r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Razem przeciw trollom. Google podzieli się swoimi patentami z maluczkimi

Strona główna AktualnościBIZNES

Patenty miały służyć wynalazczości i przyspieszać rozwój techniczny, dziś jednak coraz częściej służą wymuszeniom, zwalczaniu konkurencji i likwidowaniu niebezpiecznych dla własnego modelu biznesowego pomysłów. Google, które jak do tej pory zachowuje się w kwestii swojej polityki patentowej nadzwyczaj przyzwoicie, ogłosiło, że w walce z trollami patentowymi pomoże także mniejszym i słabszym.

W kwietniu tego roku firma z Mountain View rozpoczęła skupywanie patentów od wszystkich ich posiadaczy poprzez uruchomiony w tym celu portal online. Ogłoszono wówczas, że chodzi o ułatwienie funkcjonowania rynku patentowego, wypełnionego dziś trollami i pozwami sądowymi. Operacja miała trwać do 22 lipca, Google brało na siebie cały ciężar operacyjny i obiecywało płatności w gotówce, więc nic dziwnego, że podobno ofertą zainteresowały się setki firm.

Teraz zebrane patenty posłużą do walki z trollami, nie tylko Google ale też innowacyjnym startupom. W ramach pilotażowego programu, otwartego dla 50 firm o rocznych przychodach nie przekraczających 20 mln dolarów, Mountain View udostępni im za darmo, bez żadnych ukrytych haczyków dwie wybrane rodziny patentów ze swojego ogromnego portfolio. Warunkiem będzie jednak przyłączenie się do programu LOT (License On Transfer), kontrolującego obecnie ponad 325 tys. amerykańskich patentów, w ramach którego członkowie bezkosztowo udzielają sobie wzajemnie licencji na opatentowane rozwiązania. Wśród członków LOT można dziś znaleźć Canona, Dropboksa, Google i SAP-a.

r   e   k   l   a   m   a

Oczywiście uzyskane w ten sposób patenty mogą być użyte tylko defensywnie, by chronić swoją firmę przed pozwami. Nie można za ich pomocą kogokolwiek pozwać. Jakakolwiek próba wniesienia pozwu przeciwko innym (w tym firmom nie będącym członkami LOT) skutkuje natychmiastową utratą prawa do patentu.

Nie jest to jedyne posunięcie Google'a przeciwko patentowym trollom. Przegrywająca w swoim sporze z Oracle firma uruchomiła niedawno nowe funkcje w swojej wyszukiwarce patentów, dzięki którym w wynikach wyszukiwania pojawiać się będą też relewantne dane z wyszukiwarki Google Scholar, przeszukującej bazę prac naukowych pod kątem uprzednich wystąpień danego pomysłu. W ten sposób Mountain View chce pomóc zagrożonym pozwami w walce o unieważnienie patentów, na podstawie których zostali pozwani.

Gdzie pieniądz, tam i patentowy troll

Działania Google można skomentować tylko w jeden sposób – lepiej późno, niż wcale. Nie ma praktycznie dziedziny techniki, która byłaby wolna od pozwów patentowych, nierzadko bardzo naciąganych. Wystarczy, że specjalizujące się w takich praktykach kancelarie prawne zauważą, że jest szansa zarobienia pieniędzy, a odpowiedni dokument powstaje błyskawicznie. I tak ostatnio wyskoczyła niczym chochlik z pudełka grupa HEVC Advance, która ogłosiła, że jest w posiadaniu pełnego pakietu patentów na kodek HEVC/H.265, dzięki któremu możliwy jest streaming wideo w bardzo wysokich rozdzielczościach. Jako posiadacz patentów, grupa żąda dla siebie 0,5% od przychodu każdego nadawcy, który korzysta z HEVC w swoich usługach.

Sytuacja dla branży wideo zrobiła się w ten sposób bardzo kłopotliwa. Wcześniej stowarzyszenie branżowe MPEG LA obiecywało, że z nowego, wysoce wydajnego kodeka będzie można korzystać na takich samych warunkach, jak z H.264 – tak że opłatę wnoszą producenci sprzętu i własnościowego, komercyjnego oprogramowania, natomiast usługi streamingowe i wszelkiego rodzaju producenci treści są z opłat zwolnieni. W dobrej wierze wielu dostawców usług zaczęło wprowadzać w swoich sieciach wideo 4K, które dzięki HEVC zajmowało tyle pasma, co wideo FullHD. Ogłoszenie HEVC Advance musiało spaść na nich jak grom z jasnego nieba. Samo MPEG LA w tej sytuacji niewiele może zrobić, nie ma żadnej władzy nad patentami, a jedynie niewyłączne prawo do sprzedaży licencji na nie. Firmy posiadające związane z HEVC portfolio, wśród których są m.in. Philips, Technicolor, Mitsubishi Electric i General Electric, najwyraźniej uznały, że mogą zarobić niezłe pieniądze bez wysiłku – problem jednak w tym, że te 0,5% z przychodów czyni wykorzystanie HEVC nieopłacalnym. Marże w tej branży są po prostu niskie.

Wydajny kodek wideo to poważna dziedzina grafiki komputerowej. Wiele z tych pozwów wiąże się z rzeczami znacznie mniej poważnymi, uderzając w mniejsze, mało znane firmy, których po prostu nie stać, by bronić się skutecznie przed sądem. Przykładem może być pozew budzący ostatnio pewne rozbawienie w Dolinie Krzemowej (choć na pewno nie rozbawienie wśród tych, którzy go dostali). Dotyczy on objętego przez patent 6368268 pomysłu na zdalnie sterowany system stymulacji seksualnej. Patent ten został przyznany w 2002 roku firmie HasSex, która jednak nigdy nic z nim nie zrobiła. Teraz jednak odkupiła go nowa firma TZU Technologies, by moment później złożyć pozwy przeciwko sześciu startupom pracującym nad szeroko rozumianą teledildoniką. Jedynie jeden z nich ma dziś gotowy, sprzedający się produkt, cała reszta żyje tylko z pieniędzy inwestorów i wniesiony przeciwko nim pozew w praktyce oznacza koniec zabawy z wirtualnym seksem.

Czy pozwanym startupom Google mogłoby pomóc? Na to nie ma co raczej liczyć. Znana ze swojego dość purytańskiego podejścia do świata firma pewnie w swoim portfolio patentów związanych z cyberseksem może nie mieć. Może jednak chociaż pomoże twórcom niewinnego urządzenia Frebble, służącego do zdalnego trzymania się za ręce?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.