r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

ProtonMail przez 10 miesięcy wykluczony z Google. Nie ma cię w wyszukiwarce, nie ma cię w ogóle?

Strona główna AktualnościINTERNET

Monopol Google’a na rynku wyszukiwarek trwa od lat w najlepsze, szczególnie w Europie. W Ameryce niektórzy korzystają z Binga, w Rosji mają Yandexa, a w Chinach Baidu – jednak dla reszty internautów Google stało się dostawcą kluczowej infrastruktury, bez której korzystać z Webu się nie da. Taka pozycja pozwala na wiele, czasem zbyt wiele, o czym przekonuje śledztwo Komisji Europejskiej w sprawie praktyk mających na celu zdławienie konkurencyjnych względem oferty Google’a usług. Jedno jest pewne: w zapewnienia o bezstronnym algorytmie, tworzącym ranking wyników wyszukiwania na podstawie obiektywnych danych do końca nie należy wierzyć. Przekonuje o tym historia ProtonMaila, bezpiecznej poczty ze Szwajcarii.

ProtonMail dobrze jest znany obrońcom prywatności w Sieci. Debiut tej usługi w 2014 roku wzbudził duże zainteresowanie: połączenie szyfrowania po stronie klienta z wykorzystaniem sprawdzonych, bezpiecznych technik kryptograficznych, całkiem wygodny interfejs i lokalizacja serwerów na terenie Szwajcarii sprawiły, że stał się dobrym wyborem dla tych, którzy mają coś do ukrycia. W połowie 2015 miał już pół miliona użytkowników, pisały o nim popularne media. Łatwo też było znaleźć ProtonMaila w wyszukiwarce Google, zapytania w rodzaju „secure email” czy „encrypted email” zwracały go na pierwszych miejscach wyników wyszukiwania.

A potem coś się popsuło. Wyszła wersja 2.0 ProtonMaila, ze znacznie ulepszonym interfejsem, aplikacjami mobilnymi na Androida i iOS-a, i co szczególnie ważne, upublicznionym kodem źródłowym. Ułatwiono też migrację poczty z innych usług, np. Gmaila, by zaś zwiększyć zasięg wśród zwykłych internautów, sięgnięto po domenę z końcówką .com, znacznie lepiej przecież znaną niż dotychczas używaną krajową domenę Szwajcarii (.ch). Wszystko to powinno znacznie zwiększyć widoczność ProtonMaila, przyniosło jednak skutek zupełnie odwrotny do zamierzonego.

r   e   k   l   a   m   a

ProtonMail po prostu zniknął z wyników wyszukiwania Google’a – i tylko wyników wyszukiwania Google’a. Wszystkie inne wyszukiwarki, tj. Yahoo!, Bing, Yandex, DuckDuckGo i Baidu, wyświetlały szwajcarską pocztę na pierwszej lub drugiej stronie wyników wyszukiwania dla zapytań „secure email” i „encrypted email”. A co się stało z Google? Tego nie wiedział nikt, nie potrafili tego wyjaśnić znani eksperci od SEO, tym bardziej, że nie odnotowano żadnych wypadków stosowania „czarnego” SEO, ani przez samego ProtonMaila, ani przez jego konkurentów czy wrogów.

W tym roku ProtonMail roku wyszedł z publicznej fazy beta, zarówno dla aplikacji webowej, jak i aplikacji mobilnych. Zdobyły one świetne opinie, wiele osób za ich sprawą zdecydowało się przenieść pocztę np. z Gmaila. Wciąż jednak oczekiwanego masowego napływu użytkowników nie było widać. Nie ma cię w Google, nie istniejesz? Twórcy szwajcarskiej poczty robili co mogli, by porozumieć się z firmą z Mountain View, pozostawiając wyjaśnienia w jej systemie antyspamowym, pisząc nawet bezpośrednio do europejskich menedżerów. Żadnej reakcji nie było.

Dopiero w sierpniu coś się udało – na sytuację ProtonMail poskarżył się na łamach Twittera. Wiele znanych kont rozgłosiło to dalej – aż w końcu odezwał się sam Matt Cutts, niegdyś szef zespołu antyspamowego Google, znany nam dobrze z cyklu porad dla webmasterów. Osobiście interweniował, i w tajemniczy sposób po kilku dniach nagle ProtonMail pojawił się w wyszukiwarce. Google „coś naprawiło”. Niemal natychmiast po tej naprawie ProtonMail pojawił się na najlepszych pozycjach. Teraz wpisując „secure email” dostaniemy go w Google na pierwszym miejscu.

Efekt zdelistowania przez ponad 10 miesięcy usługi z wyszukiwarki był jednak bardzo wymierny. Z analiz właściciela usługi wynika, że zniknięcie zmniejszyło wzrost ProtonMaila o przynajmniej 25%, przekładając się bezpośrednio na straty finansowe, idące w setki tysięcy franków. Tego nikt nigdy nie odda.

Ironii sprawie dodaje fakt, że Google, firma, której cały model biznesowy obraca się wokół gromadzenia informacji o użytkownikach, „zniknęła” usługę firmy, której celem istnienia jest chęć ukrycia danych użytkowników. Drogie Google, bez obaw, to żadna konkurencja – Gmail ma już ponad miliard użytkowników. Nawet jeśli milion z nich ucieknie do Szwajcarii, nawet tego nie zauważycie.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.