r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Producent Pokemon GO walczy z cheaterami – a rykoszetem dostali użytkownicy mobilnego Windowsa

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Pod wieloma względami użytkownicy Windows Phone’a przypominają użytkowników Amigi z minionego stulecia. Gdy cały rynek IT wyraźnie daje znać, że ich platforma jest martwa, oni i tak wiedzą lepiej. Nie dotkną sprzętu czy systemu konkurencji, mimo że spełniałby lepiej ich potrzeby – zamiast tego włożą cały swój wysiłek w naśladowanie tego, czego mieć w oryginale nie mają. Taka była historia doomopodobnych gier na Amidze, taka jest historia słynnego Pokemon GO na telefonach z systemem Microsoftu.

Jak dobrze wiadomo, dla firmy Niantic rynek mobilny to iPhone i urządzenia z Androidem – nic innego nie istnieje. Choć petycję w sprawie przeniesienia Pokemona GO na Windows Phone’a podpisało już ponad 100 tysięcy osób, to powiedzmy sobie szczerze, to „już ponad” jest tylko kolejnym dowodem na lichy udział systemu Microsoftu na rynku mobilnym, liczba pobrań gry na Androida znalazła się już w przedziale między 50 a 100 milionów. W tej sytuacji jeden z programistów Windows Phone’a spróbował sam wyjść naprzeciw oczekiwaniom społeczności.

PoGo-UWP to nieoficjalny klient Pokemon GO, napisany jako aplikacja Universal Windows Platform dla smartfonów z systemem Windows 10 Mobile, wykorzystujący wszystko to, co było wiadomo o odtworzonym metodami odwrotnej inżynierii API gry. Po jego zainstalowaniu posiadacze nowych Lumii też mogli łapać je wszystkie. PoGo-UWP oferował widok mapy, dwuwymiarową grafikę i wymagał posiadania konta w Pokemon Trainer Club. Tak więc aby zacząć grać, trzeba było skorzystać z konkurencyjnego smartfona i założyć to konto poprzez oficjalnego klienta gry. Odwiedzanie PokeStopów i korzystanie z przedmiotów nie było jednak żadnym problemem. Grało się podobno dobrze, może nie tak komfortowo, jak na iPhonie czy słuchawkach z Androidem, ale lepsze to niż nic. Grało do wczoraj, ponieważ nagle PoGo-UWP przestało działać.

r   e   k   l   a   m   a

Niantic nie cierpi inicjatyw społeczności, o czym dobrze przekonali się kiedyś gracze pierwszej sławnej gry tej firmy, Ingressa. Gracze korzystający ze znacznie wygodniejszych od oryginału alternatywnych klientów byli banowani, producent napuszczał swoich prawników na twórców dodatkowych narzędzi. Zanim jednak gromko Niantic potępimy, warto spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy: te alternatywne klienty i dodatkowe narzędzia psuły grę, łamały równowagę. O ile w wypadku Ingressa, gry o znacznie mniejszym zasięgu i popularności nie było to jeszcze tak dotkliwe, to w wypadku Pokemona GO tworzenie dodatkowych narzędzi korzystających z API gry zamieniło się w festiwal nadużyć.

W Sieci można znaleźć już z kilkadziesiąt różnych narzędzi naruszających warunki świadczenia usługi firmy Niantic, które czynią całą grę w Pokemon GO bezsensowną. Fałszowanie wskazań GPS to małe piwo, ale mamy też rozmaite boty testujące stan serwerów i je nadmiernie obciążające, mamy narzędzia do automatycznego alarmowania o obecności Pokemonów, a nawet narzędzia do automatycznego chwytania Pokemonów. Innymi słowy – nie ruszając tyłka sprzed komputera, można złapać je wszystkie, wyszkolić do maksymalnego poziomu, zdobyć całe wyposażenie… i co dalej?

Na razie takich akcji nie będzie. Nieoficjalne klienty i aplikacje pomocnicze nie będą już mogły rozmawiać z serwerami gry. Wczoraj Niantic wprowadził zmiany na serwerach, które w praktyce kończą możliwość wykorzystania API przez cokolwiek innego niż oficjalne klienty na Androida i iOS-a. Wszystkie żądania są teraz kryptograficznie podpisane, więc te wszystkie aplikacje niezależnych programistów, nie potrafiąc wygenerować poprawnej wartości dla serwera, niczego się nie dowiedzą.

Z tego co jednak można dowiedzieć się od społeczności pracującej nad Pokemonem GO, trwają intensywne prace nad przełamaniem zabezpieczeń Niantica, tych samych zabezpieczeń, których społeczności Ingressa nigdy złamać się nie udało. Siła w liczbach – tylko na subreddicie /r/pokemongodev siedzi ponad 27 tys. osób. Wygląda na to, że poczyniono spore postępy, włącznie ze zdekompilowaniem kodu odpowiedzialnego za szyfrowanie. Teraz pozostaje ułożyć układankę i ją uruchomić…

Jak zareaguje na to Niantic, trudno powiedzieć. Niewykluczona jest kolejna aktualizacja, tym razem klienta, która wprowadzi lepsze zabezpieczenia kryptograficzne i zmieni stosowane klucze. O ile oszukujących w grze nam nie żal, to jednak szkoda, że wszystkie te zmiany odbiją się też na PoGo-UWP – w końcu był to całkowicie uczciwy klient dla smartfonów z Windowsem.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.