Mac OSX - wyciąg z mitologii

Właśnie na stronach Microsoft’u pojawił się dział pokazujący przewagę nowego systemu Windows 7 nad konkurencyjnym Mac OSX. Apple niedawno, po premierze Siódemki zrezygnował ze swojej dowcipnej kampanii „Get a Mac”, z kolei Microsoft uznał, że jest to dobra okazja do podebrania klientów jabłkowej konkurencji. Na okoliczność tego wydarzenia Michał Majchrzycki napisał tekst. No i jak zwykle rozpoczął się prawdziwy pojedynek na różnej wagi argumenty. Wśród nich pojawiły się też te tradycyjne, z których kilka postaram się sam skomentować.

„... softu na maka jak na lekarstwo, cena tez nie rozpieszcza. Brak wsparcia GUI dla niepelnosprawnych itd.”

„O sile systemu stanowi dostępne na niego oprogramowanie. Moje ulubione porównanie z allegro:?- gry pc: 10000.?- gry mac: 80.?Podobnie jest z oprogramowaniem użytkowym. Amen.”

Cena faktycznie nie rozpieszcza. Głównie w Polsce.

iPhone 4 odzyskuje zasięg

Antennagate już na pewno nie będzie tym, czym afera Watergate była dla prezydenta Nixona. A było już tak fajnie - kręcone gdzieś w piwnicach filmy o „uciekającym” zasięgu, instruktaże, jak trzymać iPhone’a żeby mu osłabło (to wcale nie takie proste), profesjonalne analizy o ilości zrywanych rozmów i uradowane oblicza managerów konkurencji, którzy z nieskrywaną satysfakcją z formułki „a nasz telefon to można trzymać jak się chce, o...” uczynili motto swoich kampanii reklamowych. Tak fajnie już było i komu to przeszkadzało?

No na pewno przeszkadzało Apple. Po raz pierwszy jak sięgam pamięcią, firma prezentowała wyraźne oznaki zakłopotania. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek wcześniej Steve Jobs w publicznym wystąpieniu tłumaczył się z wpadek swojej firmy. Okazji ku temu było wyjątkowo niewiele, a te które się zdarzały nie kwalifikowały się do tak ostatecznych wystąpień.

Apple Way - część 7 - idziemy na Pocztę

Domyślnym klientem poczty w systemach Windows jest (był?) Outlook Express, w Mac OSX rolę tę spełnia Mail.app. Funkcjonalnie oba programy są bardzo podobne i oba mają sporo ograniczeń. W obu systemach z powodzeniem funkcjonują płatne i bezpłatne programy pocztowe z o wiele większymi możliwościami, wśród których chyba Thunderbird należy do najpopularniejszych. Jednak w ogólnym rozrachunku to te dostarczane z systemami są statystycznie najczęściej wykorzystywane.

W poniższym tekście postaram się pokazać cechy charakterystyczne klienta Mail.app, które w pewnym stopniu odpowiadają filozofii Apple (Think different) w interakcji software’u z użytkownikiem. Od razu zastrzegam, że nie będę wykazywał „lepszości” Mail.app nad konkurencją - programy realizują te same funkcje, a różnice dotyczą głównie mechanizmów ich obsługi i dostępu do nich.

Apple way - część 6 - jedziemy na Safari

Uwaga, będzie mocno - Apple nie wymyśliło Internetu! Naprawdę. Można nawet powiedzieć, że jak już ten Internet był wymyślony, to Apple nie bardzo wiedziało co z nim zrobić. Znaczy wiedziało, ale jak to już wcześniej bywało ich plany były bardziej wizjonerskie niż praktyczne. W efekcie premiera pierwszych iMaków oprawiona była atrakcyjną internetową otoczką, ale same komputery z debiutującym Mac OSX np. nie miały własnych... przeglądarki WWW i klienta poczty. Do dyspozycji użytkowników był kiepściutki Internet Explorer Microsoftu (chyba jeszcze w wersji 4) lub niewiele lepsza przeglądarka Netscape. Ta ostatnia zapewniała także obsługę poczty chociaż w tamtym czasie większą popularnością cieszył się klient zawarty w pakiecie Claris Works (po przejęciu przez Apple rozwijany do dzisiaj i znany jako iWorks).

