r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Rzut Okiem - Mass Effect 2

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Datę premiery Mass Effect 2 mam zakreśloną w ściennym kalendarzu już od dawna - zresztą jak mogłabym na kontynuację nie czekać, skoro w jedynkę zagrywałam się nocami do nieprzytomności, w pracy potem wypijając hektolitry kawy i z powodzeniem udając zombie rodem z serii Resident Evil? A już się boję, co takiego dziać się będzie przy okazji zaliczania drugiej odsłony serii… Ponieważ twórcy, zapowiadając wyeliminowanie wszelkich błędów pierwowzoru, stawiają tym razem także na więcej akcji, okraszonej jednakże epicką fabułą oraz dużo mroczniejszym klimatem.

W pierwszym tygodniu grudnia (jak niektórzy zapewne już wiedzą) miałam przyjemność uczestniczyć w Warszawie w przedpremierowym pokazie Mass Effect 2 prowadzonym przez jednego z producentów tytułu, Adriena Cho. Prezentacja była częścią większego tournee, jakie BioWare odbywa z tytułem po Europie. Polakom (plus gościom zagranicznym) zademonstrowano w akcji zarówno starych, jak i tych nowych dla serii bohaterów, zobaczyliśmy bowiem w ten pamiętny deszczowy poranek pierwsze 20 minut gry, na którą z zapartym tchem czekają oto miliony. Przywitał nas znajomy fanom widok - Normandia i doskonale kojarzony z poprzedniej części Joker, jej pilot. Spokojny lot zostaje gwałtownie przerwany przez atak innego statku, na pokładzie wybucha panika. Wiadomo, że to nie gethy z pierwowzoru, zaczyna się próba wyjścia z beznadziejnej wręcz sytuacji. Przez chwilę widoczny jest nawigator Pressly i... Ashley, która przed nieuchronną eksplozją ucieka w kierunku kapsuł ratunkowych. Jokera za żadne skarby nie da się namówić, aby opuścił pokład - do akcji wkracza więc Shepard.

W scence początkowej ani razu nie widać twarzy głównego bohatera - co jest oczywiście chytrym rozwiązaniem wprowadzonym na potrzeby późniejszego ewentualnego załadowania stanu gry z Mass Effect 1 lub stworzenia postaci zupełnie od początku. W kompletnym opancerzeniu oraz hełmie na głowie Shepard przebija się przez szalejący ogień (przy okazji - bardzo ładnie został oddany efekt żaru i płomieni), aby następnie po krótkiej szarpaninie z pilotem... wypaść w próżnię. Bezwładne ciało komandora z dużą prędkością leci w otchłań kosmosu, a my częściowo uzyskujemy odpowiedź na od dawna stawiane sobie pytanie - czy on w grze żyje. Otóż i tak, i nie. W opisywanym momencie co prawda najwidoczniej ginie, jednak... może po kolei. Pojawia się logo Mass Effect 2, zaś Adrien Cho pokazuje nam kolejny element produkcji - edytor postaci.

r   e   k   l   a   m   a

Ekran ten oferuje podobne co w jedynce opcje, czyli dostosowanie wyglądu twarzy, wybór przeszłości bohatera, a także oczywiście płci. Jako bonus mamy szumnie zapowiadaną możliwość załadowania „naszego” Sheparda z pierwowzoru. Pozwoli to na zabawę tą samą postacią co uprzednio, choć wciąż istnieje możliwość zmiany jej wyglądu (no cóż, patrząc na szybki rozwój chirurgii plastycznej nawet teraz, to co będzie w dalekiej przyszłości). Pokazane są również dostępne klasy, z których udaje mi się dostrzec Soldiera, Sentinela, Adepta i Engineera. Z wiadomości pozapokazowych dodać jeszcze mogę dwie ostatnie, czyli Infiltrator oraz Vanguard. Niestety Adrien prawie natychmiastowo dokonuje wyboru (nie zdążam zatem wszystkiego ogarnąć wzrokiem), demonstrując nam równocześnie nowy typ charakterystyk dla danej klasy. W „dwójce” każda postać będzie miała unikalne umiejętności specjalne – w przypadku Żołnierza są to na przykład Adrenaline Shot, pozwalające na niewielkie zwolnienie czasu i oddanie bardziej precyzyjnego strzału, czy tajemnicze (na razie) Concussive Shot. Dodatkowo w zależności od "zawodu" uzyskamy specjalizację we władaniu konkretną bronią oraz, co mnie zaskoczyło - amunicją. Dobrze, lecimy dalej z prezentacją.

1 2 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.