Krótki wpis o "naprawianiu" Internetu

Odkąd zacząłem studiować informatykę zmieniło się moje nastawienie do reklam, jakie prezentują nam dostawcy treści, czy "darmowych" usług. W końcu dotarła do mnie zasada "There ain't no such thing as a free lunch"* i powoli zacząłem pozbywać się wszystkich AdBlockerów itp. uznając reklamy za zło konieczne.

Pośród programów z których korzystam na co dzień znajduje się popularny w Polsce komunikator - Gadu-Gadu. Jak wiadomo wyświetlają się w nim czasem mniej, czasem bardziej uciążliwe banery. Jednak nie one same zaczęły mnie denerwować, a bardziej treści jakimi raczą użytkowników.

Dziś wyjątkowo zwróciłem uwagę na jedną z reklam, gdyż jako człowiek starający się dbać o nasz język, poczułem się zażenowany używaniem wulgaryzmów. Całą sprawę przedstawia poniższy list, jaki wysłałem do działu reklamy i promocji.

Ubuntu Linux – instalacja bez martwienia się o to, że coś uszkodzimy

Wstęp
Wielu ludzi chcących przetestować Linuksa już na samym początku spotyka się ze sporym problemem. Otóż instalacja tego systemu wymaga odpowiedniego typu partycji, a co za tym idzie trzeba ingerować w tablicę partycji na dysku, co może przyczynić się nawet do utraty danych. Dodatkowo w razie niepowodzenia naszej przygody z Linuksem, powrót do stanu poprzedniego bywa trudny. Wychodząc na przeciw tym użytkownikom, którzy chcą tylko wypróbować ten system, bądź nie mają odpowiedniej wiedzy z zakresu partycjonowania dysku, powstał projekt o nazwie Wubi. Jest to instalator najpopularniejszej dystrybucji Linuksa, czyli Ubuntu.

Jak to działa?
Wubi instaluje Ubuntu wprost z poziomu systemu Microsoftu. Jak to jest możliwe? Tworzony jest wirtualny dysk, na którym instalowany jest cały system. Widoczny jest on w postaci pliku na istniejącej partycji NTFS. Po instalacji, przy uruchamianiu komputera, program uruchomieniowy pyta, który z zainstalowanych systemów chcemy używać, więc nie trzeba się martwić o to, że nie będzie można wrócić do Windows.

Kij w mrowisko...

Wstęp
Uprzedzając masę nieprzychylnych komentarzy z uwagami pod moim adresem, że się nie znam i Linuksa pewnie na oczy nie widziałem, zamieszczam poniżej zrzut ekranu z początku pisania tego wpisu (1).

Kilka przemyśleń na temat Linuksa (2)
Czytając niedawny news na dobrychprogramach o nowej wersji odtwarzacza muzyki Clementine, wpadła mi do głowy pewna myśl: do czego to już dochodzi w świecie otwartych źródeł, żeby portować oprogramowanie z Linuksa... na Linuksa. Dlaczego ktoś musi sobie zadawać trud implementowania czegoś co już jest, po raz kolejny?

Z resztą warto zauważyć, że niepotrzebne podwajanie wysiłków zdarza się często. Bardzo często. Samo istnienie dwóch głównych bibliotek graficznych, GTK i QT jest czymś nie do końca sensownym.

Cyfrowy dźwięk – część druga

Wpis ten jest kontynuacją poprzedniego, który znajdziecie tutaj.

Częstotliwość próbkowania a wierność odtworzenia kształtu pierwotnego sygnału
Od dłuższego czasu zastanawiało mnie dlaczego w procesie nagrywania naprawdę wymagającego materiału audio używa się częstotliwości próbkowania dużo wyższych od standardowej jakości CD-Audio (1), np. rzędu 192kHz. Przecież zgodnie z twierdzeniem Kotielnikowa-Shannona, o którym wspominałem wcześniej, jakość CD powinna być wystarczająca, żeby "wiernie odtworzyć sygnał analogowy z dyskretnego sygnału cyfrowego". Po przeczytaniu wielu artykułów w prasie, tekstów w internecie oraz dwóch książek nie trafiłem na żadne konkretne wyjaśnienie obrazujące problem. Bywały tylko lakoniczne stwierdzenia, że wyższa częstotliwość próbkowania, to wyższa jakość.