Dopiero w lipcu 2003 roku zadebiutowała własna, autorska przeglądarka dedykowana dla Mac OSX pod nazwą Safari. Od pierwszej wersji była tworzona na bazie silnika WebKit używanego m.in. w linuksowej przeglądarce Konqueror.

Komórka po turecku (tekst lekko wakacyjny)

Lubię sobie pojeździć, szczególnie latem, w różne ciekawe miejsca. Więc jeżdżę. W tym roku padło m.in. na Turcję - nie tą kurortową i plażową, a bardziej tą... turecką, bez namolnych bazarowych biznesmenów próbujących namawiać na zakup kolejnej „skórki” (Special price for You, my friend!!), bez piwa za 3 euro i bez setek półnagich turystów tłoczących się w wąskich uliczkach Alanii czy Bodrum. Spędziłem dwa fajne tygodnie niedaleko Izmiru, w rejonie Alacati i Cesme - Mekki tureckich surferów. Są to oczywiście miejsca wypoczynkowe z pięknymi plażami (i jeszcze piękniejszymi kobietami), ale tak naprawdę jeszcze nieodkryte przez europejskie biura podróży - cisza, spokój, brak tłoku i przede wszystkim przemili, sympatyczni autochtoni, uśmiechnięci, uczynni, gotowi do rozmowy i pomocy. Jednak DP to nie portal turystyczny więc nie będę się rozpisywał o urokach Turcji egejskiej (a byłoby o czym pisać).

Apple way - część 5 - CSI Macintosh

Na początek intymne wyznanie - jestem stałym i wiernym oglądaczem wszystkich odsłon kryminalnego cyklu o funkcjonariuszach CSI. Czy to w Nowym Jorku czy w Miami geniusz policyjnych analityków rzuca mnie zawsze na kolana. Stworzenie portretu przestępcy na podstawie odbicia jego wizerunku w zderzaku zaparkowanego na miejscu zbrodni samochodu jest prawdziwym wyczynem i nie jest to akurat wyczyn najbardziej spektakularny. Te najciekawsze zwykle realizowane są z pomocą wybajerzonych komputerów na trójwymiarowych pulpitach wirujących w powietrzu jak hologramy, a najbardziej wyrafinowane analizy trwają w najgorszym przypadku jakieś siedem minut. No, może osiem. Przecudnej urody funkcjonariuszka swoimi zgrabnymi paluszkami wbija z wirtualnej klawiatury kilka literek lub cyferek odszyfrowanych ze skrawka spalonego prawa jazdy i już po chwili na ekranie pojawia się zdjęcie złoczyńcy (lub ofiary) w ujęciu modelowym, opisane milionem parametrów z rozmiarem buta i kulinarnymi upodobaniami na czele - po prostu ideał państwa policyjnego. I to wszystko w efektownej cukierkowej oprawie jakiej nawet w grach nie uświadczymy.

Apple way - część 4 - Spaces, Expose, QuickLook

Nikt, kto ma choćby w podstawowym zakresie opanowane poruszanie się w środowisku Windows lub KDE/Gnome nie będzie szczególnie zaskoczony siadając przed ekranem Maka. Pomijając opisane w poprzednim tekście różnice (do pierwotnego wpisu jest także errata), które mogą w pierwszej chwili sprawić trochę problemów, poruszanie się po zasobach nie będzie sprawiało żadnych kłopotów. Kto wie, może po kilku chwilach w MacOSX nawet go polubimy?

Mogą do tego przyczynić się pewne bardzo sympatyczne cechy, jakich w takiej postaci trudno szukać w innych systemach. W mojej opinii najciekawszymi i najbardziej przydatnymi w codziennej pracy są: Expose, Spaces i QuickLook. Każda z nich służy do osiągnięcia tylko jednego celu - podniesienia wygody interakcji z Finderem. I mimo, że realizują funkcje z pozoru błahe, to jednak już po kilku dniach korzystania okazują się bardzo... niezbędne. „Think different” w czystej postaci.

