Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Mizeria na ha(c)ku

Nie za zbytnio - określenie, które usłyszałem lata temu w jednym z wywiadów aktorki Anny Chodakowskiej idealnie pasuje do mojej oceny roku 2014. Nic, co działo się w tym okresie w świecie technologii nie zasługuje na jakieś wyjątkowe wyróżnienie. Szczególnie, gdy będziemy rozpatrywać te wydarzenia w kategoriach osiągnięć lub innowacji. Co prawda minione miesiące obfitowały w premiery różnych urządzeń, głównie mobilnych, kilka znanych już wcześniej technologii zyskało nowy wymiar, ale żadne z nich nie zasługuje na miano rewolucyjnych. Część to efekt ewolucji, a wiele to zwykłe rozczarowania.

Tradycyjnie ważnymi miesiącami były czerwiec i wrzesień, w których co roku Apple prezentuje swoje nowości. Szczególnie wrześniowa impreza wzbudzała duże oczekiwania i nawet w pewnym stopniu je spełniła. Firma pokazała dwa nowe iPhone’y - duży i jeszcze większy - które spotkały się z całkiem niezłym przyjęciem. Na tyle dobrym, że ekipa z Cupertino (obok Xiaomi) zaliczyła największy wzrost sprzedaży i odzyskała sporą część rynku utraconą wcześniej na rzecz innych producentów. Warto odnotować także pojawienie się nowych systemów Apple dla urządzeń mobilnych i dla komputerów. Zgodnie z przyjęta już w poprzednich wersjach ideą najnowszy iOS 8 i OS Yosemite stanowią bardzo zgraną parę, oczywiście o ile użytkownik korzysta z urządzeń Apple. Nie obyło się przy tym bez przypadłości wieku dziecięcego i serii czasami kuriozalnych wpadek, ale i tak w większości recenzji systemy Apple zostały ocenione bardzo wysoko.

Czy Apple zaskoczyło? Zdecydowanie nie. I przypuszczam, że na zaskoczenia do jakich przyzwyczaił nas Steve Jobs trzeba będzie jeszcze poczekać, a może nawet ich już nie doczekamy. W minionym roku Tim Cook konsekwentnie realizował swój plan i swoją wizję. Wizję Tima Cooka, nie Steve’a Jobsa. Pojawienie się iPhone’ów w rozmiarach większych niż 4 cale oraz trochę zaskakująca rezygnacja ze skeumorfizmu w interfejsach systemów to wyraźny sygnał, że epoka Jobsa w pewnym sensie się skończyła. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Apple w swoich ostatnich decyzjach poddało się presji i dołączyło do wyścigu „kto ma większego”. Ruch z iPhone 6 przynajmniej doraźnie okazał się sukcesem, ale co dalej? 6 cali? Rysik?

Do tego dochodzi Apple Watch, który ewidentnie jest efektem presji publicystycznych spekulantów. Przecieki i podejrzenia na ten temat, były jak opera mydlana. Bańka napompowana do monstrualnych rozmiarów pękła z cichutkim „pyk”. Oczywiście odwrotu nie ma, zegarek w przyszłym roku trafi na rynek, ale jego jedyną szansą w tej konkurencji może być tylko... dobra bateria.

A co słychać u innych dużych graczy?

Dla Microsoftu 2014 rok na pewno nie był udany. W Redmond też to dostrzegli i wysłali Steve’a Ballmera na zasłużony odpoczynek. Epoka jego rządów zakończyła się po cichu, bez fajerwerków, ale też sam Ballmer nie zapisał się niczym godnym upamiętnienia. Sześć lat temu miałem okazję uczestniczyć w prezentacji, jaką Microsoft zorganizował w Barcelonie podczas MWC. Steve Ballmer wesoło i z werwą zapowiadał stworzenie nowego systemu dla urządzeń mobilnych i chwalił się koalicją producentów i operatorów, którzy mieli ten projekt wspierać. Wysocy funkcjonariusze Samsunga, HTC, Toshiby i wielu innych po kolei wchodzili na scenę, ściskali dłoń bossa i deklarowali swoją gotowość do działania z Microsoftem. Do dzisiaj nic z tego nie wyszło. Jest to o tyle dziwne, że Windows Phone to naprawdę niezły system. Mam, używam w telefonie HTC. Szybki, płynny, przejrzysty i niewymagający. W telefonach Nokii też spisuje się wyśmienicie, co potwierdza moja córka, wieloletnia użytkowniczka Androida, która właśnie przesiadła się na WP 8.1 i już nie planuje powrotu.