Na rozwiązanie tej zagadki trafiłem całkiem niedawno przy okazji testowania swoich słuchawek.

Cyfrowy dźwięk

Wprowadzenie
W dzisiejszych czasach dźwięk zapisany w postaci cyfrowej towarzyszy nam niemalże na co dzień. Poczynając od płyt CD, odtwarzaczy mp3, przez komputery, na dzwonkach w komórkach kończąc. Wielu z nas nawet nie zawraca uwagi na to, w jaki sposób tak naprawdę odbywa się zapisanie i odtworzenie dźwięku w postaci cyfrowej. W poniższym tekście chciałbym przedstawić czytelnikom kilka podstawowych pojęć związanych z tym tematem.

44,1 kHz i 16 bitów
Zapewne każdy, kto choć odrobinę interesuje się technologią słyszał o tych dwóch, odrobinę magicznych, liczbach. Kiedyś występowały one w kontekście płyty CD-Audio, dziś także i plików dźwiękowych. Co właściwie oznaczają? Aby uświadomić sobie ich znaczenie spójrzmy na poniższy rysunek (1).

Oś pionowa określa rozdzielczość, to właśnie ona wyrażona jest w liczbie szesnastu bitów dla płyty CD. Liczba ta pozwala na zapisanie 65 536 poziomów. Oś pozioma zaś oznacza kolejne próbki w czasie. To ich ilość wyznacza wartość 44,1 kHz - 44 100 próbek w ciągu jednej sekundy.

Komputerowa rewolucja...

... czyli o tym jak i na czym pracują współcześni twórcy muzyki elektronicznej i producenci radiowych hitów

Odrobina historii
Niedawno, bo jeszcze w latach 90-tych, muzyk chcąc nagrać utwór musiał skorzystać z usług studia nagraniowego, bądź też samemu wyposażyć się w pokaźną ilość (przeważnie bardzo drogiego) sprzętu. Jednak do branży od dłuższego czasu zaczynały napływać nowe narzędzia, które jak miało się później okazać, przyczyniły się do zmiany sposobu pracy twórców. Już w 1979 roku pojawiło się na rynku urządzenie innowacyjne, Fairlight CMI, które łączyło w sobie syntezator oraz komputer, zdolny np. rejestrować sekwencje grane na klawiaturze i później je odtwarzać. Niestety z powodu ceny nie zdobył wielkiej popularności. Jednak był on prekursorem późniejszych rozwiązań. W latach 80-tych wraz z coraz większą dostępnością komputerów osobistych i powstaniem standardu MIDI, zaczęły powstawać programy zwane sekwencerami MIDI. Pozwalały one na zaprogramowanie melodii i przebiegu akordów na komputerze oraz późniejsze ich odtworzenie na sprzętowym syntezatorze podłączonym przez port MIDI.

Miejsce komputera we współczesnym studiu nagrań – część druga

Poniższy tekst jest kontynuacją poprzedniego wpisu, który znajdziecie tutaj

Oprogramowanie do nagrywania i edycji dźwięku
W tym wpisie skupię się głównie na krótkim opisie dwóch narzędzi do profesjonalnej obróbki dźwięku.
Pierwszym z nich będzie edytor o nazwie Sound Forge firmy Sony Creative Software. Jest to jednoślad, tzn. pracujemy tylko na jednej ścieżce. Interfejs programu jest bardzo prosty, zawiera standardowe menu, paski narzędziowe oraz obszar na którym znajdują się pliki, które właśnie poddajemy edycji.

