r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Roku Linuksa na desktopie nie było i chyba nie będzie. A co z rokiem PC-BSD?

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Rok Linuksa na desktopie nigdy nie nastał, mimo że linuksowy desktop, przynajmniej w teorii, jest lepszy niż kiedykolwiek, a pulpity takie jak Plasma biją na głowę wszystko, co potrafi stworzyć Microsoft czy Apple. Może po prostu problem tkwi nie w tych licznych pulpitach, ale w samym Linuksie? Spore poruszenie wśród fanów otwartych systemów operacyjnych wywołał wpis Luke'a Wolfa, jednego z deweloperów PC-BSD, według którego system spod znaku Pingwina stoi dziś w miejscu (przynajmniej jeśli chodzi o zastosowania desktopowe), a przyszłością wolnych systemów jest właśnie BSD, który do 2020 roku powinien Linuksa zastąpić.

Przewidywania pana Wolfa można by było uznać za wyrafinowany trolling, gdyby nie ciekawe argumenty, które przytacza na rzecz takiego obrotu sytuacji. Na początku każe się nam zastanowić, jak wyglądała sytuacja kompilatora LLVM/Clang pięć lat temu, a jak wygląda dzisiaj – i to nie tylko w świecie Apple, ale też wśród linuksowych deweloperów, eksperymentujących nawet z kompilowaniem za jego pomocą systemowego jądra i denerwujących tym samego Richarda Stallmana. W świecie otwartego oprogramowania nic nie jest pewnikiem, w tym pozycja samego Linuksa.

Dwa czynniki miałyby świadczyć na korzyść FreeBSD, i jego przyjaźniejszej dla użytkownika odmiany, PC-BSD. Pierwszy to ukończenie prac nad adapterem KMS shim, działającym jako pośrednik między jądrem BSD a linuksowymi sterownikami graficznymi Kernel Mode Settings. Dzięki niemu dysponujący znacznie mniejszymi zasobami ludzkimi system uzyskałby możliwości porównywalne z Linuksem i większą kompatybilność sprzętową, szczególnie dla grafiki Intela i AMD, które specjalnych sterowników dla BSD nie opracowują. Obecnie FreeBSD pod tym względem jest opóźniony o kilkanaście kolejnych wydań linuksowego kernela.

r   e   k   l   a   m   a

Drugim czynnikiem ma być skupienie PC-BSD na desktopowych zastosowaniach. Według Wolfa linuksowe dystrybucje zostawiają tę kwestię deweloperom poszczególnych środowisk graficznych; Pingwinowi brakuje spójności i wizji rozwoju, przez ostatnie 10 lat w samym systemie niewiele się zmieniło. Tymczasem BSD stawiać ma na holistyczne rozwiązania, nastawione na zbudowanie desktopowych funkcjonalności i szybko zmierza ku ich realizacji. Już dziś pozwala np. na łatwe instalowanie pakietów z ich zależnościami do izolowanych kontenerów (tzw. jail), pełne szyfrowanie systemu, tworzenie kopii zapasowych na systemie plików ZFS czy bezpieczne aktualizowanie poprzez mechanizm uruchamialnych środowisk, dzięki którym łatki trafiają do migawek aktualnego OS-a – i jeśli coś źle działa, łatwo jest wrócić do stanu sprzed aktualizacji.

Przyjrzeliśmy się bliżej harmonogramowi prac nad PC-BSD i faktycznie, widać tam, jak bardzo twórcy systemu skupiają się na desktopowych zastosowaniach. Najnowsza wersja 10.1.1, wydana dwa tygodnie temu, przyniosła ulepszenia w instalatorze, pozwalające łatwo wybrać rolę (zastosowanie) systemu, poprawki w montowaniu zewnętrznych urządzeń i mechanizmów aktualizacji, a przede wszystkim przeniesienie na biblioteki Qt5 środowiska graficznego Lumina, które rozwijane jest od ponad roku jako lekki następca domyślnego dziś KDE. W założeniu bowiem PC-BSD nie stawia na szeroki wybór pulpitów, charakterystyczny dla większości linuksowych dystrybucji, ale na posiadanie jednego, domyślnego środowiska graficznego, tak jak jest to we własnościowych systemach operacyjnych.

Pierwsze wrażenia z PC-BSD 10.1.1 uruchomionym w maszynie wirtualnej są raczej pozytywne, widać, że deweloperzy wkładają sporo starań w doszlifowanie interfejsu użytkownika jak i poszczególnych komponentów systemowych. Oczywiście haczyk tkwi w określeniu „w maszynie wirtualnej” – próba instalacji na fizycznym sprzęcie może skończyć się bardzo różnie, a o takich atrakcjach jak usypianie i wybudzanie laptopów możemy raczej zapomnieć. Brakuje też oprogramowania, i to znacznie bardziej, niż na Linuksie. Co by bowiem nie mówić, doszło do pewnej standaryzacji, jeśli aplikacji nie znajdziemy w repozytoriach, to często znajdziemy paczkę .deb czy .rpm na stronie producenta – dla PC-BSD nie znajdziemy Skype, Google Earth czy klienta Steam. Można oczywiście wykorzystać warstwę emulacji, zapewniającą binarną kompatybilność z linuksowymi aplikacjami, ale gwarancji, że będzie to dobrze działać, raczej nie dostaniemy.

Pod wieloma względami wydaje się, że PC-BSD jest dziś w miejscu, w którym Linux był właśnie 10 lat temu. Nawet ten pulpit Lumina nie zachwyca, przypomina kolejną fantazję na temat Windows 95, niewątpliwie szybszą niż KDE 4.x, ale już w porównaniu z KDE Plasmą 5.2 jego przewagi przestają być widoczne. Czy w ciągu kolejnych pięciu lat będzie w stanie nadrobić ten dystans? Obawiamy się, że nie. W końcu powiedzmy sobie szczerze – relatywnie niska popularność Linuksa nie wzięła się stąd, że systemowi temu brakowało dobrego kompilatora czy izolowanych kontenerów. Tym co napędza dziś popularność Linuksa na desktopie jest rosnąca oferta gier i dojrzałość kilku najpopularniejszych desktopów, a nie postęp w dziedzinie systemów plików, obchodzący głównie profesjonalnych administratorów serwerów.

Na pewno jednak warto PC-BSD się przyglądać. Łatwiej pomysły tam wypracowane przenieść będzie na Linuksa, niż vice versa, wśród deweloperów BSD panuje jednak zgoda co do tego, by trzymać się uniksowej drogi, a nie wynajdywać monolityczne rozwiązania, ściśle związane z linuksowym jądrem i bardzo trudne do zastosowania w innych systemach. Przekonajcie się o tym sami – obrazy tego ciekawego systemu znaleźć można na stronie pcbsd.org.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.