Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Open Source and Closed Mind - polemika

Od kilku dni mam już gotowy kolejny tekst z działki MacOSX, ale w tym smutnym czasie jakoś nie miałem głowy do jego publikacji. Poczeka. Jednak życie, także tutaj, na DP, toczy się swoim rytmem. I bardzo dobrze, takie swoiste „tempus continuum”...

Kilka dni temu Bartosz Lenar umieścił na swoim blogu tekst „Open Source and Closed Mind”, po przeczytaniu którego doświadczyłem chwili rozterki. Ale tylko chwili. Ta chwila wystarczyła jednak żebym w nagłym odruchu napisał komentarz, czego bardzo szybko pożałowałem. Czytając kolejne, które w dużej ilości pojawiły się pod tym tekstem cieszyłem się, że mój przeszedł bez większego echa. Bo cała dyskusja związana z tekstem Bartosza jest na najlepszej drodze na manowce, a właściwie już tam zawędrowała. Żaden, ani jeden komentarz (łącznie z moim) nie otarł się nawet o sedno problemu. Wszyscy komentujący zwiedzeni fałszywą tezą autora, skupili się na wyjaśnianiu aspektów będących tylko detalami, szczegółami w rzeczywistości nieistotnymi dla tego co określamy mianem „Open Source”.

W tekście panuje spory galimatias, trudno się zorientować czy autor odnosi się do Open Source (OS) czy też do Free Libre/Open Source Software (FLOSS) (chodzi chyba o FLOSS, ale to niewielki problem), czy mówi o systemach operacyjnych czy też raczej o aplikacjach, trudno nawet odczytać jednoznaczną konkluzję tekstu poza lekko kpiącym wskazaniem na brak rozsądku „fanatyków Liuksa”, którzy w sposób oczywisty nie liczą się z faktami. A wszystko to wskazuje na podszyty zwykłym uprzedzeniem fakt nieznajomości materii, o której autor starał się pisać.

W sieci nie brakuje miejsc, w których można zaleźć całe pokłady informacji o ideach OS/FLOSS, o ich genezie, zasadach i celach. I zapewniam - nie ma tam ani słowa o technologicznej/technicznej przewadze tego typu rozwiązań nad innymi, nie ma też żadnych odniesień jakościowych do świata Proprietary Software. Jakby to wzniośle, banalnie czy ideologicznie zabrzmiało głównym celem i założeniem społeczności FLOSS jest... wolność. Nie łatwość, taniość, bezpłatność, bezpieczeństwo, a właśnie wolność - od zakazów, ograniczeń, wpływów. Jeżeli już oswoimy się z tą myślą, to łatwo będzie zrozumieć, że problemy, o których w swoim tekście pisze Bartosz są mało istotną konsekwencją zasad funkcjonowania ruchu FLOSS.

Nie jestem szczególnie ortodoksyjny w swojej codziennej zawodowej aktywności, korzystanie z aplikacji typu FLOSS nie jest dla mnie celem samym w sobie, ale jeżeli mam wybór i konkretna sytuacja mi na to pozwala, to świadomie wybieram Wolne Oprogramowanie. Regularnie używam OpenOffice, Firefox’a, Thunderbird’a, w komórce siedzi Symbian, na serwerach FreeBSD, Apache, bind, PHP i OpenSSH, audio konwertuję do .OGG, wideo oglądam w VLC. To tylko niektóre z funkcji, które bezpośrednio obsługuję wykorzystując aplikacje FLOSS, a jest jeszcze cała masa takich, nad którymi w ogóle się nie zastanawiam - centrale PBX, routery, GPS, i wiele innych.

Oczywiście istotnym atutem tego typu oprogramowania jest walor ekonomiczny i, co z tego wynika, jego dostępność. Dotyczy to zdecydowanej większości projektów (we FLOSS wszystkich). Korzystają z tego nie tylko zwykli, tzw. końcowi użytkownicy, ale znacznej mierze producenci rozwiązań zamkniętych, z Microsoft’em i Apple na czele. Kością w gardle stoją im warunki licencji i jak mogą starają się omijać ich zapisy, ale i tak czerpią z OS/FLOSS całymi garściami. Przy czym Apple należą się jednak słowa uznania za świadomą i konsekwentną politykę wspierania ruchu Open Source. Firma aktywnie uczestniczy w rozwoju ponad dwustu projektów Open Source, wśród których WebKit i launchd zajmują poczesne miejsca.