Dzięki Sound Forge'owi możemy w łatwy sposób zagłębić się w samą strukturę dźwięku, która jest reprezentowana przez tzw. waveform. W programie tym możemy edytować dźwięk nawet na poziomie pojedynczych próbek (zobacz: próbkowanie), dzięki czemu usuwanie wszelkich niepożądanych dźwięków z nagrania nie przynosi trudności.

Miejsce komputera we współczesnym studiu nagrań

Słowo wstępu

Technologia cyfrowa w dzisiejszym świecie zatacza coraz szersze kręgi i tak naprawdę istnieje coraz mniej dziedzin, których nie dotknęła by owa „cyfrowa rewolucja”. Nic więc dziwnego, że rynek związany z rejestracją i obróbką dźwięku także czerpie ogromnymi garściami z najnowszej technologii. Co prawda jest to dość specyficzne środowisko, w którym najczęściej korzysta się ze swoistej hybrydy cyfrowo-analogowej, gdyż nie każdy sprzęt zastępuje się cyfrowymi odpowiednikami. Jednak komputery już na stałe zagościły w większości studiów nagrań i obok sprzętów typowo analogowych spełniają bardzo istotną rolę w procesie produkcji dźwięku i wiele osób nie wyobraża sobie powrotu do czasów, w których całą pracę wykonywano w domenie analogowej.

Komputer pośród innych urządzeń w studiu nagrań

Poniżej zamieszczam uproszczony schemat połączeń urządzeń w studiu nagrań, w którym mam przyjemność od czasu do czasu nagrywać.

KDE jako zamiennik standardowej powłoki Windowsa

Kilka słów wstępu
Przy okazji czytania „Systemów operacyjnych” Tanenbauma i jedynego polskiego wydania serii o tym co się dzieje „pod maską” Windowsa, czyli „Windows 2000 od środka” Solomona i Russinovicha nabrałem ochoty na poszperanie w systemie. Szczególnie zaintrygowała mnie możliwość zmiany domyślnej powłoki, o której czytałem w tej drugiej książce.
Przeszukując wyniki z Google odnoszące się do tego tematu, znalazłem kilka projektów mających na celu zamianę standardowej powłoki systemów Windows (explorer.exe). Jednak moją szczególną uwagę przykuł jeden link: windows.kde.org

Czym jest KDE?
KDE obok Gnome jest jednym z najczęściej używanych środowisk graficznych w systemach uniksopodobnych (w tym na Linuksie). Prócz zapewnienia użytkownikowi możliwości zarządzania oknami i uruchamiania programów, projekt ten dostarcza także pokaźny pakiet oprogramowania: zaczynając od notatnika, przez pakiet biurowy, a na środowisku programistycznym kończąc.

W takim razie skąd wzięło się KDE na Windowsie?

Co zawdzięczam Linuksowi i czego pewnie bym nie wiedział, gdyby nie lata na nim spędzone


Na wstępie chciałbym wyrazić zdziwienie faktem, że niektórzy odebrali mój poprzedni wpis jako atak na Linuksa i bezczelny flame. Chciałbym zauważyć, że nigdzie nie napisałem iż ten system jest zły. Opisałem tylko dlaczego w moim przypadku na desktopie się nie sprawdził. Podsumowując - stawiam wygodę i szybkość z jaką mogę wykonać dane zadanie ponad cenę oprogramowania i ideologię z jakiej się wywodzi :)

Wracając do tematu: co zawdzięczam Linuksowi? Rzecz zdecydowanie przydatną, a za razem bezcenną - wiedzę. Dzięki dostępności świetnego (a za razem darmowego) oprogramowania serwerowego na tę platformę, szybko poznałem zasadę działania serwerów WWW, FTP i innych. Nauczyłem się m.in. podstaw administracji Apachem, czyli najpopularniejszym serwerem HTTP. Przy tej okazji dowiedziałem się co nieco o sieciach.

Prócz tego dowiedziałem się jak działa system operacyjny – w Linuksie widać wiele mechanizmów działających w systemie, można ich niemalże dotknąć.