r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Rzut Okiem - Captain Blood

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Przemierzanie mórz oraz oceanów, obalanie całych beczek grogu plus obowiązkowe gwałty i krwawe grabieże - życie siedemnastowiecznego pirata z Karaibów niewątpliwie należało do tych bardziej „kolorowych”. O czym najwidoczniej wiedzą członkowie studia SeaWolf, w którego zakamarkach od kilku lat powstaje radosna siekanka o wiele mówiącym tytule Captain Blood. Jeśli jednoocy posiadacze papug są Waszym zdaniem wyżej w "łańcuchu pokarmowym" od ninja, to z tą pozycją możecie liczyć na miłe zaskoczenie.

Wielu pewnie zachodzi w głowę, czym tak właściwie jest ten Kapitan Krew. Otóż twórcy gry postanowili sięgnąć po szereg książek autorstwa Rafaeala Sabatiniego, aby zaprezentować na naszych ekranach część jego przesiąkniętych rumem opowieści. Wcielamy się w tytułowego korsarza, którego jedynym celem jest dorobić się ogromnej fortuny i sławy, zostawiając po sobie całe sterty rozczłonkowanych zwłok, dziesiątki zatopionych statków, jak też masę płonących, hiszpańskich kolonii. Główny bohater nie zna znaczenia słowa „litość”, ale też jego ofiarą padać będą nie bezbronni cywile, tylko zgraje konkurencyjnych rozbójników morskich oraz całe zastępy uzbrojonych po zęby żołnierzy. Innymi słowy, należy się dobrze przyszykować na godziny przepełnione beztroską rzezią, wzbogaconą o przepływanie z jednego portu do drugiego na pokładzie majestatycznego okrętu.

Właściwą rozgrywkę podzielono na trzy przeplatające się ze sobą sekcje - fragmenty, gdzie zwyczajnie pieszo równamy wszystko i wszystkich z ziemią, bitwy morskie plus walki z bossami. Lądowe sianie pożogi oferuje to, co możecie znać z takich produkcji, jak chociażby God of War, czy też Dante’s Inferno. Kapitan ma do swojej dyspozycji lekkie i słabe ataki, które naturalnie da się połączyć w mordercze kombinacje, zwieńczone zazwyczaj hektolitrami posoki oraz stertami kończyn. Tych ostatnich będziemy mieć w bród, gdyż większość wrogów ma tendencję do przerywania egzystencji w co najmniej kilku kawałkach. Rzecz jasna pozostawiany przez denatów oręż przyda się, aby urozmaicić mordowanie następujących po sobie nieszczęśników - przy czym nie samą bronią białą człowiek żyje.

r   e   k   l   a   m   a

W arsenale znajdzie się kilka co ciekawszych zabawek, pokroju przyczepionej do paska rusznicy, skutecznie zamieniającej przeciwników w pasztet, albo też garści bomb, idealnie nadających się do przerzedzania tłumu. Czymże jednak byłaby tego typu pozycja bez możliwości rozwoju szerokiego wachlarza zdolności? Przykładając się zarówno do eksploracji, jak i hurtowego patroszenia wrogów, jesteśmy praktycznie nieustannie nagradzani bitymi kilogramami złota. Te możemy przeznaczyć nie tylko na podniesienie poszczególnych statystyk, ale też wykupienie świeżych zagrywek. Mamy tutaj szeroki wybór - począwszy od coraz to bardziej efektownych „łańcuszków” ciosów, a na brutalniejszych sposobach uśmiercenia nieprzyjaciela kończąc. A trzeba przyznać, że Kapitan nie cacka się ze swoimi przeciwnikami, wydłubując im oczy, opróżniając całe magazynki w twarz, dźgając po wielokroć w kiszki i separując tułowia od zbędnych kulasów.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.