Microsoft wszedł na ścieżkę wytyczoną przez Apple i podjął umiarkowanie udaną próbę zintegrowania wszystkich swoich usług w spójnym systemie działającym jednolicie na wszystkich urządzeniach. Niestety, ten jeden krok ponad to, co oferuje Apple okazał się krokiem za daleko. Apple konsekwentnie utrzymuje dwa systemy - dla urządzeń mobilnych iOS i dla stacjonarnych OS X. Microsoft zadecydował o stworzeniu jednego, z wszystkimi tego konsekwencjami, które okazały się bolesne. I trudno się temu dziwić - implementacja interfejsu pomyślanego dla ekranów dotykowych w komputerach stacjonarnych, gdzie myszka nadal jest podstawowym urządzeniem obsługi, nie była najlepszym pomysłem.

Na podwórku Google warta odnotowania jest decyzja europejskiego sądu nakazująca usuwanie na każde żądanie prywatnych danych z zasobów wyszukiwarki. „Prawo do zapomnienia” obowiązuje tylko w krajach UE, a tam, gdzie nadal może, firma poczyna sobie zdecydowanie śmielej. Np. od kilku miesięcy użytkownicy usługi Gmail są oficjalnie „śledzeni” w celu identyfikacji treści pedofilskich. Oczywiście analiza korespondencji związana z budowaniem profilu reklamowego użytkownika stała się tak oczywista, że już nikt nawet o tym nie wspomina. Biorąc pod uwagę popularność telefonów z Androidem można przyjąć, że Google jest w tej chwili największym na świecie kolekcjonerem różnej wartości danych o setkach milionów ludzi. Pytanie tylko, czy już zacząć się bać?

W Google rok 2014 to także kolejna wersja Androida, ale ta premiera wyda owoce dopiero w przyszłym roku. Z pierwszych opisów i analiz wynika, że ta aktualizacja ma szansę być krokiem prawdziwie rewolucyjnym. System diametralnie zmienia się „pod maską” - rezygnacja z Dalvika na rzecz ART, 64-bity i obsługa urządzeń z pamięcią 4Gb+, lepsza optymalizacja i energooszczędność. Biorąc pod uwagę dosyć powszechne narzekania na wydajność nawet dobrze wyposażonych urządzeń, należy oczekiwać wyraźnej poprawy na tym polu. Nie obejdzie się jednak bez rozczarowań - Android konsekwentnie zawita tylko na najnowszych urządzeniach, co oczywiście nie powinno zaskakiwać.

Jak widać spektakularnych osiągnięć 2014 rok nie przyniósł, ale jednak na kilka spraw warto zwrócić uwagę. W moim prywatnym rankingu trzy pierwsze miejsca podzielili między siebie:

1. Hakerzy, cyber-agresja i ochrona prywatności

Hakerzy oczywiście nie ci fajni, od Assange i Snowdena, anarchistyczni bojownicy o jawność nawet najtajniejszych informacji. Wyidealizowany obraz lalusia w sweterku i okularach, który z kubkiem kawy w ręku, wpatrzony w ekran wklepuje wytrwale kolejne sekwencje poleceń i przebija się przez firewalle rządowych i korporacyjnych serwerów, nie ma nic wspólnego z przykrymi doświadczeniami tysięcy, jeżeli nie milionów użytkowników Sieci na całym świecie, jakich doznali w ostatnim roku. I jakoś nieszczególnie współczuję Jeniffer Lawrance, której wdzięki mogliśmy podziwiać po kradzieży jej zdjęć z iCloud. O wiele bardziej poważne były włamania do zasobów amerykańskich sieci handlowych, banków i wielkich firm obsługujących tysiące klientów. Dzięki tym kryminalnym działaniom „wyciekały” dane kart kredytowych, parametry kont użytkowników m.in. Gmaila, a na koniec roku Sony padło ofiarą dobrze zorganizowanej akcji podobno zacofanej Korei Północnej. Wreszcie w poważnej debacie pojawił się temat cyber-agresji na wielką skalę, a komputer zaczął być traktowany jako narzędzie wojny na równi z czołgami i rakietami.

Świadomość tych zagrożeń stała się udziałem wielu firm, tylko w minionym roku ponad dwa miliardy dolarów zostały zainwestowane w poprawę zabezpieczeń. Ale też indywidualni użytkownicy zaczęli z większa ostrożnością dysponować swoimi danymi. Po raz pierwszy w 2014 roku poczucie zagrożenia własnej prywatności, ale też własnych portfeli stało się tak wyraźnie odczuwalne dla wielu do tej pory niesfornych użytkowników.

Ten niepokój jako pierwsze doceniło Apple i w najnowszym systemie mobilnym wprowadziło możliwość silnego szyfrowania zasobów przechowywanych w urządzeniu. Chwilę później podobne rozwiązanie wprowadził Google, a następni szykują się do podobnych działań. I dzieje się to pomimo groźnego pomrukiwania ze strony FBI i innych służb, które właśnie tracą możliwość prostego przeglądania telefonów swoich podejrzanych.

Coś, co do niedawna wydawało się tylko hollywoodzkim scenariuszem na naszych oczach właśnie zaczyna się realizować.

Polecam dwa świetne teksty na ten temat:

Epoka wszechogarniającego podsłuchu, podglądu i kontroli w sieci

Cyberbezpieczeństwo w Roku Konia. Dobre i mniej dobre postanowienia na...

2. Xiaomi i Alibaba

Kiedyś w żartach mówiono, że Chińczycy mogą nas przykryć swoimi czapkami, ale w sklepach mieliśmy tylko chińskie ręczniki i piłeczki pingpongowe. Dzisiaj, mimo mojego mocno sceptycznego podejścia do wytworów chińskiego przemysłu, muszę przyznać, że w Państwie Środka lekcje przez ostatnie 10-20 lat odrabiali wzorowo. Firma Xiaomi jeszcze dwa-trzy lata temu traktowana była jak kolejny chiński podwykonawca, który złoży dla nas nawet prom kosmiczny, o ile dostanie takie zlecenie. W ubiegłym roku mimo, że gołym okiem było widać ekspansję tej marki, to jej wyniki okazały się takim „oczekiwanym zaskoczeniem”. Niby wszyscy wiedzieli, że Xiaomi co raz śmielej sobie poczyna, że oferuje dobrej jakości sprzęt, a jednak informacja o blisko pięciokrotnym zwiększeniu przychodów tylko w okresie jednego roku zaskoczyła bardzo wielu. Trochę jakby mimochodem Xiaomi wyrosła na trzeciego kluczowego gracza na rynku urządzeń mobilnych, przy okazji zdecydowanie wyprzedzając swojego głównego lokalnego konkurenta, koreańskiego Samsunga.

Jakby tego było mało, chiński serwis handlowy Alibaba podbił Wall Street sprzedając akcje w największym debiucie w historii amerykańskiej giełdy. Wystarczył jeden dzień, żeby jego wycena ulokowała się w pierwszej dziesiątce firm notowanych w Nowym Yorku. Alibaba jest wart więcej niż Amazon lub Cisco i niewiele mniej niż Facebook czy IBM. Wejście do elity z takim przytupem nie może być dziełem przypadku i na pewno nie mamy do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Za Alibabą stoją gigantyczne obroty, tysiące chińskich producentów i agresywny model biznesowy.

