Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

O przemyśle muzycznym i piractwie

Jako, że wtrąciłem już swoje trzy grosze do dyskusji o Linuksie i Windowsie, teraz chciałbym zająć się tematem, który także wywołał niedawno burzę, a mianowicie piractwem. Znów będzie to wpis z trochę innej perspektywy. Chciałbym uświadomić wam pewną rzecz, której nie zauważyłem nigdzie pośród wpisów jakie pojawiły się na tym blogu, ale jednak jest ona bardzo istotna z punktu widzenia jakości dostarczanych nam nagrań.

Otóż do tej pory w czytanych przeze mnie wpisach odnoszę wrażenie, że wiele osób odbiera przemysł muzyczny w znacznie uproszczony sposób: istnieją słuchacze i artyści, a dookoła nich są "ci źli", czyli wytwórnie i ZAiKS. Co prawda ZAiKSu bronił nie będę, ale chciałbym zwrócić uwagę na to jak wygląda łańcuch dotarcia do słuchacza i promocji zespołu oraz na to, że tak naprawdę w wielu aspektach sukces artysty nie zależy od jego talentu.

luqass zauważył, że tak naprawdę artyści zarabiają najwięcej na koncertach i reklamach, a tantiemy to jedynie drobny ułamek ich zarobków. Zgoda w 100%. Sprzedaż płyt nie jest głównym źródłem utrzymania artystów, tak więc o co ten hałas?

Problem nie leży w tym, że artyści tracą pieniądze. Problemem jest to, że wytwórnie ponoszą ogromne koszta związane z ich promocją, a przez piractwo taka inwestycja im się nie zwraca. Przez co wytwórnie będą promować tylko tych twórców, którzy są już "sprawdzonymi rozwiązaniami" i można na nich zarobić. Nie wiadomo ilu młodych, utalentowanych artystów z ogromną ambicją nie może zaistnieć tylko przez to, że wytwórnia w nich nie zainwestuje, bo nie może pozwolić sobie na takie ryzyko.

To, że twórcy zarabiają na koncertach i reklamach tak naprawdę jest wynikiem tego, że zaistnieli oni w naszej świadomości, a jest to możliwe dzięki temu, że wytwórnie płytowe poniosły koszt związany z tworzeniem nagrań i ich promowaniem w radiu i telewizji. Więcej piractwa = mniejsze fundusze wytwórni = mniej nowych artystów i tak w kółko ;) Możecie powiedzieć, że przecież twórcy równie dobrze mogą za darmo promować się w internecie, jest myspace i inne tego typu serwisy, ale czy znacie chociażby jeden zespół, który przeniknął do świadomości tłumu w ten sposób i odniósł komercyjny sukces?

Za skutek uboczny mniejszej ilości sprzedanych płyt i próbę ratowania sytuacji można by uznać także tzw. "wojnę głośności". Otóż producenci nagrań od początku XXI wieku zwiększają odczuwalną głośność nagrań, ponieważ jeżeli nagranie danego wykonawcy zabrzmi w radiu głośniej niż innego, tym większe prawdopodobieństwo, że zostanie zauważony i sprzeda więcej płyt. Niestety nagrania takie tracą wszelkie walory artystyczne, a brzmią jakby ktoś przejechał po nich walcem, dynamiki (w sensie różnicy w głośności sygnału cichego do głośnego) jest w nich coraz mniej, za to uszy bolą coraz bardziej... 

Komentarze

0 nowych
saiver   4 #1 14.07.2010 11:04

Bardzo dobre spostrzeżenie odnośnie dynamiki współczesnych mixów utworów. Nie tyle co uszy bolą, co przesłuchanie w całości współczesnych albumów graniczy powoli z cudem. Umysł ludzki słuchając tak zdynamizowanych utworów jeden po drugim szybko się męczy. Kończy się powoli era słuchacza-audiofila ...

  #2 14.07.2010 11:35

Radio niesłuchacze słysząc o zarobkach wytwórni drapią się w głowę i myślą a cóż oni chcą.Dodatkowym czynnikiem jest poziom artstyczny znacznej części wykonawców.Jeżeli ktoś chce posłuchać wmiarę dobrej muzyki ."wędruje" po różnych stronach i piratuje.Lista utworów nadawanych na części stacji jest bardzo ograniczona.Nie znaczy to że należy pobierać nielegalnie.Poziom jakościowy utworów znacznie się obniżył odwrotnie do głośności.

TheUsh   7 #3 14.07.2010 12:07

@{nie}słuchacz radia:
Może nie do końca jasno to napisałem, ale poziom artystyczny spada, bo wytwórnie inwestuję tylko w to, co się w 100% sprzeda. Podobny problem jest z nadużywaniem programów typu Auto-tune. Ludzie inwestujący w artystę chcą mieć pewność, że inwestycja się zwróci, stąd coraz mniej ambitnych artystów na szczytach :)
Paradoksalnie doszło już do tego, że niektórzy artyści aby wydać płytę, sami inwestują swoje pieniądze (vide: Bonarek & Wierzbicka - Moja Emily Dickinson) i bez promocji w mediach kokosów na tym nie zarabiają...

roobal   14 #4 28.09.2010 13:10

@TheUsh

"Paradoksalnie doszło już do tego, że niektórzy artyści aby wydać płytę, sami inwestują swoje pieniądze (vide: Bonarek & Wierzbicka - Moja Emily Dickinson) i bez promocji w mediach kokosów na tym nie zarabiają..."

Niestety, to co dobre, nie zawsze jest promowane, a tak jak piszesz, to co modne i się sprzeda. Jednak problem samopromocji dotyczy niektórych z przymusu (czyt. hiphowpowców), których media nie chcą już promować i nie dlatego, że używają wulgaryzmów, które przecież można wyciszyć, wybipać, reverse'ować bądź nagrać wersję czystą utworu bez wulgaryzmów (takim przykładem czystej wersji z muzyki niehiphopowiej jest chociażby piosenka Katy Perry - Hot'n'Cold, gdzie w wersji radiowej jest fragment "Yeah you, PMS, like a girl I would know..." a w wersji oryginalnej, na płycie jest inne, popularne określenie dziewczyny, zaczynające się na literę "b") ale dlatego, że rap według mediów jest już niemodny.

Pozdrawiam!