Można sceptycznie podchodzić do wielu cech aplikacji OS/FLOSS, można wątpić w sens otwartości kodu, można narzekać na użytkowe kalectwo (np. GUI) niektórych aplikacji i systemów, można mieć całą masę innych zastrzeżeń i wątpliwości, ale na pewno nie można ignorować wpływu idei Open Source na rozwój całego znanego nam świata informatyki. Nie będę tu podawał konkretnych przykładów, każdy sam potrafi wskazać co najmniej kilka z własnego doświadczenia, ale najlepszym jest... Internet - cel i narzędzie Open Source w jednym.

Na szczęście nie ma żadnego obowiązku w wyborze programów i systemów, których chcemy używać. To tylko kwestia wolnej decyzji użytkownika, jego potrzeb i świadomości. I ta wolność wyboru jest główną spuścizną ruchu FLOSS. Proszę się zastanowić, jak bez FLOSS wyglądałyby nasze przeglądarki internetowe, klienty poczty, edytory tekstu itd. - Internet Explorer 5? 6? Outlook Express? Notatnik? Możliwe...

PS.
Jeżeli mielibyśmy mówić o jakiejś formie fanatyzmu (choć to bardzo niewłaściwe słowo), to odsyłam na http://www.gnu.org/philosophy/free-sw.pl.html - tezy tam sformułowane mogą być odbierane jako bardzo radykalne, ale przy okazji można zrozumieć idee tego ruchu.
 

Komentarze

0 nowych
n-pigeon   5 #1 19.04.2010 15:07

Świetny tekst! :) Masz lekkie pióro :D

  #2 19.04.2010 16:29

To teraz wnet zapanuje moda na komentowanie danego tekstu nowym wpisem na blogach :-) Nie czytałam poprzedniego tekstu o Open Source także nie jestem w temacie, ale można będzie się spodziewać zapewne głosu jego autora. Ja osobiście nie bardzo wiem jaka jest różnica w Wikipedii pod hasłem Free a Open Software.

borzole   4 #3 19.04.2010 17:26

"a właśnie wolność - od zakazów, ograniczeń, wpływów"
Uważaj, za podobne stwierdzenie autor motywacyjnego wpisu rzucił marksizmem i wyzwał od trollostwa. A ja chciałem tylko, by wiedza była dostępna dla każdego kto zechce z niej skorzystać.

penguin   6 #4 19.04.2010 18:11

@"Żaden, ani jeden komentarz (łącznie z moim) nie otarł się nawet o sedno problemu."

polemika tez nie ociera się o sedno problemu... :)

"czy mówi o systemach operacyjnych czy też raczej o aplikacjach, trudno nawet odczytać jednoznaczną konkluzję tekstu poza lekko kpiącym wskazaniem na brak rozsądku „fanatyków Liuksa”, którzy w sposób oczywisty nie liczą się z faktami."

mówię ogólnie o oprogramowaniu. i tak, owszem, kpiąco wskazuję "fanatyków Linuksa", którzy nad funkcjonalność i możliwości oprogramowania przekładają licencję opierającą się na otwartych źródłach, które w praktyce nie dają im żadnej korzyści. no, chyba, że są programistami.

"I zapewniam - nie ma tam ani słowa o technologicznej/technicznej przewadze tego typu rozwiązań nad innymi, nie ma też żadnych odniesień jakościowych do świata Proprietary Software."

ja również zapewniam, że w moim artykule nie ma słowa o wyższości jednego obozu nad drugim.

