r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Świat z Gwiezdnych wojen bliżej niż myślicie – przegląd gadżetów, które nie są już fantastyką

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Dawno temu, w odległej galaktyce… a w zasadzie w Hollywood, ale czasami to żadna różnica, powstały urządzenia, które od pokoleń rozbudzają wyobraźnię. Miłośnicy Gwiezdnych wojen znają je bardzo dobrze, łącznie z budową i zasadą działania niektórych z nich. Ale czy mogłyby zaistnieć w prawdziwym świecie?

Miecze świetlne i cięcie plazmą

Na początek oczywiście miecze świetlne – jeden z najbardziej rozpoznawalnych i atrakcyjnych wizualnie elementów uniwersum Gwiezdnych wojen, mogąca ustąpić najwyżej Carrie Fisher w stroju niewolnicy. Broń została zaprojektowana z myślą o efektywnej walce i elegancji podczas ceremonii. Jego klinga tnie wszystko, co spotka na swojej drodze, poza klingą innego miecza i mandaloriańskim żelazem.

W naszym świecie prawdopodobnie nie da się skonstruować urządzenia, które będzie emitować klingę (albo cztery) z czystej plazmy, do tego w kolorze wybranym przez właściciela miecza (przypomnę, że jeden z Jedi miał różową) i z możliwością regulacji długości i mocy. W końcu fizyka świata Gwiezdnych wojen jest nieco inna od tej, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Świadczy o tym choćby fakt, że w filmowym kosmosie słychać eksplozje ;-). Niemniej jednak powstało kilka urządzeń o podobnych możliwościach.

r   e   k   l   a   m   a

Jeśli komuś zależy przede wszystkim na efektach wizualnych, może sięgnąć po produkty firmy Wicked Lasers. W jej ofercie znajdziemy urządzenia z najmocniejszymi laserami, jakie można legalnie posiadać w domu, a także specjalną nakładkę, która świetnie rozprowadza światło, by imitowało kultową broń.

Koszt zabawki to 99,95 dolarów za nakładkę i niecały tysiąc dolarów za laser. Plus przesyłka. Na wszelki wypadek warto też sprawić sobie okulary ochronne (2.0+) – w końcu mamy do czynienia z bardzo silnym laserem.

Cięcie plazmą też nie jest nam obce, choć w rzeczywistości nie wygląda tak atrakcyjnie, jak na filmie. Na rynku dostępne są plazmowe skalpele, czyli urządzenia do cięcia tkanek miękkich. Ich podstawową przewagą nad tradycyjnym, stalowym ostrzem jest wywoływanie koagulacji białek. Innymi słowy cięta skóra krwawi mniej. W przemyśle stosowane są plazmowe maszyny do cięcia różnych materiałów – szczególnie tam, gdzie liczy się precyzja. Choć praktyczne i pomocne, są zazwyczaj mało przenośne, a ich „ostrza” mają do kilkunastu centymetrów.

Wynalazek zbliżony do tnącego prawie wszystko miecza Jedi trafił niedawno w ręce amerykańskich żołnierzy i strażaków. Palnik rozmiarów sporej latarki jest w stanie przeciąć, a w zasadzie przepalić, wszystko, co spotka na swojej drodze. Nawet pod wodą. Poznajcie TEC Torch:

Blaster (nie, to nie jest laser)

Blastery to broń przypominająca znaną dziś broń palną, ale wyrzucająca skompresowane, skupione strumienie cząstek. Broń ta prawdopodobnie jest bardzo niepraktyczna. W filmowych scenach doskonale widać jak ślamazarnie podążają pociski. Tradycyjna broń palna, ciskająca ołowiem, byłaby dużo lepsza w starciach na otwartej przestrzeni. Przy oglądaniu scen potyczek w ciasnych korytarzach statków i stacji kosmicznych nasuwa się zaś pytanie: czemu szturmowcy nie mają granatów albo gazu?

