r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Producenci filmowi ostrzegają: jednolity rynek cyfrowy UE to dla nich katastrofa. Podobno dla nas też

Strona główna AktualnościINTERNET

Dopiero co informowaliśmy o porozumieniu między Komisją Europejską a Netfliksem i kilkoma innymi europejskimi dostawcami usług wideo na życzenie. Pozwoli ono na zniesienie ograniczeń terytorialnych w dostępie do płatnych usług audiowizualnych, świadczonych przez tych dostawców. Transgraniczna swoboda nie podoba się jednak producentom treści. Rychło w czas opublikowali raport, z którego wynika, że Jednolity Rynek Cyfrowy, na którym każdy widz będzie mógł sobie obejrzeć co chce, niezależnie od tego gdzie jest, będzie katastrofą dla lokalnej produkcji filmowej. Rocznie ma ona stracić nawet ponad dziewięć miliardów euro.

Przygotowany przez firmy OXERA oraz Oliver & Ohlbaum raport powstał na zlecenie studiów filmowych i stacji telewizyjnych. Zaprezentowano go w trakcie tegorocznego festiwalu w Cannes. Możemy się z niego dowiedzieć, że jeśli Unia Europejska ujednolici rynek cyfrowy dla treści audiowizualnych, to doprowadzi to do znacznego obniżenia poziomu inwestowania w programy telewizyjne i filmy.W konsekwencji konsumenci stracą dostęp do treści, z których dziś korzystają albo będą musieli znacznie więcej za nie zapłacić.

To wszystko dlatego, że ustalone dotąd wykorzystywanie terytorialne praw telewizyjnych i filmowych w Europie chroniło europejską gospodarkę kreatywną i różnorodność kulturową. Zniesienie tego ma sprawić, że w telewizjach będzie nawet o 48% mniej tematyki lokalnej, a lokalna produkcja filmowa skurczy się o 38%. Szczególnie mają to odczuć niszowe, ambitne, ryzykowne finansowo produkcje. Te utwory, które wciąż będą zaś produkowane, powstaną przy niższych budżetach, a więc będą niższej jakości.

r   e   k   l   a   m   a

Komentujący raport Martin Moszkowicz, dyrektor generalny w Constantin Film, stwierdził, że filmowcy są zależni od dochodu osiąganego z wyłączności terytorialnej dystrybucji filmów. Transgraniczny dostęp do treści w Sieci ma zaś uprzywilejować masowe globalne produkcje dla widzów jednolitego rynku, kończą z możliwością wyboru przez konsumentów. Nawet 9,3 mld euro wyparuje z branży, a odbiorcy nie będą w stanie pokryć tych straconych pieniędzy.

Deklaracje te warto przyjąć jednak ze sporym sceptycyzmem. Dotychczasowe doświadczenia z cyfrową dystrybucją innego rodzaju treści przez Internet, tj. muzyki i gier komputerowych, pokazują, że studia filmowe i telewizje liczby te wyciągnęły z fusów po kawie, albo też policzyły straty swoje, a nie całego, znacznie dziś większego rynku. Przypomnijmy, że to właśnie dzięki swobodzie przepływu treści i transgranicznym płatnościom zakwitły ciekawe gry indie, finansowane przez samych graczy poprzez serwisy crowdfoundingowe, to właśnie też dzięki Internetowi niezależni twórcy muzyki, działając na własną rękę, poza wielkimi wytwórniami muzycznymi, zdołali znaleźć uznanie i pieniądze.

Poza tym jest jeszcze jedna kwestia – to właśnie ten „zły” Netflix postawił na rozwój lokalnych produkcji, tworzonych w językach innych niż angielski, w miarę możliwości stara się też udostępnić je widzom z całego świata. Jego szefowie słusznie zauważają, że nie istnieje dziś jedna globalna kultura, lecz raczej multum przenikających się narracji, które szukają sposobu wyjścia poza narodowe granice. To właśnie wyłączność terytorialna prowadzi do sytuacji, w której jedynymi globalnymi treściami są produkcje amerykańskie, a te z mniejszych krajów skazane są na swoje małe, lokalne rynki.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.