r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Riddick - największy kosmiczny kozak

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Branża filmów może nie znać Richarda B. Riddicka tak dobrze, jak branża gier. Bohater ten dokonał tego, czego nie udało się wielu innym twardzielom srebrnego ekranu - mianowicie dokonać zgrabnego skoku sprzed kamer prosto w zero-jedynkowy kod. Z odtwarzaczy DVD do czytników konsol. Riddick na stałe zapisał się w annałach elektronicznej rozrywki występem w The Chronicles of Riddick: Escape from Butcher Bay, który to tytuł udowodnił, że nad grami opartymi na licencji wcale nie ciąży jakieś tam fatum. Że gry oparte na licencji nie muszą być skazane na porażkę. Że gry oparte na licencji mogą zamiatać długo promowanymi hitami od wielkich wydawców. W końcu, że gry oparte na licencji mają kosmiczny wręcz potencjał.

Mówiąc ściślej – tego wszystkiego dowiedli panowie ze szwedzkiego studia Starbreeze. To oni pokazali jak powinna wyglądać udana fuzja kina z grami. Pomijając ich niewątpliwe starania i talent koderski (wszak EfBB do dzisiaj prezentuje się nieźle, mimo pięciu lat na karku), trzeba powiedzieć, że po prostu mieli dobry materiał do rzeźbienia. Richard B. Riddick jest "arcychłodną" postacią – w opinii wielu, "najchłodniejszą" od czasów słynnego Hannibala Lectera. Dobrze, że ktoś postanowił wykorzystać siłę drzemiącą w tej niepowtarzalnej kreacji i uczynić z niej głównego bohatera mrocznej, brutalnej gry wideo. Oglądając film Pitch Black, w którym to Riddick zaliczył swój debiut, wielu zapewne pomyślało - "kurczę, byłoby fajną sprawą nie tylko oglądać poczynania tego kozaka, ale również nim pokierować; skręcić jego silnymi łapskami kilka karków, a potem usłyszeć jakieś cyniczne skwitowanie z jego ust". I dostaliśmy taką możliwość, lecz dopiero cztery lata po premierze wspomnianego filmu.

r   e   k   l   a   m   a
[image source="Galerie/Inne/Riddick_-_najwiekszy_kosmiczny_kozak:18107" mode="normal"]

Teraz jednak zastanówmy się, czym Pitch Black wyrył bruzdę w naszej pamięci. Koszmarnie zaprojektowanymi potworami, które u widzów budziły raczej litość niż trwogę? Średniawą fabułą? Efektami specjalnymi, które przy tych z o rok młodszego Matrixa wydawały się najwyżej śmieszne? Nie, nie i nie. Samym głównym bohaterem? Jak najbardziej. Chyba tylko i wyłącznie dzięki Riddickowi, fantastycznie zagranemu przez Vina Diesela, film wybił się ponad przeciętność i zdobył uznanie wśród krytyków. Riddick dał się poznać jako degenerat, który całkowicie odrzucił wszelkie normy moralne oraz społeczne. Jedyny ocalały przedstawiciel gatunku Furyan, jako niemowlę znaleziony na śmietniku z owiniętą wokół szyi własną pępowiną. Wielokrotny morderca, poszukiwany listem gończym na pięciu planetach w trzech różnych układach słonecznych. Nie dajcie się zmylić – to nie szaleniec zabijający dla zaspokojenia swojej chorej żądzy. Po prostu skrajny egoista, dążący do celu – dosłownie – po trupach. Poświęcić jedno marne istnienie w imię własnego interesu, to dla Riddicka jak splunąć. Zresztą, dziesiątki marnych istnień też.

1 2 3 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.