r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Spielberg i Lucas wieszczą zmierzch wysokobudżetowego kina. Przyszłość filmu to internetowa telewizja?

Strona główna Aktualności

Ci z Was, którzy uważają się za kinomanów, pewnie przyjmą tę wiadomość ze smutkiem. Ci, którzy w kinie ostatni raz byli kilka lat temu, pewnie tylko wzruszą ramionami, a może nawet i się ucieszą. Wygląda na to, że srebrny ekran, jeden z fundamentów popularnej rozrywki, ma się bardzo źle – i jeśli wierzyć proroctwom wielkich reżyserów, już w przyszłej dekadzie przekształci się w niszową, kosztowną zabawę – lub zniknie całkowicie.

Podczas odbywającego się w University of Southern California panelu dyskusyjnego poświęconego przyszłości elektronicznej rozrywki wystąpiło dwóch słynnych ludzi kina – George Lucas i Steven Spielberg, do których dołączył Don Mattrick, prezes pionu Interactive Entertainment w Microsofcie. Jego obecność była nieprzypadkowa: to on reprezentować ma falę zmian, która wyeliminować może kino.

Przez zeszłe stulecie kino władało niepodzielnie ludzką wyobraźnią. Ani telewizja, ani pojawiające się stopniowo w domach u schyłku lat 80 komputery osobiste czy konsole do gier nie były w stanie dorównać rozmachem w jakości narracji i efektowności kinowych produkcji. Fabryka snów przyzwyczaiła się do ogromnych budżetów, gwiazdy kina do nieosiągalnych dla zwykłych śmiertelników wynagrodzeń, a same kina – do sal wypełnionych po brzegi przy premierach nowych, głośnych tytułów.

To stulecie dla kina nie jest już tak przyjazne. Czemu? Spielberg wyjaśnia to następująco: Nie możemy rozciągnąć tygodnia. Nie możemy rozciągnąć 24-godzinnego cyklu. Zostaliśmy z tak wieloma możliwymi wyborami. Nic dziwnego: zainteresowani pasywną rozrywką w minionym stuleciu mogli czytać książki lub pójść do kina – dziś mają dodatkowo do dyspozycji całe zasoby Sieci, niekończące się telewizyjne seriale, zarówno proste jak i ogromnie złożone gry wideo. Ta ogromna ilość dostępnych treści sprawiła, że studia filmowe popadły w konserwatyzm, stawiając na wysokobudżetowe, intensywnie promowane produkcje, byleby tylko wybić się na zatłoczonym rynku rozrywki. Jak więc tłumaczy legendarny reżyser i producent, dzisiaj studia wolą zainwestować 250 mln dolarów w jeden film, adresowany do jak najszerszej publiczności, niż zrobić tuziny mniejszych, prawdziwie interesujących produkcji, które zaginą w informacyjnym szumie – ponieważ każdy ma tylko 24 godziny w ciągu doby.

Jednak to ryzykowna strategia. Zdaniem Spielberga dojdzie do implozji, gdy trzy czy cztery takie wysokobudżetowe filmy okażą się niewypałami. Zmienić to ma całkowicie paradygmat produkcji kinowych. Według George'a Lucasa, świat kinowej rozrywki po katastrofie będzie wyglądał inaczej. Zniknie większość kin, a te, które pozostaną, będą wielkimi obiektami, z wieloma udogodnieniami, za odpowiednią cenę. Nie będzie się już chodziło do kin „z przypadku”, będzie to bardziej przypominało wyjście do teatru na Broadwayu, z biletami kosztującymi 50, 100 czy nawet 150 dolarów, a te nieliczne wysokobudżetowe filmy, podobnie jak dziś spektakle teatralne, będą wyświetlane w tych wielkich kinach przez cały rok.

Cała reszta filmowych produkcji trafi do internetowej telewizji, która całkowicie zastąpi kablówki czy telewizję naziemną. I dla widzów jest to dobra wiadomość, gdyż dzięki gospodarce skali możliwe będzie tworzenie interesujących treści dla relatywnie niewielkich widowni. Wystarczy znaleźć milion widzów – mówi Lucas – co w zagregowanym świecie nie stanowi dużej liczby. I można będzie z tego wyżyć, co wcześniej nie było możliwe.

Obaj wielcy reżyserowie są zgodni – filmowa branża pogrążona jest w chaosie, ale chaos ten może tylko przynieść nowe okazje, szczególnie dla młodych ludzi wchodzących w branżę, których nikt teraz nie będzie mógł powstrzymać, gdyż bramkarze już nie żyją. I pierwsze jaskółki tej zmiany widać już teraz: Twórcą jednego z najlepszych seriali 2013 roku, House of Cards, jest młody człowiek, Beau Willimon, który skończył swoje studia w 2003 roku. Serial ten miał swoją premierę nie w tradycyjnej telewizji, lecz na platformie VoD Netflix, i w przeciwieństwie do tradycyjnych telewizyjnych seriali, widzowi zaoferowano wszystkie trzynaście odcinków pierwszego sezonu jednocześnie, tak by każdy mógł oglądać je w swoim własnym tempie.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.