Dyskowy burdel a partycja systemowa

Jestem osobą, w której ręce wpada wiele różnego sprzętu. Najczęściej sprzętem tym są różne komputery, z którymi „jest coś nie tak”. Wiem, że temat Waszych klientów i ich sprzętu był poruszany na blogach nie raz, ale chciałem zwrócić uwagę na pewną powtarzającą się cechę wśród komputerów, z którymi „jest coś nie tak”. Mam na myśli tytułowy dyskowy burdel. Od razu na wstępie napiszę, że rozpatruję komputery z systemami z rodziny Windows, z dyskami HDD i pomijam małe dyski <120GB.

Żadną tajemnicą nie jest, że pojemności dysków rosną. Powiększeniu ulega także ilość danych przechowywana na naszych dyskach i to z dnia na dzień. Nadal jednak można spotkać osoby, które bezmyślnie tworzą na swoich (i nie tylko!) dyskach partycje. Jestem osobą, która mówi sobie, że myślenie boli, ale czasami trzeba jednak pomyśleć. Bezmyślność w czasie tworzenia partycji będzie się bowiem mściła przez cały okres użytkowania komputera, a głównym problemem dyskowego burdelu jest partycja systemowa.

Partycja systemowa

Użytkownicy bardzo często źle interpretują partycję systemową.

Zabezpiecz się! O bezpieczeństwie Windows słów kilka

Słowem wstępu

Wiele wpisów na blogach i portalach dotyczy bezpieczeństwa. Często poruszane są tematy złudnego bezpieczeństwa. Mało jednak można poczytać o zabezpieczaniu się. W dzisiejszym wpisie chciałbym poruszyć ten temat. Jest to temat rzeka dlatego wszystkiego nie jestem wstanie w moim wpisie ująć. Chociażby z uwagi na to, że wszechwiedzący nie jestem. W tym miejscu dodam, że nie będę przyporządkowywał programów do odpowiednich grup. Podam swój zestaw zabezpieczający i tyle. Postaram się skupić tylko i wyłącznie na teorii, a testy i preferencje oprogramowania pozostawiam Wam do wyboru. Wszak liczy się znajomość tematu. Tak więc wszystkim chętnym życzę miłego czytania.

1. Zagrożenia na nas czyhające

Wiele jest rodzajów złośliwego oprogramowania.

Wersja /pro/ lepsza, bo nie jest darmowa

Ostatnio natrafiłem na wyniki sprzedaży Avasta. Co prawda są one z grudnia 2010 i dotyczą one poprzedniego roku, ale są to jedyne aktualne wyniki. Wcześniej nie miałem z nimi styczności, dlatego postanowiłem się z nimi zapoznać. Po przeczytaniu informacji przedstawionej przez Avasta pozostałem przez chwilę w dłuższym osłupieniu. Avast chwali się, że chroni ponad 130 milionów zarejestrowanych użytkowników w ponad 240 krajach. Dane całkiem przystępne i jest się czym chwalić. Jednak nie te liczby mnie zszokowały. Raport przygotowany przez Avasta był niekonwencjonalny. Firma postanowiła sprawdzić ile pirackich wersji jego oprogramowania jest używanych.

Warto powiedzieć, że przecież oprogramowanie Avast występuje zarówno w wersji bezpłatnej avast! Free Antivirus jak i płatnej avast! Pro Antivirus. Wiedząc o tym liczba 774 637 pirackich kopii Avasta robi wrażenie. Jak pokazuje raport, z nielegalnych kopii korzystano w ponad 200 krajach, od Afganistanu po Zimbabwe.

Logowanie do YouTube bez logowania do Google

Wpis ten jest mocno związany z moim poprzednim wpisem Google i YouTube para nieidealna, w którym to starałem się znaleźć motywy, które skłoniły firmę z Mountain View do połączenia/scalenia konta YouTube z kontem Google. Przypomnę tylko, że od kiedy powiążemy swoje konto YT z kontem Google, a prędzej czy później każdy będzie musiał tak zrobić, konto YT stanie się częścią konta Google. Idzie za tym fakt, że będąc zalogowanym bez przerwy na YT będziemy w tym samym czasie zalogowani na swoim koncie Google. Wielu osobom nie podoba się to, w tym również i mnie. Konto na Google uważam za coś niezwykle ważnego, dlatego nie chcę być zalogowany na nim bez przerwy. Natomiast na YT owszem. Google decydując się na taki ruch zniechęciło niektórych swoich użytkowników. Mnie osobiście nie satysfakcjonuje ciągłe logowanie się na YT i wylogowanie się. Może i jestem człowiekiem leniwym, ale cenię sobie komfort. Postanowiłem się zagłębić w ten problem i poszukać rozwiązania tego problemu.

Google i YouTube para nieidealna

Słowem wstepu

Nie jestem przeciwnikiem Google jak mogłyby sugerować dotychczasowe wpisy. Zdaję sobie z tego sprawę, że jednak moje wpisy mogą mieć charakter anty-Google. Zapewniam Was, że jednak tak nie jest. Powiem więcej, jestem czynnym użytkownikiem usług tej firmy, a raczej rozsądnym i świadomym użytkownikiem. Właśnie chciałem się nieco skupić na nieświadomości użytkowników, bo to ich najbardziej dotyczą zmiany, które zaszły na YouTube. Mowa o połączeniu konta YouTube z kontem Google. Zmiana ta była zapowiedziana już dawno przez Google na swoim blogu, jednak dopóki mnie nie dotyczyła nie zastanawiałem się dłużej jak to będzie wyglądać w praktyce. Jak udało mi się dowiedzieć, zmiany właśnie zaczęły masowo dotyczyć polskich użytkowników. Za granicą pewnie już od dawna zmiany zostały przeprowadzone. Jak już pisałem we wpisie Nasza teczka Google ważnym jest świadome korzystanie z usług oferowanych przez firmę z Mountain View.