"korzystanie z aplikacji typu FLOSS nie jest dla mnie celem samym w sobie, ale jeżeli mam wybór i konkretna sytuacja mi na to pozwala, to świadomie wybieram Wolne Oprogramowanie"

i masz bardzo zdrowe podejście, do którego chętnie się dopisuje. no- przynajmniej do pierwszej jego części. używam mnóstwa aplikacji open source(od firefoxa, poprzez thunderbirda, paint.net, virtualbox i wiele, wiele innych), ale nie dlatego, że mają otwarty kod i "linux jest cool", tylko dlatego, że są to świetne aplikacje.

prawdopodobnie, gdybym na HotZlot 2008 nie otrzymał MS Office 2007, również do w/w listy dołączyłbym i OpenOffice. no ale MS Office jest jednak lepszym oprogramowaniem, stąd wybór jest prosty.

"Można sceptycznie podchodzić do wielu cech aplikacji OS/FLOSS, ---- CIACH ----- na pewno nie można ignorować wpływu idei Open Source na rozwój całego znanego nam świata informatyki. "

wszystko co mówisz to prawda i podpisuje się pod tym obiema rękami. naprawdę otwarte źródła to sam w sobie materiał dydaktyczny, na którym wychowały się całe armie wyśmienitych specjalistów. problem w tym, że...

... to nie jest tematem mojego artykułu.

"Proszę się zastanowić, jak bez FLOSS wyglądałyby nasze przeglądarki internetowe, klienty poczty, edytory tekstu itd. - Internet Explorer 5? 6? Outlook Express? Notatnik? Możliwe..."

podsumowując na przykładzie powyższego cytatu: to o co mi chodzi, to fakt, że ludzie wybierają tę aplikację nie dlatego, że firefox jest open source, a dlatego, że jest po prostu lepszy. a przynajmniej mówie o 99,99% jego użytkowników.

roobal   15 #5 19.04.2010 18:46

@Karolinah Free Software oznacza wolne oprogramowanie, natomiast OpenSource oznacza jedynie oprogramowanie z otwartym kodem. Czym to się różni? Ano tym, że wolne oprogramowanie wymusza udostępnianie kodu źródłowego, ponieważ jest to jedno z praw wolności oprogramowania. Natomiast OpenSource oznacza oprogramowanie otwarte ale sam kod niekoniecznie musi być wolny, ponieważ może być objęty licencją zabraniającą modyfikacji kodu lub jego redystrybucji co jest również prawem wolności oprogramowania a kod udostępniony może być tylko do wglądu, choć z taką sytuacją się jeszcze nie spotkałem.

Dlatego Free Software nie należy mylić z Freeware. W języku angielskim słowo free ma akurat 2 znaczenia: 1. Darmowy; 2. Wolny.

Pozdrawiam!

  #6 19.04.2010 19:12

@penguin paint.net już nie jest otwartym softem.

"to o co mi chodzi, to fakt, że ludzie wybierają tę aplikację nie dlatego, że firefox jest open source, a dlatego, że jest po prostu lepszy. a przynajmniej mówie o 99,99% jego użytkowników."
-Nie 80% użytkowników korzysta z niego bo taka jest moda... podobnie jest np z GG, Winampem i innymi tego typu wynalazkami.

Co do artykułu to jest niezły :]

  #7 19.04.2010 19:19

@penguin | 19.04.2010 18:11 : Całkowicie Cię rozumiem, że w licencji dającej ZU pewne prawa dla ZU nie ma żadnych korzyści. To tak, jakby komuś dać prawo do pierdnięcia w świecie, gdzie za pierdnięcie można iść za kratki ;-) . ZU takie prawo do niczego nie powinno być potrzebne, bo po co ma pierdzieć? Jednak zastosuję inne porównanie. Z czystego środowiska przecież ZU też nie będzie mieć żadnych korzyści, tzn. troszcząc się o nie nie zarobi.

  #8 19.04.2010 19:21

@penguin | 19.04.2010 18:11 : Co do lepszości MS Worda, to do tej pory nie nadaje się do poważnych(nie koniecznie profesjonalnych) zastosowań, mimo iż Microsoft ponoć gdzieś głosił o wypuszczeniu specyfikacji DOC-a. Po prostu nikt nie ma gwarancji, że Microsoft nie zmieni czegoś w formatach, a o obsłudze prawdziwych standardów nie może być mowy.