Apple way - cześć 3 - Errata

Dopiero po przeczytaniu komentarzy pod moim ostatnim tekstem i dłuższym zastanowieniu dostrzegłem, jak bardzo „wsiąkłem” w MacOSX. Lata pracy z tym systemem przytępiły moją zdolność postrzegania pewnych cech systemu w konfrontacji do podobnych cech innych systemów. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do zachowań specyficznych dla środowiska MacOSX, także tych, które sam sobie dostosowałem lub uruchomiłem, że teraz z pewnym zaskoczeniem odkrywam odmienność tego systemu już nawet na podstawowym poziomie. Nie jest to odmienność krytyczna, ale ktoś korzystając co dzień z funkcjonalności np. Windows po przesiadce na MacOSX może czuć się bardziej zagubiony niż mi się to wydawało jeszcze kilka dni temu.

Nie wiem ilu jest kierowców wśród czytających ten tekst, ale przykładowo przesiadka z Peugeota do Hondy obciążona jest podobnymi konsekwencjami. Dwa samochody, oba jeżdżą, trąbią i świecą światłami, kierownica jak należy i trzy pedały w podłodze. Więc w czym problem? W niczym poza... nawykiem. W jednym włączamy światła ciągnąc wajchę do siebie, w drugim akurat odwrotnie, podobnie z wycieraczkami, spryskiwaczem i zerowaniem licznika dziennego.

Apple way - część 3 - Idziemy na jabłka

Wiemy już mniej więcej czym może zaskoczyć klawiatura Apple, wiemy o jednym przycisku myszki, program też uda nam się zainstalować bez większego problemu. No to teraz... idziemy na jabłka. Cały jabłkowy sad mamy tuż po instalacji umieszczony na dysku. Jabłka jakie w nim znajdziemy bywają tak słodkie jak i kwaśne, i kolorów wszelakich... Ale mnie wzięło - jabłka? Jakie jabłka?!... Nie o jabłkach będzie mowa, ale o pewnych cechach systemu MacOSX, które mogą być (albo i nie) interesujące dla użytkowników innych systemów. Zacznę standardowo czyli od początku.

Early on with the first Apples, we had these dreams that the computer would let you know what you wanted to do.” - Steve Wozniak

Legenda głosi, że pewnego dnia w 1979 roku Steve Jobs zawitał do Xeroksa i zwiedzając ich laboratoria trafił na projekt graficznego interfejsu, który koledzy z kserokopiarkowej firmy uznali już za trochę martwy. Jak widać, zabrakło im wizjonerskiego umysłu Jobsa, żeby dostrzec w nim potencjał. Cwany Stefan popatrzył, pokombinował, zapamiętał i... popędził do swojej pracowni.

Open Source and Closed Mind - polemika

Od kilku dni mam już gotowy kolejny tekst z działki MacOSX, ale w tym smutnym czasie jakoś nie miałem głowy do jego publikacji. Poczeka. Jednak życie, także tutaj, na DP, toczy się swoim rytmem. I bardzo dobrze, takie swoiste „tempus continuum”...

Kilka dni temu Bartosz Lenar umieścił na swoim blogu tekst „Open Source and Closed Mind”, po przeczytaniu którego doświadczyłem chwili rozterki. Ale tylko chwili. Ta chwila wystarczyła jednak żebym w nagłym odruchu napisał komentarz, czego bardzo szybko pożałowałem. Czytając kolejne, które w dużej ilości pojawiły się pod tym tekstem cieszyłem się, że mój przeszedł bez większego echa. Bo cała dyskusja związana z tekstem Bartosza jest na najlepszej drodze na manowce, a właściwie już tam zawędrowała. Żaden, ani jeden komentarz (łącznie z moim) nie otarł się nawet o sedno problemu.