Googlebot widzi więcej. Ty też możesz.

Słowem wstępu

Na początek wyjaśnię pokrótce, że Googlebot to robot indeksujący sieć. Robot ten pobiera niezliczone ilości stron. Podczas tego procesu Googlebot wykrywa nowe lub też zaktualizowane strony i dodaje je do indeksu Google. Taki proces sprawia, że robot widzi o wiele więcej niż widzi przeciętny użytkownik. Kiedy Googlebot trafia już na stronę to na początku zawsze sprawdza czy dostępny jest plik robots.txt, który służy do zawężenia zakresu działania robota na stronie. Tak więc istnieje możliwość ominięcia kilku miejsc przez bota i niezaindeksowanie ich. Najczęściej jednak zakazuje się wstępu (disallow) do katalogów cgi-bin, prywatnych, tymczasowych. Jednak cała reszta strony jest dostępna do wglądu dla robota.

Zrób dobrze a wejdziesz

W Internecie można spotkać wiele stron do których użytkownik nie ma dostępu. Idąc jednak tropem podanym we wstępie można śmiało stwierdzić, że jednak do części takich stron Google ma dostęp. Sprawa ta jest zapewne dla wielu z Was irytująca, dodatkowo jeśli kiedyś dostęp do danej strony nie był kłopotem.

Nasza teczka Google

Słowem wstępu

Żyjemy w czasach, w których bardzo trudno zachować swoją prywatność w wirtualnym świecie jakim jest Internet. Można by się pokusić o stwierdzenie, że jest to niemożliwe. Owszem można być ostrożnym w naszych poczynaniach w sieci, ale prędzej czy później odkryjemy w Internecie kawałek siebie. Wszystko jest dobrze o ile informacjami o sobie rozdzielamy różnorakie serwisy. Od razu powiem, że pomijam portale społecznościowe bo to inna bajka. Tak bajka, bo portale społecznościowe to dla mnie jedno wielkie nieporozumienie. Jednak nie o nich mowa. Mam na myśli sytuacje, w których przeróżne informacje o sobie przekazujemy w obrębie jednego serwisu. Pierwszym i chyba najpoważniejszym takim przykładem jest tytułowe Google.

Szacuje się, że ponad 2% wszystkich istniejących serwerów na świecie pracuje w serwerowniach Google. Daje to ładną sumę ponad miliona serwerów należących do giganta z Mountain View .

Dlaczego Opera jest mało popularna/nielubiana ?

Słowem wstępu

Wiele razy zadawałem sobie to pytanie i bynajmniej nie miałem na myśli opery, jako budynku, w którym można spędzić miło czas. Pytając się o to, moje myśli zbiegały się przy wielkim czerwonym Ob-czyli logo przeglądarki internetowej Opera.
Produkt norweskiej firmy Opera Software, jest jedną z przeglądarek najdłużej rozwijanych na rynku. Prace nad tą przeglądarką zaczęły się już w 1994 roku, a więc trwają stosunkowo długo, aby produkt zdążył się przyjąć na rynku. Dlatego właśnie wiele osób nurtuje tytułowe pytanie: „Dlaczego Opera jest mało popularna?”.
Jako, że również ja znajduję się wśród osób, których zastanawia to pytanie postanowiłem, przyjrzeć się temu zjawisku nieco dokładniej.

Reklama, czyli jak zatruć internet

Według mnie najważniejszym czynnikiem odpowiadającym za wzrost popularności jest reklama. Najlepiej widać to na przykładzie przeglądarki Google Chrome, która w ciągu dwóch lat obecności na rynku zdołała uzyskać około 5% rynku przeglądarek internetowych w skali świata. Jest to dwa razy więcej niż udział Opery (ok. 2,5% w skali światowej), która na rynku jest od 15 lat.

Szyfrowanie od Google to żadna prywatność.

Słowem wstępu

Pierwszy mój wpis, krótki ale mam nadzieję treściwy. Początkowo miał to być komentarz, ale nieco się rozpisałem.

Mowa w moim wpisie będzie na temat wprowadzonego przed kilkoma dniami przez Google szyfrowania SSL do swojej wyszukiwarki. Co prawda na razie w wersji beta i dostępnej tylko z właściwego adresu, ale kto wie jak to będzie w przyszłości. Możliwe, że Google zdecyduje się na wprowadzenie takiego wyszukiwania oficjalnie.

W ramach wstepu napiszę jeszcze, że tekst absolutnie nie mi na celu oczernianie Google, czy też wysnuwania spiskowych teorii. Takie zabawy nie są dla mnie, i dyskusje na ten temat nie zamierzam wywoływać. Każdy ocenia to po swojemu, a dodatkowo nawet jakbym oczernił maksymalnie Google, razem z dowodami szkód jakie wyrządził, to niczego bym nie zmienił, a raczej stałbym się prowokatorem i trollem. Więc tego tematu nie poruszajmy w komentarzach, bo nie to jest celem mojego przekazu w tekście.

Chcę pokazać, że wokół całego tego SSL, jest zbyt duże halo. Dużo ludzi jest mocno podniecona tym, że Google wprowadziło szyfrowanie.