r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Słownik Androida i słowa zakazane: Google ściga Apple w cenzorskich zapędach

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Niedoścignionym wzorem obyczajowej cenzury było i jest Apple: firma z Cupertino wsławiła się nie tylko zakazem publikowania aplikacji „dla dorosłych” w AppStore, ale też usunięciem ze swojego sklepu iBooks książek zawierających erotyczne momenty. Nie powstrzymano się nawet przed ocenzurowaniem słowa „sperm” w opisie Moby Dicka (angielska nazwa kaszalota to „sperm whale”). Nic dziwnego: Steve Jobs otwarcie stwierdził, że moralną odpowiedzialnością Apple'a jest utrzymanie pornografii z dala od iPhone'a – a ci, którzy chcą porno, niech sobie kupią telefon z Androidem. Niestety jednak nie jest to dobra porada: w Google Play miłośnicy różowej rozrywki nie mają co szukać, a samo Mountain View w swoich zapędach cenzorskich bywa zabawnie gorliwe.

Nowa wersja Androida 4.4 KitKat zawiera pakiet słowników dla domyślnej klawiatury, wykorzystywanych przez mechanizmy podpowiadania i automatycznego korygowania słów. Słowniki są niemałe – wersja angielska zawiera około 160 tysięcy słów, wersja polska ponad 195 tysięcy. Zakres słownictwa jest zróżnicowany. Znajdziemy tam zarówno słowa potoczne jak i nazwy geograficzne, imiona postaci literackich jak i słowa prosto ze słowników specjalistycznej terminologii. Lista słów posortowana została według częstotliwości ich występowania – za jednym wyjątkiem.

Na końcu każdego ze słowników znalazły się listy słów, które uznano za niewłaściwe dla użytkowników telefonów z Androidem. Ich dobór zadziwiający – przykładowo w wersji anglojęzycznej słownika na czarnej liście znalazło się nie tylko słynne siedem brzydkich słów wg George'a Carlina, ale też niemal wszystkie słowa odnoszące się do seksualności i pornografii, medyczne terminy związane z ludzką płciowością (i nie tylko płciowością, np. gonadotrophin, urobilin czy proctoclysis), a nawet słowa takie jak geek, negro czy morphine.

W wersji polskiej jest równie zabawnie: wśród tych wyróżnionych słów (których w stosunku do wersji angielskiej jest jednak znacznie mniej) znaleźć można takie atrakcje jak uczennica, dzięcioł, kakao, lód, nonsens oraz nadczłowiek.

Filtr zakazanych słów można oczywiście wyłączyć w ustawieniach klawiatury, ale cała sprawa obnaża mocno neurotyczną postawę Google'a względem ludzkiej seksualności i kwestii z nią powiązanych, jak również zadziwiająco selektywne potraktowanie innych tematów. Wspomniana morphine jest zakazana, ale już marijuana jest OK. Zablokowane są słowa Sunni czy KKK, ale dopuszczalne kosher czy Nazi. W wersji niemieckiej zablokowano za to jüdisch, a francuskiej – swastika. Najkrótsza lista zakazów dotyczy wersji rosyjskiej, gdzie wyszczególniono raptem kilkanaście słów, w tym гей (gej) i жид (żid).

Pierwsze komentarze raczej dla Google'a nie są zbyt przychylne: Jillian York, rzeczniczka Electronic Frontier Foundation śmieje się: próbowałam przez Swype wpisać słowo 'condom', a dostawałam 'condition' albo 'confusion'. Nie ma żadnego kontekstu, w którym miałoby to sens. Dorośnij, Androidzie. Co prawda niektórzy internauci próbują bronić Google'a, tłumacząc, że telefony z Androidem służą też przecież komunikacji między ludźmi, którzy są przewrażliwieni na punkcie politycznej poprawności, czy też obyczajowo bardzo powściągliwi – i źle by się czuli, gdyby system automatycznych podpowiedzi pokazał im słowo, którego istnienia nie akceptują… dlaczego jednak obyczajowa powściągliwość miałaby się obawiać nadczłowieka czy nonsensu?

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.