Miałam zamiar na podstawie kilku scen oszacować prędkość pocisków blasterów, ale na szczęście ktoś zrobił to za mnie ;-). Według obliczeń Rhetta Allaina z Wired, średnia prędkość pocisku ręcznej broni to 34,9 metra na sekundę, podczas gdy pociski wyrzucane z luf boni palnej często przekraczają prędkość dźwięku (to dlatego czasami obserwator widzi trafiony cel zanim usłyszy wystrzał). Prędkość porównywalną do pocisku blastera może spokojnie osiągnąć dobrze rzucona piłka baseballowa albo strzałki z zabawkowego pistoletu.

Według Adama i Jamiego z „Pogromców mitów” średnia prędkość pocisków blasterów z poprzednich sześciu części filmu to niecałe 60 metrów na sekundę. W eksperymencie pokazali, że unikanie ich w korytarzu jest praktycznie niemożliwe, więc albo Han Solo musi być wyjątkowo sprawny, albo szturmowcy bardzo kiepsko strzelają ;-). Co ciekawe, bronie wykorzystywane w przestrzeni, na przykład te zamontowane na X-wingach, strzelają o rząd wielkości szybciej, a ich pociski mają inny kolor.

Jako ciekawostkę dodam, że w ubiegłym roku Instytut Chemii Fizycznej PAN odtworzył zachowanie laserowego pocisku. Badacze sfilmowali podróż ultrakrótkiego „strzału” z lasera wysokiej mocy, wykorzystując przy tym kilka sztuczek, by oglądający mogli dobrze przyjrzeć się jego drodze (tak naprawdę wiązka podróżuje z prędkością światła, więc sfilmowanie jej byłoby bardzo trudne).

Oczywiście wady blasterów nie przeszkadzają konstruktorom broni próbować swoich sił w ujarzmieniu strumieni cząsteczek. W Sieci można znaleźć zdjęcia prototypów broni różnego kalibru z Rosji i Stanów Zjednoczonych (na przykład Shiva Star). Wiele z nich ma już kilkadziesiąt lat. Firma Boeing ma nawet patent na plazmową tarczę, która ma chronić przed niszczącą siłą fali uderzeniowej. Warto też dodać, że latem tego roku firma Boeing testowała relatywnie nieduże działko laserowe. By obsługa wiedziała, że oddało strzał, ma wydawać takie dźwięki, jak blastery z filmów.

Dejarik (holoszachy)

Dejarik to gra strategiczna, wymyślona przez zakon Jedi, ale rozpowszechniona wśród obywateli wielu planet. Rozgrywka toczy się na okrągłym stole z animowanymi, holograficznymi figurkami. Powstało kilka implementacji gry, wykorzystujących gogle VR oraz rzeczywistość rozszerzoną, ale to wciąż nie to samo.

Prawdopodobnie najbardziej przypominającym holoszachy projektem jest widoczny powyżej Voxiebox – pudełko zdolne wyświetlić w przestrzeni dowolne obrazy. Można z jego pomocą zagrać w różne gry, a także prezentować modele i makiety. Problem w tym, że wszystko jest zamknięte między ściankami i wyglądem przypomina akwarium.

Dopóki gry nie trzeba oglądać ze wszystkich stron, możliwości są dość szerokie. Już w 1991 roku firma SEGA pokazała automat z grą „Hologram Time Traveller”, wyświetlający obraz z pomocą parabolicznych luster.

Bardziej interaktywny, ale też mniej precyzyjny, jest polski wyświetlacz Leia. To urządzenie na strumieniach wilgotnego powietrza prezentuje kolorowe obrazy, a także odczytuje ruchy dłoni użytkowników.

Wystarczy zaprojektować modele, napisać odpowiedni program i gotowe.

Hologramowe wiadomości

Hologramowa wiadomość, wyświetlona przez R2D2, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych scen z filmów osadzonych w świecie Gwiezdnych wojen. Prawdopodobnie doczekamy się i takiej komunikacji. Kamery zapisujące „pole światła” (Lytro) i skanery 3D są oczywiście znane od lat, ale stojąc w miejscu nie nagrają postaci z każdej strony. Jak więc udało się zarejestrować pełny obraz Lei niepozornemu R2D2?

