r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Rzut Okiem - Dead Island

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Trzy lata. Praktycznie tyle czasu musieli wycierpieć w niewiedzy fani człapiących mózgojadów, aby niczym reanimowane zwłoki powrócił na usta całego świata temat Dead Island. Wszyscy zapewne dalej mają przed oczami widok małej dziewczynki, której ostatnie sekundy życia zmontowane w fenomenalny zwiastun poruszyły nawet tych największych twardzieli w naszej branży, pozostawiając z jednym, kluczowym pytaniem – czy ekipa Techlandu będzie potrafiła doprowadzić do równie potężnej martwicy mózgu gotowym dziełem? Cóż, widzieliśmy grę na własne oczy i choć niczyje potomstwo w trakcie prezentacji nie tąpnęło z telemarkiem o ziemię, tak przekonano nas, że konkurencję czeka solidne spotkanie z ceglanym murem rzeczywistości, ustanawiającym nowe poprzeczki dla przesyconego zombie gatunku horroru.

Czas najwyższy porzucić stereotypowe lokacje, gdzie już od dawna unosi się swąd wygłodniałych denatów. Zapomnijcie o opustoszałych miastach, przerobionych na spiżarki marketach, czy też łamiących wszelkie zasady BHP podziemnych laboratoriach. W ich miejsce przywitajcie z otwartymi ramionami słoneczne plaże fikcyjnej wyspy Banoi, ulokowanej w tropikalnej Papui Nowej Gwinei. Półnagie panienki, kolorowe drinki, imprezy trwające do białego rana... oraz epidemia krwiożerczych zwłok to główne atrakcje luksusowego resortu Royal Palms, gdzie na swoje nieszczęście znalazła się czwórka bohaterów Dead Island. Pomimo, że przypada nam wątpliwy zaszczyt wzięcia udziału w samym początku wakacyjnego armageddonu, ostatnią rzeczą zarejestrowaną przez szare komórki jest balanga, z pamiątkową chorobą dnia następnego – czego nie zrefunduje żadne biuro...

Przebudzeni w środku piekielnej uczty "All Inclusive" dla truposzy, nie pozostajemy z niczym innym, jak paniczną chęcią wymeldowania się z hotelu w możliwie jak najmniej skonsumowanym kawałku, dowiadując się przy okazji, kto i czemu zepsuł nam ciężko wypracowany urlop. Twórcy podkreślają, że fabuła ma być kluczowym elementem produkcji, zapewniając sporo niespodziewanych zwrotów akcji, a także masę ciekawostek - odkrywanych za pośrednictwem porozrzucanych po grze zapisków ocalałego dziennikarza, czy też poprzez niesienie pomocy pozostałym ofiarom rozgrywającego się tu dramatu. Wybór jednej z czterech dostępnych postaci nie ma mieć większego wpływu na historię, gdyż każdy bohater tak czy siak przechodzi przez identyczny scenariusz, wpływając tylko niekiedy na przydarzające się konwersacje. Choć Techland idzie też po części w stronę RPG, nie ma co spodziewać się wielowątkowej fabuły z rozbudowanymi drzewkami dialogowymi, a "tylko" mrocznej opowieści o desperackiej walce z niewyobrażalnym horrorem ludzi starających się uniknąć losu potrawki sauté.

r   e   k   l   a   m   a

Dead Island to piekielnie dziwny twór, określany przez producenta mianem First Person Melee RPG Zombie Slasher (FPMRPGZS?), który w najprostszy sposób można porównać do „zzombifikowanego” Borderlands, z bardzo drobnymi naleciałościami Dead Rising 2 oraz serii Left 4 Dead (kolejno bronie i potwory). Poszczególne dostępne postacie są tak naprawdę konkretnymi „klasami”, cechującymi się zróżnicowanym wachlarzem umiejętności. Słoneczne Banoi obejmuje gargantuicznych rozmiarów obszar, podzielony (niczym w tworze Gearbox) na kolosalne sektory, wypełnione po brzegi ponad dwustoma misjami, ze swobodnym system kooperacji, pozwalającym na błyskawiczne dołączanie się do już trwającej sesji. Jedno z miejsca mogę powiedzieć – podobnej mieszanki stylów i rozwiązań jeszcze w tego typu grze nigdy nie uświadczyliście, co właśnie czyni z projektu ekipy Techland pozycję o tyle bardziej fascynującą.

1 2 3 4 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.