r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Prawo do bycia zapomnianym ma w Polsce wysoki współczynnik odrzuceń

Strona główna AktualnościINTERNET

W połowie maja firma Google przegrała w sądzie spór o tzw. prawo do bycia zapomnianym. Po dwóch tygodniach przedstawiła odpowiedni formularz, który umożliwia nam wysłanie wniosku o usunięcie z wyników wyszukiwania wzmianek na nasz temat, oraz stron, które takie informacje zawierają. Teraz możemy dowiedzieć się, jak wiele żądań otrzymało Google i jak wiele stron zostało z wyszukiwarki usuniętych.

Odpowiedni raport z podziałem na poszczególne kraje Unii Europejskiej znajdziemy na specjalnej stronie przygotowanej przez firmę. Dzięki niej dowiemy się, że od końca maja Google otrzymało już niemal 150 tysięcy żądań usunięcia, a oceniło prawie pół miliona adresów internetowych, do których się one odnosiły. Oczywiście wysłanie żądania nie gwarantuje, że będzie ono spełniać wymogi jakim musi podlegać, a tym samym żadne wyniki wcale nie musza z wyszukiwarki znikać. Usuwanie wszystkich stron groziłoby nadużyciom, a te i tak mają już miejsce. Do tej pory usunięto niecałe 42% z raportowanych adresów, co może skłaniać do przypuszczeń, że niektóre osoby w sposób nieprawidłowy wypełniają wnioski, lub domagają się usunięcia rzeczy, które nie podlegają temu prawu.

W Polsce odsetek odrzuconych wniosków jest jeszcze większy, bo wynosi prawie 66%. Firma otrzymała w tym przypadku ponad 3700 żądań mówiących o prawie 14800 adresach. Dla ciekawostki przygotowano również opisy piętnastu przykładowych spraw z żądaniami. Np. pewien szwajcarski finansista żądał usunięcia wyników dotyczących jego aresztowania i skazania za przestępstwa finansowe, ten wniosek został odrzucony. Ofiara pewnego przestępstwa mającego miejsce kilkadziesiąt lat temu we Włoszech poprosiła o usunięcie linków do artykułów, które go dotyczyły – te zostały z wyszukiwarki usunięte. Jak więc widać, decyzja w znacznej mierze zależy od tego po której stronie „barykady” znajduje się zgłaszający. Nie brakuje także próśb wynikających z głupoty (np. świadomie umieszczeni materiałów, które nas kompromitują), te nie spotykają się jednak ze zrozumieniem.

r   e   k   l   a   m   a

Inna statystyka dotyczy witryn, których najczęściej dotyczą wnioski wysyłane przez użytkowników. Nic dziwnego w tym, że najczęstszym źródłem informacji jest Facebook. Na drugim miejscu znajduje się serwis profileengine.com (oba po około 3300 adresów). Znacznie dalej pojawia się YouTube, a także popularny portal społecznościowy Badoo, czy nawet strony grup dyskusyjnych Google. Cała najpopularniejsza dziesiątka nie stanowi dużego procenta wszystkich zgłoszeń, można więc podejrzewać, że znacznie częściej wnioski dotyczą jakichś określonych witryn np. lokalnych serwisów informacyjnych, lub stron, które archiwizują doniesienia i poruszają na nowo nieco starsze problemy.

Jak wygląda sytuacja w przypadku innych dużych wyszukiwarek? Konkurencja w postaci Binga od Microsoftu nie śpieszyła się tak bardzo, bo nie było po co. Prace nad formularzem rozpoczęły się połowie czerwca, jeszcze bez jakichkolwiek żądań ze strony Unii Europejskiej – ta korporacja widząc losy Google najwyraźniej uznała, że kwestią czasu jest fakt otrzymania przez nią podobnego nakazu. Gotowe narzędzie pojawiło się miesiąc później, można z niego korzystać już teraz. Tak Bing jak i inne wyszukiwarki nie znaczą na tym rynku zbyt wiele, większość tortu zgarnia bowiem Google. To powoduje, że nie muszą się one obawiać regulacji i ograniczeń tak bardzo, jak swoisty monopolista.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.