Załóżmy jednak, że mamy do dyspozycji trójwymiarowy zapis poruszającej się postaci z dźwiękiem. Projekcję takich danych dobrze opanował przemysł rozrywkowy. Dzięki temu japońska młodzież może bawić się na koncertach vocaloidów, a w 2012 roku na jednej scenie stanęli 2pac, Snoop Dogg, Eminem i Dr. Dre. W ten sam sposób na jeden koncert pojawili się także Michael Jackson i Elvis Presley.

Naukowcy wciąż borykają się z poważnym problemem: jak przekonać światło, by zatrzymało się w konkretnym miejscu, bez ustawiania w pobliżu ekranu lub lustrzanej powierzchni? Prace trwają. W ubiegłym roku swoje podejście do rozwiązania tego problemu pokazała firma LEIA, wydzielona z szeregów HP. W Australii zaś powstał projekt wyświetlacza, który prezentuje pozornie trójwymiarowy, statyczny obraz po przepuszczeniu światła przez grafenową siatkę.

Promień ściągający (Tractor beam)

W filmach kilka razy przewinął się promień ściągający, czyli wiązka przyciągająca mniejszą masę do większej. W ten sposób Sokół Millenium został wprowadzony do zatoki 327 pierwszej Gwiazdy Śmierci, generatory znajdowały się także na niszczycielach. Urządzenie zdolne manipulować masą bez dotykania jej powstało kilka tygodni temu w Wielkiej Brytanii. Matryca malutkich głośników używa fal dźwiękowych o wysokiej amplitudzie, by manipulować małymi kuleczkami.

Zapewne zauważyliście poważną przeszkodę, która uniemożliwi korzystanie z zaprezentowanego wyżej wynalazku w kosmosie. To fale dźwiękowe. Na szczęście, jak już wspominałam, w uniwersum Gwiezdnych wojen dźwięk rozchodzi się także w przestrzeni kosmicznej.

Podobną koncepcję znajdziemy w wielu innych światach – choćby w Eve Online, gdzie często wykorzystuje się statki z takim wyposażeniem do zbierania pozostałości po bitwie.

Elektromechaniczna proteza dłoni

W kwestii protez dłoni obecny stan techniki pozwala na całkiem sporo, choć oczywiście nie są to jeszcze tak zaawansowane urządzenia, jak dłoń Luke'a Skywalkera czy zamiennik przedramienia, zbudowany dla Anakina, dający jego ręce nadludzką siłę. Jednymi z lepszych są protezy firmy BeBionic, pozwalające ułożyć dłoń w 14 pozycjach. Są na tyle precyzyjne, że można z ich pomocą przeglądać zawartość portfela, zawiązać sznurówki, używać myszki, szyć czy grać w karty, a przy tym na tyle solidne, że można z nimi ćwiczyć na siłowni.

Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o projekcie Open Hand, czyli otwartej protezie, którą można wykonać za mniej niż tysiąc dolarów. Celem jest oczywiście ułatwienie życia osobom mniej zamożnym.

Latające pojazdy

W uniwersum Gwiezdnych wojen, jak i w wielu innych fantastycznych światach, roi się od transporterów poruszających się nad powierzchnią planety, jak widoczny powyżej ścigacz 74-Z. Oczywiście wojsko i prywatne firmy pracują już nad ich odpowiednikami, ale zamiast repulsorów (urządzeń pozwalających im lewitować) zostały wyposażone w wirniki.

Już w 2017 roku, za jedyne 85 tysięcy dolarów, będzie można kupić Aero-X. Wehikuł spala jakieś 30 litrów zwykłego, samochodowego paliwa w ciągu godziny latania i może wznieść się na wysokość ponad 3 metrów oraz latać nad wodą.

Kolejny przykład to model P2 firmy Malloy Aeronautics, przygotowywany na potrzeby wojska.

