O przemyśle muzycznym i piractwie

Jako, że wtrąciłem już swoje trzy grosze do dyskusji o Linuksie i Windowsie, teraz chciałbym zająć się tematem, który także wywołał niedawno burzę, a mianowicie piractwem. Znów będzie to wpis z trochę innej perspektywy. Chciałbym uświadomić wam pewną rzecz, której nie zauważyłem nigdzie pośród wpisów jakie pojawiły się na tym blogu, ale jednak jest ona bardzo istotna z punktu widzenia jakości dostarczanych nam nagrań.

Otóż do tej pory w czytanych przeze mnie wpisach odnoszę wrażenie, że wiele osób odbiera przemysł muzyczny w znacznie uproszczony sposób: istnieją słuchacze i artyści, a dookoła nich są "ci źli", czyli wytwórnie i ZAiKS. Co prawda ZAiKSu bronił nie będę, ale chciałbym zwrócić uwagę na to jak wygląda łańcuch dotarcia do słuchacza i promocji zespołu oraz na to, że tak naprawdę w wielu aspektach sukces artysty nie zależy od jego talentu.

Migracja z Linuksa na MS Windows - niemożliwe? Możliwe, przynajmniej na desktopie.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że poniżej zawarte są moje osobiste odczucia i luźne rozważania, nie poparte żadnymi badaniami statystycznymi, czasem może odrobinę przesadzone i możecie się z nimi całkowicie nie zgadzać, rzucać we mnie pomidorami, ale po prostu chciałbym pokazać niektórym bezgranicznie zakochanym w Linuksie, że przejście na "ciemną stronę mocy" czasem się zdarza ;)

Do napisania tego wpisu zachęcił mnie komentarz jednego z użytkowników dobrychprogramów, przedstawiony przez Dominika Dałka, w czasie jego prezentacji na HotZlocie, którego treści w 100% nie pamiętam, ale mniej więcej chodziło o to, że autor tego komentarza nie słyszał nigdy o migracji z Linuksa na Windowsa ;)

Otóż różnych dystrybucji Linuksa używałem przeszło 5 lat. Uczestniczyłem w życiu społeczności, ba nawet zdarzyło mi się napisać kilka tutoriali i być moderatorem forum linux.pl . Chłonąłem propagandę tego jaki Linux jest cudowny i jaki Microsoft ze swoim Windowsem jest zły.