  #9 19.04.2010 19:25

@roobal | 19.04.2010 18:46 : I oto w tym wszystkim chodzi. Są miejsca, gdzie nie ma mowy o zamkniętym oprogramowaniu. Choćby w instytucjach rządowych, które dawno zażyczyły sobie możliwość częściowego wglądu, a także modyfikacji źródeł Windows i samego Windowsa. Takie coś od biedy można nazwać oprogramowaniem o otwartym źródle. Wolne oprogramowanie, to jednak coś innego. Jeszcze czymś innym jest OpenSource. Myślę jednak, że świat będzie dążyć do Wolności Oprogramowania. Skoro ktoś już kiedyś zdefiniował utracone prawa konsumenta, to konsument kiedyś zechce je odzyskać.

  #10 19.04.2010 20:31

Dziękuję roobal za wyjaśnienie. Ty to potrafisz tak jasno coś wytłumaczyć, że chyba każdy pojmie. Chociaż troszkę się w tej idei free/open pogubić idzie. Jak ktoś słusznie gdzieś napisał, ważne żeby programy dobrze chodziły.

iacobus   6 #11 19.04.2010 20:46

Roobal - moim zdaniem Twoje wyjaśnienie jest błędne. Otóż z wszsytkich dostępnych licencji typu Open Source, GPL jest NAJBARDZIEJ RESTRYKCYJNA. Przeczytaj sobie na stroni OSI definicję Open Source - pierwszą zasadą jest wolność redystrybucji. Free software - oprogramowanie na Licencji GPL wymusza "wolność" - używając w swoim projekcie kodu na GPL musisz swój projekt również wydać na GPL. Dlatego ta licencja nazywana jest licencją wirusową, z tego również tytułu jest uznawana za najbardziej ograniczającą wolność licencją Open Source (sic!). Programy na licencjach typu MIT czy BSD możesz bez skrupułów wykorzystywać w zamkniętych projektach. Tak na przykład zrobił Apple wykorzystując kod FreeBSD przy tworzeniu Mac Os X. Są to więc licencje bardziej wolne niż "Free Software". Paradoks, ale jednak prawda.

piszczyk4U43   3 #12 19.04.2010 20:53

@Siplas
Jeśli wolno mi coś zasugerować

Tekst jest dobry, ale melancholijny
Mam nadzieję, że nie taki jest Twój styl, ale - analogicznie jak wzmiankowany komentarz - napisałeś arta pod wpływem emocji związanych z wydarzeniami w Smoleńsku i w kraju.

Melancholijna polemika jest zwyczajnie nieskuteczna

Mogłeś trochę odczekać

Pozdrawiam

command-dos   18 #13 30.07.2010 09:50

@iacobus - trafiłeś w samo sedno.
Przyrównajmy licencję do sposobu przygotowania pizzy w knajpie i zobaczmy co z tego wyjdzie ;) Nie wiem kto (może zwolennicy closed-source), ale może jest ktoś, kto woli, jak pizzę przygotowuje się dla niego na zapleczu, niż przy ladzie na oczach klienta, co można uznać za swojego rodzaju wolność dla klienta - widzi co się dzieje z jego pizzą już na etapie jej przygotowania, w każdej chwili może powiedzieć: przepraszam, ale jakby tam dać mniej cebuli, to byłbym wdzięczny. Z pizzą przygotowaną na zapleczu jest nieco inaczej. Zamawiamy, a następnie widzimy gotowy produkt na talerzu, z którego ewentualnie możemy co najwyżej zrezygnować, jak nam coś nie pasuje, bo żadnych "poprawek" już nie wprowadzimy. Nie biorę tu pod uwagę jakiegoś "szkodliwego kodu", który mógł wedrzeć się do tej pizzy w postaci, np. podgniłych pieczarek. Przyjmijmy, że przepis pizzy, tej robionej przy kliencie, jest na licencji GPL, czyli możemy z niego skorzystać, pod warunkiem, że będziemy pizzę przygotowywać przy ladzie - taka sytuacja dla klienta (użytkownika), to samo dobro, moim skromnym zdaniem. Więc nie mam nic przeciwko, aby tego typu "ograniczenie" rozpowszechniało się wirusowo - mielibyśmy wiele pizzerii, w których dałoby się zjeść pizzę ;)