Zastosowanie takich pojazdów w ratownictwie czy rolnictwie, czy to z pilotem, czy zdalnie sterowanych, nie powinno sprawiać problemów. Gorzej będzie z poruszaniem się w przestrzeni publicznej lub, co gorsza, po drogach – tu nie ma stosownych regulacji.

Droidy

Różnego typu droidy odgrywają bardzo ważną rolę w Gwiezdnych wojnach, a wiele z nich ma wręcz ludzki charakter, mimo że w przeciwieństwie do wielu dzisiejszych wynalazków nie zostały wyposażone w elementy pozwalające na wyrażanie emocji mimiką. Pod tym względem konkurować z nimi może na przykład japoński Pepper – robot zaprojektowany do towarzystwa.

Wyraźnie emocjonalny C-3PO to robot protokołowy, którego zadaniem jest tłumaczenie i dbanie o etykietę. Jego oprogramowanie pozwala na tłumaczenie między 6 milionami sposobów komunikacji i w przeciwieństwie do znanych nam dziś automatycznych tłumaczy, skutecznie wypełniał swoje zadania. Tego celu jeszcze nie udało nam się osiągnąć.

R2-D2, prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny droid z uniwersum, to maszyna astromechaniczna, przeznaczona do prac konserwacyjnych na statkach, a także do zajmowania miejsca drugiego pilota i wspomagania obliczeń nawigacyjnych. Urządzenia tej klasy mogą wykonywać operacje w bardzo trudnych warunkach, podobnie jak niektóre roboty NASA – na przykład widoczny poniżej, w dużej części autonomiczny „Robonauta”.

Jeśli zaś chodzi o obliczenia związane ze skokami w nadprzestrzeń… cóż, na razie nie ma takiej potrzeby.

Bojowe roboty są obecne w naszym świecie przynajmniej od roku 1942, kiedy to Niemcy zaczęli produkcję zdalnie sterowanych pojazdów z ładunkiem wybuchowym Goliat na bazie francuskiego prototypu. W użyciu są takie maszyny, jak bezzałogowe samoloty patrolowe Hermes 450, MQ-9 Reaper i Fotros, bezzałogowy pojazd lądowy Guardium (na zdjęciu poniżej). Maszyny zdolne odebrać komuś życie, jak autonomiczne działko Samsung SGR-A1, wymagają autoryzacji człowieka zanim otworzy ogień.

Przeniesienie odpowiedzialności za ludzkie życie w ręce algorytmów to problem, który jeszcze długo nie zostanie rozwiązany. Na razie borykają się z nim autorzy oprogramowania dla autonomicznych samochodów. Automatycznych łowców głów jeszcze długo się nie doczekamy, zwłaszcza jeśli mają kroczyć na dwóch nogach i negocjować cenę.

Specjalna klasa robotów służyła do zwiadu i inwigilacji, zupełnie jak w świecie, w którym żyjemy obecnie. Mogą do tego posłużyć wspomniane wyżej drony patrolowe i roboty wojskowe. Miejsc monitorowanych i technik podsłuchowych też nie brakuje, nie mamy za to niezawodnych mechanizmów identyfikacji osób, przedmiotów oraz informacji wartych uwagi.

W medycynie, podobnie jak na wojnie, mamy do dyspozycji sporo sprzętu, ale wciąż potrzebna jest kontrola człowieka. Precyzyjne urządzenia pomagają neurochirurgom i mogą brać udział w rehabilitacji, ale trudno wyobrazić sobie, by taka maszyna była w stanie sama wykonać operację. Tu znów dochodzimy do problemu odpowiedzialności za ludzkie zdrowie i życie.

Na koniec przedmiot najbardziej oczywisty, czyli robocik BB8, którego mieliśmy przyjemność testować w październiku – BB-8 by Sphero. To najbardziej osiągalny dla zwykłego zjadacza chleba gadżet z tej listy.

Oczywiście to tylko bardzo sympatyczna zabawka, ale może umilić oczekiwanie na kolejną część sagi. Premiera firmu „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” została zaplanowana na 18 grudnia tego roku.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.