r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Rzut Okiem - Knights Contract

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Wymyślanie „slaszerów” to chyba najbardziej banalna praca w naszej branży - pod kątem scenariusza, zaraz obok wydawania kolejnych odgrzewanych gier sportowych. Namco Bandai wyraźnie pomyślało, że warto samemu wbić się w ten rynek, szczególnie, że taki Kratos nie zmasakruje już nikomu facjaty na stacjonarnych konsolach przez kilka najbliższych lat, a więc można pokusić się o kawałeczek „siepankowego” tortu. Wystarczy wziąć przepakowanego twardziela z kosą, ładną laseczkę ciskającą czarami oraz nieprzebrany ocean przerośniętych maszkar i ot, mamy właśnie takie Knights Contract.

Jakby się nie patrzeć na historię powstającego projektu od Game Republic, to ciężko doszukać się tutaj jakiejś autentycznie wycieńczającej burzy mózgów. Akcja dziać się będzie w średniowiecznej Europie, gdzie w modzie jest aktualnie palenie czarownic oraz podobnych im przedstawicieli nielubianych subkultur. Wcielimy się w postać niejakiego Heinricha, jednego z wielu pogromców wiedźm, który miał niestety pecha ściąć głowę bardziej mściwej dzierlatce - Gretchen i tym samym został skazany na życie wieczne. Dziewczyna, jak się okazuje, zmartwychwstała, aby móc spokojnie wykorzystać utracony wcześniej żywot, jednak sprawy troszkę się komplikują, gdyż świat zaczynają atakować wszelkiej maści plugastwa. Co by jej egzystencja nie została po raz wtóry przedwcześnie zakończona, Gretchen postanawia połączyć siły z Heinrichem, któremu obiecuje zdjąć klątwę nieśmiertelności, w zamian za pomoc w formie osobistego ochroniarza.

Twórcy pochwalili się, że główną inspirację dla gry stanowią dawne Niemcy i wspomniane polowania na czarownice, jak również opowieść o Doktorze Fauście. Należy stąd spodziewać się wielu odzwierciedleń powyższych tematów w klimacie oraz architekturze poziomów, jednak nie zapominajmy, że jest to pozycja spoczywająca w rękach naszych braci z Kraju Kwitnącej Wiśni. Oznacza to więc, iż przyjdzie nam wyplenić zalatujące japońskimi projektami maszkary, które swoim gargantuicznymi rozmiarami przyćmią niejedną kamienicę - mowa tutaj w szczególności o monumentalnych, zdziwaczałych bossach, pragnących za wszelką cenę utrudnić Gretchen czerpanie radości z dopiero odzyskanego zdrowia.

r   e   k   l   a   m   a

Przechodząc do kwintesencji, czyli właściwej rozgrywki Knights Contract - od razu wypada przypomnieć fakt, że nasz protagonista jest nieśmiertelny. Chłop będzie po wielokroć krojony, dźgany, katowany, przypalany i Bóg jeden wie co jeszcze mu się przydarzy, natomiast w żadnym wypadku nie wpłynie to na jego skuteczność w boju. Widoczny w lewym górnym rogu ekranu pasek życia ma należeć tylko do wiotkiej Gretchen, której to witalności przyjdzie nam bronić. Nasz „inkwizytor” wykorzysta w tym celu ulubione narzędzie Ponurego Żniwiarza, ścinając równo wrogów, niczym dojrzałe w słońcu zborze. Rzecz jasna eskortowana wiedźma nie pochodzi z pierwszej lepszej łapanki i kiedy zajdzie taka potrzeba, sama potrafi grzmotnąć jakimś niszczycielskim zaklęciem. Bezpośrednio pokierujemy jednak wyłącznie Heinrichem, natomiast o wsparcie ze strony dziewczyny poprosimy wydając odpowiednie komendy.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.