r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Tinder dla feministek już dostępny, wkrótce wersja dla młodych, pięknych i bogatych

Strona główna AktualnościINTERNET

Mechanizm działania Tindera w momencie premiery był sporą innowacją. Serwisy randkowe pozwalają na publikowanie dużej ilości trudnych do zweryfikowania informacji, co z kolei pozwala na dowolne modyfikowanie swojego wizerunku do wiadomych potrzeb, Tinder stanowi natomiast minimalistyczną alternatywę. Kilka zdjęć, akapit autoprezentacji i wiedza o wspólnych polubieniach na Facebooku – okazuje się, że to wszystko, czego potrzeba, aby kwalifikować drugą osobę jako interesującą lub nie. Nic dziwnego zatem, że po tym strzale w dziesiątkę, zaczynają powstawać liczne wariacje na ten temat.

Duże zainteresowanie Tinderem zostało zauważone także przez naukowców. Na przykład według socjolog Pauli Bialski z Uniwersytetu Leuphana w niemieckim Lüneburg, program nie może być w ogóle porównywany do popularnych serwisów randkowych. W wypowiedzi dla Gazety, Bialski stwierdziła, że Tinder służy przede wszystkim do jednorazowych przygód i osiągania szybkiego dostępu do dowolnej liczby partnerów seksualnych. W niektórych środowiskach Tinder jest otwarcie krytykowany, co nieszczególnie dziwi w naszych wtórnie purytańskich czasach.

Whitney Wolfe stała się obiektem zainteresowania mediów jeszcze w pod koniec zeszłego roku, kiedy wysunęła zarzuty o dyskryminację seksualną w swoim dotychczasowym pracodawcy, którym był, a jakże, Tinder. Krótko po tym Wolfe zapowiedziała pracę nad swoją własną aplikacją, Bumble, opierającą się na wypracowanym przez Tindera modelu. W jej koncepcji istniała jednak pewna kluczowa różnica w stosunku do pierwowzoru – po „sparowaniu”, rozmowę w aplikacji mogą rozpocząć tylko kobiety. Wolfe twierdzi, że nie ma zamiaru odbierać mężczyznom „władzy”, a raczej zmotywować kobiety do działania i uwolnienia się od przyjętych przez dekady wzorców, według których to mężczyzna powinien inicjować znajomość.

r   e   k   l   a   m   a

W kontekście nowych doniesień ze świata tworów tinderpodobnych, Bumble można potraktować co najwyżej jako ciekawostkę. Partnerstwo z Tinderem nawiązał właśnie Forbes. Magazyn patronuje prestiżowej społeczności 30 Under 30. Jej elitarnymi członkami jest 30 przedsiębiorców osiągających spektakularne sukcesy (i wyniki finansowe), którzy nie ukończyli jeszcze 30 roku życia. Na liście 30 under 30 znajdował się w swoim czasie między innymi Mark Zuckerberg.

To właśnie dla członków tej społeczności Forbes, we współpracy z Tinderem, przygotuje serwis, którego zastosowania będą się jednak istotnie różnić od pierwotnej aplikacji. Nienazwane jeszcze przedsięwzięcie ma być swojego rodzaju elitarnym serwisem społecznościowym. Co ciekawe, nie zaoferuje on swoim użytkownikom nic szczególnie nowatorskiego. Ot, możliwość udostępniania treści na tablicy czy komunikator. Istotą nowego medium mają być jednak użytkownicy – w przeciwieństwie do przeciętnych zjadaczy chleba, oddanie standardowych narzędzi w ręce młodych, pięknych i bogatych przedsiębiorców, ma według przedstawicieli Forbesa dać efekty w postaci wysypu nowych przedsięwzięć i innowacji.

Jak widać, model aplikacji odsądzany przez wielu od czci i wiary, znajduje coraz więcej zastosowań, nawet w kwestiach kompletnie niezwiązanych z wyszukiwaniem dowolnej liczby partnerów seksualnych. Skoro Tinder został zauważony przez taką medialną potęgę, jak Forbes, to można się spodziewać, że wkrótce podobne mechanizmy będą dostępne w coraz większej liczbie serwisów internetowych.

© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.