Tylko te dwa przykłady wskazują, że pozycja Chin zmienia się, a konkretnie - umacnia. To, o czym analitycy piszą już od jakiegoś czasu wróżąc nadejście nowego hegemona, nadal nie wszystkich przekonuje, ale możliwość zakupu dowolnej rzeczy w Szanghaju czy Hongkongu z bezpłatną dostawą do Łodzi potrafi zadziałać na wyobraźnię.

3. Apple Tima Cooka

Tak, ostatni na pudle mój pupil - Apple, ale tym razem nie za sprawą swoich telefonów czy komputerów. Po śmierci Steve’a Jobsa w 2011 roku przyszłość firmy była przedmiotem wielu spekulacji. Wśród użytkowników powszechna była opinia i często nadal jest, że bez Jobsa Apple utraci swój walor wyjątkowości, nie będzie już „one more thing", a gdy to się stanie, to będzie początkiem końca.

Z dziedzictwem Steve’a Jobsa musiał się zmierzyć nowy szef, Tim Cook. Już sam fakt, że ciężko chory Jobs jego wskazał na swego następcę, a nie na przykład Johnatana Ive mógł sugerować zmiany. Pozornie to Ive lub Scott Forstall byli bardziej oczywistym kandydatami, ale Jobs wybrał technokratę Cooka. I chyba wiedział, co robi.

W bardzo wielu komentarzach czuć tęsknotę za stylem Steve’a Jobsa, widać w nich rozczarowanie brakiem innowacyjności, która była firmowym znakiem Apple pod rządami Jobsa. I z tym wizerunkiem musiał się zmierzyć Tim Cook. Niezmiernie trudne zadanie biorąc pod uwagę silną osobowość poprzednika.

2014 rok pokazał, że Cook nie boi się decyzji nawet takich, które dla części użytkowników mogą być kontrowersyjne lub ryzykowne. O ile w poprzednich latach trwał jeszcze swoisty stan przejściowy, to jednak było widać tendencje do pewnych odstępstw od wcześniejszych reguł (np. iPhone 5C). Ale dopiero w minionym roku Apple zdecydowało się na radykalną zmianę - pojawiły się mało prawdopodobne wcześniej większe telefony, ostatecznie zrezygnowano ze skeumorfizmu, którego Jobs był gorącym zwolennikiem, rozluźniono sztywne dotychczas zasady tworzenia aplikacji. Widać, że Tim Cook z większą uwagą i przychylnością reaguje na sygnały płynące z rynku i nie jest tak zdeterminowany, jak Steve Jobs. Czy to źle? Premiera iPhone’a 6 pokazuje, że raczej nie - sprzedaż osiągnęła wyniki najlepsze w historii firmy, a na giełdzie rysuje się szansa osiągnięcia wyceny w wysokości biliona dolarów.

Z tak dobrym odbiorem Apple ma otwarty kredyt, a Tim Cook już nie musi się obawiać, że swoim stylem działania zaszkodzi firmie lub spuściźnie poprzednika. Można przyjąć, że w 2014 roku skończyła się w Apple epoka Steve’a Jobsa.

A co czeka w 2015? Kto wie... Spodziewam się, że każdy z dużych graczy będzie chciał w tym roku błysnąć. Microsoft musi uporać się z fatalnym przyjęciem Windows 8 i wiele wskazuje na to, że Windows 10 będzie sukcesem. Google z nowym Androidem też otwiera nowy rozdział. Najtrudniej przewidzieć plany Apple - zegarek nie będzie żadnym przełomem, więc może powrót do małego iPhone’a? A może wreszcie zmaterializuje się co raz bardziej mityczna Apple TV? 

sprzęt oprogramowanie internet

Komentarze

0 nowych
WojtekJ   5 #1 05.01.2015 21:08

Jak dla mnie rok 2014 pod jednym względem był przełomowy - od lat czekałem na pasywnie chłodzone komputery przenośne o w miarę sensownej wydajności, dzięki Intelowi pojawiło się ich sporo i kolejne pojawią się niebawem ...

