r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Rok 2014 na łączach – hodujemy trolle, ale mamy coraz szybszy dostęp do Internetu

Strona główna AktualnościINTERNET

Dobiegający końca rok 2014 w polskiej części Internetu nudny nie był. Niestety kipiał od złości i niezadowolenia. Rok 2015 pod wieloma względami zapowiada się lepiej, choć niektóre mity upadły i wielu zmian nie da się cofnąć.

Internet wciąż nie jest dla wszystkich. Eurostat na początku miesiąca poinformował, że 28% Polaków w wieku 16-74 lata nigdy z globalną siecią się nie połączyło (UKE podaje 32%). Przez ostatnie 8 lat wskaźnik ten spadł w Polsce prawie o połowę, ale ciągle jesteśmy w końcówce europejskich rankingów.

Ceny łączy w Polsce nie uległy znaczącym zmianom, za to coraz mniej Polaków korzysta z bardzo wolnego dostępu do Internetu. Według raportu UKE średnia opłata za łącze wyniosła w tym roku 53 zł. Co ważne, znów spadł odsetek osób korzystających z łączy o przepustowości do 1,99 Mb/s – w 2011 roku było to 26%, w tym roku zaledwie 1%.

r   e   k   l   a   m   a

Pod względem średniej prędkości łącza latem tego roku byliśmy na 30. pozycji na świecie ze średnią prędkością łącza na poziomie 7,5 Mb/s, dwa lata wcześniej zaś przypadło nam miejsce 35. z 4,1 Mb/s. Wciąż korzystamy głównie z łączy stacjonarnych, ale już 27% ankietowanych korzysta z Internetu mobilnego (22% w roku 2013) i coraz częściej są to usługi bez limitu.

Dziś jest już jasne, że bez LTE nie wypełnimy założeń unijnych, które przewidują dostarczenie łączy o prędkości przynajmniej 30 Mb/s do każdego domu w 2020 roku. To może się udać – tak przynajmniej każe nam wierzyć raport Krajowej Izby Gospodarczej. LTE rozrasta się systematycznie, ale już ze zmniejszoną dynamiką – można w nim przeczytać. Jednak zakończenie aukcji na częstotliwości zwolnione po telewizji analogowej znów rozpędzi budowę. Wiemy już, że do drugiego etapu aukcji zakwalifikowali się wszyscy czterej najwięksi operatorzy oraz spółka Hubb Investments, związana z Emitelem i spółka NetNet, będąca częścią imperium Zygmunta Solorza-Żaka. Zwycięzców poznamy prawdopodobnie w lutym.

Era post-PC w Europie jednak nie nastała, a przynajmniej nie w zachodniej jej części. Według statystyk IDC w zakończonym właśnie kwartale komputery osobiste sprzedawały się o 23,6% lepiej niż rok wcześniej. Pierwszy raz od kilku lat spadła tam sprzedaż tabletów, coraz większą popularnością cieszą się zaś tanie smartfony. Bieżąca średnia cena zakupu urządzenia wynosi 433 dolary (5,5% mniej niż przed rokiem), a zdaniem analityków w ciągu trzech lat spadnie o ponad 100 dolarów. W tym roku znacznie spadły także ceny komputerów, sprzętu RTV i fotograficznego, podrożały za to książki i czasopisma.

W Polsce spadek cen urządzeń mobilnych także widać, a dodatkowo nad Wisłą coraz popularniejsze są smartfony o bardzo dużych ekranach, ale niekoniecznie imponującej specyfikacji. Często kupujemy je zamiast tabletów, które i u nas tracą popularność.

A skoro już o tabletach mowa… mimo że słuchamy na nich muzyki rzadziej, niż z płyt winylowych, najprawdopodobniej w przyszłym roku zostaną objęte opłatą reprograficzną. Ten los czeka także smartfony, które zostały uznane za współczesny odpowiednik magnetofonów, mimo że większość Polaków używa ich do dzwonienia i SMS-owania.

Można by powiedzieć, że sporo działo się ostatnio na rynku polskiego VoD, ale będzie to spore przewartościowanie. Usługa TVP to jedynie marne pocieszenie dla płacących abonament RTV, TVN zaś zamknął drzwi przed abonentami innych sieci, niż T-Mobile. Nowe pozycje w ofercie UPC są kuszące, ale wieść gminna niesie, że to cisza przed burzą… bo w przyszłym roku w Polsce ma ruszyć Netflix.

Tymczasem Polacy i tak wolą pirackie serwisy, nawet jeśli muszą za nie zapłacić. Powodów jest wiele, ale najczęściej chodzi o to, że znajdziemy tam materiały niedostępne w autoryzowanych źródłach. Póki co możemy pobierać (ale nie udostępniać!) bezpiecznie, choć unijni regulatorzy są innego zdania. Póki co jednak nie starają się wymusić na polskich politykach wprowadzenia stosownych zmian.

Zamiłowanie do pobierania przyczyniło się niestety do rozwoju w naszym kraju nieprzyjemnego zjawiska, znanego jako copyright trolling, czyli rozsyłania wezwań do zapłaty za pobranie tej czy innej produkcji. Pech chciał, że listy docierają także do osób niewinnych. Postępowanie dyscyplinarne w sprawie prawniczki, która rozpoczęła proceder, niestety nie zatrzymało lawiny zastraszającej korespondencji. Troll zdążył przyuczyć sobie następcę.

Rok temu, po lekturze książki The New Digital Age Erica Schmidta i Jareda Cohena, która ożywiła wspomnienia z Arabskiej Wiosny, dla wielu osób Internet był narzędziem wolności i rewolucji, a Twitter i telefony z kamerami narzędziem walki z reżimem. Rok 2014 jednak nauczył nas nie tylko, że jest to broń obosieczna, ale też jest silniejsza w rękach silniejszego. Na YouTube mogą znaleźć się filmy z egzekucji wrogów systemu, a dyktator może sprawić, by produkujący filmy koncern zamilkł. Ani Facebookowi, ani Twitterowi, nie opłaca się konflikt z władzami, bo mogą stracić licznych użytkowników… a użytkownicy to pieniądze.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.