r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Test Nintendo 3DS

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Nintendo już raz pokazało, że potrafi przemyśleć swoje zamierzchłe porażki, aby z czasem zrehabilitować się, dostarczając nam produkt niepodobny do zapomnianego bękarta. Przykładem może być chociażby Wii, które zwyczajnie powstało z odgrzebanych z czeluści zapomnienia zwłok Power Glove. Jako że reanimowane szczątki zatęchłej rękawicy rozeszły się niczym świeże bułeczki, japoński gigant postanowił po raz kolejny zajrzeć do prywatnej kostnicy, skąd wreszcie wyszperano nieudane dziecko Gunpei’a Yokoi - Virtual Boy’a. Tak spełniły się marzenia firmy o trójwymiarowej, przenośnej konsolce, nie odstraszającej wyglądem wojskowych gogli, tudzież obrazem wyżerającym mózg i wzrok po pięciu minutach zabawy. Czy warto jest zakupić 3DS-a?

Pierwsze, co się rzuca w oczy chwytając za sprzęt to fakt, że zamknięty prawie niczym nie różni się on od swoich starszych braci - DSi, czy DS Lite. To dalej dobrze znana wszystkim prostokątna „puderniczka”, przyozdobiona tym razem na grzbiecie dwiema kamerkami. Najwięcej kosmetycznych zmian widać dopiero po rozłożeniu maszynki, przykuwającej z miejsca uwagę lekko przemodelowanym rozłożeniem przycisków. Wielu zapewne z otwartymi ramionami przyjmie „nowinkę” w postaci analoga, umieszczonego na miejscu „krzyżaka” – ten teraz usadowił się tuż pod rozpłaszczonym „grzybkiem”. Specyficzną metamorfozę przeszły przyciski START, SELECT i dodany HOME, które zdają się być zatopione tuż przy dolnej krawędzi dotykowego ekranu, dając się wyczuć dzięki lekkim wypukłościom. Posiadacze wcześniej wymienionych kieszonsolek na bank ucieszą się z powiększonego górnego wyświetlacza (około 3,5 cala), z usadowioną nad nim trzecią kamerką.

Rozwodząc się dalej nad czysto wizualnym aspektem odbioru 3DS-a warto dodać, że projektant najwyraźniej cierpiał na jakiś niedobór kolorowych, błyskających światełek, gdyż ilość najróżniejszych diodek jest ciut zatrważająca. Mamy lampki odpowiedzialne za stan ładowania, WiFi, czuwanie i poziom baterii, obraz 3D, a także włączony aparat. Może to dlatego bateria trzyma ledwie kilka godzin, skoro wszystko świeci się jak choinka? Na spory plus muszę natomiast zaliczyć rozlokowanie poszczególnych suwaków, pozwalających regulować dźwięk (lewy dolny bok), trójwymiarową głębię (prawy górny bok) oraz sieć (prawy dolny bok), gdyż żaden z nich w trakcie zabawy nie miewa tendencji do włażenia pod rękę. Nie ma też mowy o przypadkowym wyłączeniu konsolki, gdyż tym razem pokuszono się o zwyczajny przycisk, znajdujący się daleko od rozbieganych paluchów.

r   e   k   l   a   m   a
[image source="Galerie/Inne/Test_Nintendo_3DS:39367" mode="normal"]

Czas jednak na zabawę - o dziwo, konsola nawet bez dodatkowo zakupionych gier ma kilka asów w rękawie, pozwalających pochwalić się jej możliwościami. Wypada wpierw niemniej przyjrzeć się jeszcze menu. Główny interfejs został żywcem wzięty z Wii, zalewając ekranik siatką okienek, symbolizujących poszczególne pozycje. To tutaj będziemy mogli utworzyć własnego awatara, skonfigurować sieć, sprawdzić co żeśmy uczynili na przestrzeni minionych tygodni, bądź zbadać ile przechadzaliśmy się z konsolką danego dnia. Miernik ten ma szczególne znaczenie, ponieważ za każde sto kroków nagradzani jesteśmy specjalną monetą (maksymalnie dziesięć na dobę), za które to później da się odblokowywać nowe tryby lub dodatki w fabrycznie zainstalowanych mini-grach. Całość jest nad wyraz wygodna w obsłudze, szczególnie „rysikiem”.

1 2 3 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.