xywa11   9 #2 05.01.2015 22:02

Świetne, subiektywne ale i zarazem -paradoksalnie- bardzo obiektywne podsumowanie minionego roku, napisane przez człowieka widzącego i wady i zalety wielu produktów. Jak dla mnie nieco zbyt skupiony na Apple, ale i tak daje radę, brakuje mi nieco przeglądarek itd, ale wpis i tak spoko.

xomo_pl   20 #3 06.01.2015 00:28

"ale też sam Ballmer nie zapisał się niczym godnym upamiętnienia"

jakby nie było to za jego czasów Microsoft wypuścił jak dotąd najlepszy system, który szybko zdobył rynek - Windows7 ;)
Warto też przypomnieć sobie o tym, że odważył się na rewolucję w Windows - co by nie mówić o jej skutkach Windows 8 był rewolucyjnym systemem, który zaczął nowy etap rozwoju systemów Windows...

Autor edytował komentarz.
StarterX4   10 #4 06.01.2015 01:39

@xomo_pl: Windows 8 to tragedia :D zrobił jedynie rewolucję w wyglądzie interfejsu (prawie nikt już nie stosuje interfejsu szkło-podobnego (Like Aero/Aqua), wszyscy przeszli na jednokolorową płaszczyzne, chociaż dla nich nawet to plus, bo motyw mogą zrobić nawet w paincie (nawet w HTML, javascript) i nie muszą się męczyc z Photoshopem czy innymi programami).

Coś czuję że Win10 też się nie przyjmie ;)

Dobrze by było gdyby kolejne wersje Windows były darmowe i otwartoźródłowe (a jak nie, to żeby chociaż aplikacje Modern w pełni otwarli).

tores1977   8 #5 06.01.2015 08:15

@StarterX4: Naprawdę nikt nie używa Areo? A co z tymi co na win7?
Większość i to dość spora, moich znajomych na win7, o 8 mało kto chce słyszeć, interfejs z telefonu wciśnięty na monitor PC. Ani to ładne, ani praktyczne.

Autor edytował komentarz.
  #6 06.01.2015 08:49

A w moim przypadku większość znajomych używa win8. Ja jestem zadowolony z 8, kafelków nie widziałem już z kilka miesięcy. Przecież można sobie ustawić by system od razu po zalogowaniu odpalał desktop. Kumpel który wcześniej był maniakiem tabletów z Androidem teraz używa tabletu z win 8 i chwali sobie bardzo gdy używa tabletu korzysta z kafelków, gdy wpina go do klawiatury korzysta z zwykłego pulpitu. Z moich obserwacji najcześciej narzekają osoby które nie korzystały z ósemki tylko powtarzają komentarze które gdzieś tam usłyszały. Sam namówiłem jedna osobę na zmianę na 8 która wcześniej tez powtarzała ze kafelki będę itd. Jak jej dałem mojego laptopa to spytała się gdzie te kafelki. Poużywała trochę i zdecydowała się zrobić upgrade systemu w swoim komputerze.

PAMPKIN   10 #7 06.01.2015 08:57

Przeczytałem z przyjemnością. Fajnie napisany tekst, o jakby oczywistych rzeczach. Czekam na podobne.

  #8 06.01.2015 09:22

Największym wydarzeniem była premiera Oculus Rift DK2 mnie więcej w połowie roku. Jak mogliście nie wspomnieć o czymś takim?

mikolaj_s   13 #9 06.01.2015 10:44

Czekam na rok Canonical, ale pewnie będzie to 2050 :D

dawdtrxx   5 #10 06.01.2015 10:49

W 2014 naprawdę dużo się działo w świecie IT. 2015 na pewno będzie walką dużych graczy, kto wie może pojawi się ktoś nowy na "scenie".

