom i rozwojowi protokołu Waylanda, nie jest realną powłoką pulpitu. Trzeci to problemy z obsługą wejścia w Waylandzie – w czasach gdy Mir powstawał, była ona na bardzo podstawowym poziomie. Czwarty dotyczył platform z procesorami ARM – chodziło o alokowanie bufora po stronie serwera, a nie klienta (jak w Westonie). Piąty wreszcie to zmniejszenie złożoności – w Waylandzie jest za dużo kodu, zbędnego Canonicalowi, a jednocześnie wiele elementów trzeba by było wyrzucić i napisać od nowa. Podsumowując, Rogers pisze: Może byśmy chcieli Waylanda, ale musielibyśmy napisać stos wejścia, zrobić łatki dla platformy Mesa EGL i przerobić obsługę menedżera okien we wszystkich toolkitach. Mir, jako serwer dla Ubuntu, pozwala więc Canonicalowi osiągnąć wszystkie swoje cele, bez konieczności dublowania wysiłku w przygotowaniu wersji odpowiedniej do przyjęcia przez całą linuksową społeczność.

Deweloperowi Canonicala odpowiedział jeden z twórców KDE, Aaron Seigo. Jego zdaniem tłumaczenia ludzi od Ubuntu są trochę naciągane. Rzekome problemy z obsługą wejścia w Waylandzie były rozwiązane już na początku 2012 roku, tymczasem pierwsze linijki kodu Mira zostały zgłoszone pół roku później. Podobnie wygląda sytuacja z obsługą bufora, specyfikacją powłoki itp. – do wszystkich tych kwestii odnieśli się już wcześniej programiści Waylanda, wskazując, że można je rozwiązać.

Bez względu na to, jak skończy się ta awantura, Canonical raczej już się z Mira nie wycofa – a to może wiązać się z konsekwencjami dla sterowników grafiki. Obecnie zarówno Wayland jak i Mir nie radzą sobie z własnościowymi sterownikami Nvidii i AMD, ale jak twierdzi Rogers, trwają rozmowy z tymi firmami, by dostarczyły sterowniki działające z Mirem. Jak na razie wspierane są tylko sterowniki opensource'owe – to zwykłe sterowniki X.org, jak np. xf86-video-noveau, z odpowiednimi łatkami. Problem w tym, że łatki dla Waylanda i Mira nie są identyczne, i można sądzić, że o ile w wypadku otwartych sterowników problemu nie będzie, to w przyszłości z własnościowymi mogą być poważne kłopoty. Platforma Mir EGL wygląda niemal identycznie jak platforma Wayland EGL, która wygląda niemal identycznie jak platforma GBM EGL, która wygląda niemal tak samo jak X11 EGL – pisze Rogers, jakby zapominając, ile problemów do tej pory przynosiła niemal identyczność w Linuksie. Trudno sobie wyobrazić, by Nvidii czy AMD chciało się udostępniać swoje sterowniki nie tylko w kilku różnych pakietach (tar.gz, .deb, czy .rpm), dla architektur 32- i 64-bitowych, ale też w odmianach dla trzech różnych serwerów wyświetlania – X.org, Wayland i Mir.

Złośliwi mówili kiedyś o efekcie Reality Distortion Field (pola zniekształcania rzeczywistości), generowanym przez Steve'a Jobsa podczas jego publicznych wystąpień. Wydaje się, że takie pole może działać też w Canonicalu, którego szef posuwa się ostatnio do twierdzeń, że Unity powstało przed GNOME Shellem, a Ubuntu było pierwszą dystrybucją, oferującą kolejne wydania co pół roku. Adam Williamson z Red Hata prosi co prawda Shuttlewortha o to, by przestał opowiadać takie rzeczy i zaczął mówić prawdę, ale raczej efektów to nie przynosi. W świecie Linuksa dawno już nie było tak nieprzyjemnie.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.