r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Producenci filmów dla dorosłych mają dość, idą na wojnę z darmową pornografią

Strona główna AktualnościINTERNET

Pornografia, która towarzyszy cywilizacji w zasadzie od jej początku jeszcze nigdy nie była tak łatwo dostępna jak dziś. Nietrudno się domyślić, że jest to spowodowane przez bardzo dużą liczbę zróżnicowanych filmów i zdjęć dostępnych w Sieci za darmo. Odbywa się to głównie za sprawą serwisów à la YouTube, na łamach których użytkownicy publikują posiadane przez siebie filmy, udostępniając w ten sposób materiał objęty prawem autorskim każdemu chętnemu. Prędzej czy później musiało się to spotkać z reakcją branży porno.

Straty, które przyniosły producentom filmów porno strony internetowe trudno nawet oszacować. Co więcej nawet wśród aktywnych na Twitterze aktorów pornograficznych popularne jest przekonanie, że Internet powoli, ale sukcesywnie zabija całą branżę. Budzi to oczywiście ich sprzeciw i... w zasadzie na tym się kończy. Za straty obwiniani są przede wszystkim administratorzy serwisów, którzy z oferowania dostępu do objętych prawem autorskim filmów czerpią wysokie zyski, zarówno poprzez pobieranie opłat za konta premium, jak i treści reklamowe.

Grupa MetArt znana z produkcji filmów pornograficznych o dość subtelnym jak na branżowe standardy charakterze, zdecydowała się ukrócić proceder konsekwentnego łamania praw autorskich i czerpania z tego zysków przez osoby trzecie. W związku z tym do sądu w Seattle został złożony pozew przeciw właścicielom dziesiątek stron, które dają swojej społeczności możliwość swobodnego i niezgodnego z prawem autorskim publikowania filmów i zdjęć porno. Administratorów oskarżono nie tylko o działanie wbrew wspomnianym prawom, ale także o czyny nieuczciwej konkurencji.

r   e   k   l   a   m   a

Aby dochodzić swoich roszczeń, MetArt jest zmuszony uporać się z wieloma trudnościami. Jedną z nich jest ewentualna niechęć społeczności, która – w sytuacji gdy sąd przyzna producentowi rację – utraci dostęp do setek produkcji. MetArt to dość popularna marka w branży, więc jeżeli informacje o podjętych przez nią krokach się rozpowszechnią, może to wzbudzić falę krytyki widzów. Ci przez lata bardzo przywiązali się do faktu, że pornografia jest darmowa.

Znacznie poważniejsze wyzywanie stanowi paradoks związany z Digital Millennium Copyright Act. Jest to ustawa, która weszła w życia w Stanach Zjednoczonych jeszcze w 1998 roku. Pozwala ona administratorom serwisów hostujących treści wgrywane przez społeczność na uniknięcie odpowiedzialności związanej z naruszeniami praw autorskich, o ile zapewnią oni skuteczne mechanizmy zgłaszania takich naruszeń i blokowania dostępu do rozpowszechnianych bezprawnie treści. Dla administratorów serwisów pornograficznych DMCA jest w debacie bardzo dobrym argumentem – mogą oni zawsze skojarzyć zarzuty MetArt z próbą prewencyjnej cenzury serwisu, czemu z pewnością przyklaśnie społeczność.

Priorytetem MetArtu jest oczywiście uzyskanie wielomilionowego odszkodowania za poniesione straty finansowe oraz likwidacja stron udostępniających filmy porno we flashowych odtwarzaczach. Zrealizowanie tego celu może utrudnić fakt, że administratorzy podobnych serwisów często korzystają z usług, które chronią ich tożsamość, przez co ich identyfikacja wymaga dodatkowych środków i pracy. Jeżeli jednak MetArt w sądzie wygra, to można się spodziewać, że postrzeganie Internetu jako medium po brzegi wypełnionego ogólnodostępną pornografią diametralnie się zmieni. W związku z pozwami sądowymi generowanymi masowo przez producentów z branży pornograficznej można się nawet spodziewać swoistej odwróconej seksualnej cyberrewolucji.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.