Z pewnością będzie głośno o Microsofcie. Premiera Windows 10, która pokaże czy to będzie bubel, czy naprawdę dobry system żeby móc bez bólu przesiąść się z Windows 7. Windows 8.1 był całkiem dobry, ale tam gdzie używa się myszki jest momentami niepraktyczny.

W świecie Linuksa ciekawą kwestią może być Ubuntu Phone. Jak dojdzie do premiery przekonamy się na co stać mobilne Ubuntu.

Apple jak dla mnie to jest niewiadomą :)

Dalej będzie trwał smartfonowy wyścig zbrojeń. Cały czas rośnie wydajność, już teraz niektóre urządzenia mają więcej pamięci RAM niż ja miałem w starym kompie (2GB) i wiele szybsze procesory (Snapdragony vs AMD Sempron na Socket 939). Może nie w 2015, ale myślę, że któryś z producentów zrobi krok i umożliwi instalację różnych systemów na smartfony/tablety. Czyli mamy Androida, Windows, Ubuntu, do tego stacja dokująca, monitor itd i możemy zrobić coś poważniejszego w razie potrzeby. Jeśli do tego dojdzie to jako pierwsi będą Chińczycy (Xiaomi?)

Autor edytował komentarz.
dawdtrxx   5 #11 06.01.2015 10:59

@StarterX4: Fanatyk Linuksa się znalazł ;)

Zmiana w wyglądzie moim zdaniem jest na plus. Nie najgorzej się prezentuje i ma mniejsze wymagania sprzętowe niż Aero.

Windows 10 - rynek zweryfikuje, myślę, że będzie bardziej strawny niż Win8.

Gdyby Windows korzystał z kernela Linuksa nie miałbym nic przeciwko temu, darmowe - wiadomo każdy by chciał ;)
Natomiast otwartoźródłowego Windowsa niezbyt widzę. Jest ponad 400 różnych dystrybucji na Linuksie, z czego większość niepotrzebnych przy małym udziale na rynku, więc jakby zaczęli forkować Windowsa to postałoby chyba z 10 000 forków. Zaraz byłyby tutoriale w stylu "How make own Windows system in 5 minutes?" Tylko zrobiłby się śmietnik w internetach, wystarczy, że jest to co jest ;)

  #12 06.01.2015 12:48

@StarterX4: Dobrze że dzieci mają jeszcze jakieś marzenia i wierzą w św. Mikołaja. Ale jak dorośniesz to twoje przekonania się zmienią bo wyjdziesz z tego swojego Matrixa.

przemo_li   11 #13 06.01.2015 15:38

Kontr opinia:

Rewolucja się wydarzyła, cichaczem ale jednak.

AMD wydało pełny stos dla HSA na otwartych licencjach. Więc cała obietnica HSA, wreszcie ma ręce i nogi i można się przekonać z czym to się je.

A możliwości są spore.

HSA to pomysł, że GPU obecnie jest "upośledzone", o ile CPU można traktować jako pełnoprawny procesor, to GPU jest w stanie wykonać bardzo wiele takich samych ograniczeń ale jest sztucznie lub przez zaniechanie ograniczone.

Np. Ktoś wyobraża sobie komputer bez CPU? Oczywiście. Większość serwerów tak działa.
A komputer z GPU a bez CPU? ....

HSA więc to pomysł na emancypację GPU. Niech oba będą różnorzędne. O różnych specjalizacjach ale bez sztucznych ograniczeń.

I tak GPU np. będzie mogło zlecić pracę CPU. Tak jak program na jednym rdzeniu CPU może uruchomić wątek na drugim rdzeniu CPU, tak teraz GPU też ma możliwość uruchamiania wątków czy to na GPU, czy na CPU (lub co tam jeszcze w systemie by się nie znalazło - mobilne urządzenia są pełne procesorów na których coś można uruchomić)

Kolejny dobry pomysł to ujednolicenie pamięci, skoro zadanie może być uruchomione i tu i tu (i tam...), to pamięc powinna bez problemu obsłużyć struktury jak i jednego jak i drugiego procesora.
Koniec z marnotrawieniem mocy obliczeniowej na konwersje które nic nie wnoszą!

Całość to nie tylko standard dostępny dla każdego, rozwijany przez w miarę otwarte konsorcjum, ale też otwarty kod, żadnych barier.



Za 5-10 lat, myślę, że to HSA będzie tym najważniejszym wynalazkiem, tej połówki dekady :)

(Nie ulotna pamięć zastępująca RAM i pamięć SSD/HDD, może być kandydatem na drugą połówkę)

Ryan   15 #14 19.01.2015 22:19

Akurat pozbycie się SB z MS wydaje mi się wielkim sukcesem 2014 roku. :) To nowy, świeży rozdział dla firmy. Może Satya Nadella nie jest mesjaszem jakiego oczekiwano, ale mimo wszystko rokuje znacznie lepiej od Ballmera, który jeszcze 5 lat temu polaryzował pracowników, ale w 2014 już raczej ze świecą było szukać zadowolonych jego kierownictwem ludzi. ;]

Lubieerror   8 #15 21.01.2015 00:56

@Anonim (niezalogowany): Jak ja kocham randomów, którzy się oczywiście na wszystkim najlepiej znają :)
Oczywiście zdanie "fajnie było by, gdyby nie trzeba było pracować" też rozumiesz jako "jak najszybciej wszyscy ludzie muszą zaprzestać pracy"...
Co do samej walki open/free software vs close software się nie będę wypowiadał teraz bo szkoda mi czasu

(wyjątek stanowi 4chan, ale to jest inna... hmm... kultura... ideologia... stan umysłu... wymiar... tak, chyba wymiar najlepiej pasuje :) )


S@StarterX4imo tego co przed chwilą napisałem do randoma to sama sytuacja raczej się za bardzo nie zmieni jak całego go otworzą. Otwarcie aplikacji i powłoki jeszcze jako takie zyski może przynieść, ale już sam kernel... cóż... Powiem tylko tyle, że znajomy ojca mojego kolegi pracował w firmie na M za czasów jego świetności (i głównego rozkwitu) i jeszcze przez jakąś chwilę i opowiedział mu (mojemu koledze) jak sprawa ma się z kernelem.

Wyobraź sobie nowy silnik do jakiegoś bardzo dobrego auta, może i z pewnymi wadami wynikającymi z początków projektu i pewnymi ograniczeniami czasów, ale wspieranego przez społeczność fizyków etc. Ma części zamienne, jest stworzony tak, że łatwo samemu można złorzyć jak ktoś się tym interesuje. Jeździsz sobie takim fajnym autkiem (nazwijmy go linuksyną) i jest ci wygodnie.

Twój inny kolega kupił sobie podobne auto, tylko silnika nie może upgrade'ować, ale jest podobny do twojego i może pomóc przy tworzeniu jego części etc. (Wbrew pozorom system Apple'a jest bardziej otwarty od Windowsa :D Można znaleźć i przeglądać kod jego kernela ^_^). Też mu się jakoś żyje i pomimo iż fotele się trochę zestarzały i nie może wymienić, to jest mu dobrze, bo ma wszystko w komplecie. Auto to OudiX.

Twój "inniejszy" kolega kupił sobie auto garwina, który choć na początku trochę szybszy, to ma zamknięty silnik. Po kilku latach twórcy udostępnili do sprzedarzy klucz, którym można go otworzyć. Otwierasz silnik a tam poowijane (fabryczną) taśmą klejącą rury, przestarzała "architektura" (no.. w sęsie, że technologie tam użyte), posklejane elementy w nieładzie, bak ma z przodu i wycieka z niego (wolno, bo wolno, ale paliwo) i masa innych śmieci, tak, że na początku zastanawiasz się, czy przypadkiem nie otworzyłeś bagażnika jakiemuś ekologowi, co chciał to wszystko oddać na przetworzenie.