Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

To jest Linux cz.1

"Unix is simple. It just takes a genius to understand its simplicity." – Dennis Ritchie

Powyższe słowa współtwórcy Uniksa, doskonale wpisują się w to co także stanowi istotę Linuksa. Linux korzysta zresztą z całej filozofii Uniksa, dodając korzyści jakie płyną z współpracy pomiędzy deweloperami Wolnego Oprogramowania. Zrozumieć Linuksa i jego filozofię jest bardzo prosto - jest ona otwarta, nic nie ukrywa i nomen-omen - prosta. Jedyny problem to próba zaangażowania Linuksa w rozwój własnościowego oprogramowania i tu już zaczynają się komplikacje w stylu "jaki ten Linux trudny".

Poniżej i może w kilku następnych artykułach, postaram się w jakiś sposób wyjaśnić tę prostotę Linuksa, jego cele, jego filozofię i nieporozumienia jakie wynikają z uproszczeń spowodowanych porównywaniem do lepiej znanych systemów i ich sposobu dystrybucji. Zacznijmy więc...

Marketing

Linux nie ma marketingu. A przynajmniej nie ma w jego typowej komercyjnej formie. Na drodze marketingowi stoją otwarte źródła, które nie pozwalają na wyróżnienie zalet aplikacji od jej wad. Błędy powinny być zgłaszane publicznie, aby łatwiej je było łatać. Teoretycznie więc, dobra aplikacja, która nie posiada wielu wad sama się broni bez udziału marketingu i promocji.

Dziwny byłby także target takiego marketingu. Osoby, które chciałyby zaangażować w rozwój aplikacji i tak potrzebują jej źródeł i je znajdą (jak będą chciały). Na osobach, które nie chcą się angażować w rozwój takiego programu, marketing nic nie zyska, a tym samym to po prostu wywalanie pieniędzy w błoto.

Mało skuteczny jest w tym wypadku także PR dewelopera, ponieważ angażując się w promocję źródeł (należących do wszystkich), dystrybutor automatycznie promuje także innych uczestników. W efekcie Canonical dbając o własne imię poprzez promocję pakietów .deb, promuje także deweloperów Debiana. Jest to zresztą duża zaleta Wolnego Oprogramowania pozwalająca na ochronę praw do źródeł dla pierwotnych twórców.

Nie twierdzę, że marketingu nie da się wykorzystać w pewnych formach w ramach promocji Wolnego Oprogramowania. Po prostu uważam, że jego całkowite zaangażowanie jest zbyt kosztowne i nie gwarantuje zwrotu kosztów. W tym przypadku zawsze skuteczniejsza, dla rozwoju aplikacji, będzie promocja za pomocą otwartych źródeł.

Konkurencja

Nie chodzi tutaj o to, że w ramach Wolnego Oprogramowania nie ma konkurencji (bo nie ma!). Chodzi mi raczej o jej złe pojmowanie. Wszystkie aplikacje Open Source mają jakieś powiązania na poziomie źródeł. W efekcie ktoś kto korzysta z naszych źródeł tworzy dla nas alternatywne rozwiązania i de facto rozwija nasze oprogramowanie. Taką paradoksalną sytuację widać zresztą na przykładzie GNOME i Unity, które każdy uważa za konkurencję, choć oba projekty na wzajem się wspierają rozwijając ten sam projekt na poziomie jego podstawowych źródeł, a także podobnego zestawu programów. Cokolwiek byśmy nie powiedzieli o zaszłościach pomiędzy Canonical, a GNOME jest w ich pracy więcej wspólnego rozwijania kodu, niż konkurencji. Promowanie jakiejkolwiek konkurencji pomiędzy nimi jest także skierowane przeciwko dotychczasowym fanom, ponieważ prowadzi do rozłamu w ramach projektu, którzy ci uważają za dobry.

W rzeczywistości nawet pomiędzy GNOME, a KDE istnieje sieć współpracy nad wieloma wspólnymi projektami (Zeitgeist, Telepathy, GStreamer i inne). Nikt nie ma więc pewności, że użytkownik tak naprawdę zainteresuje się GNOME i czy mu się spodoba. Równie dobrze może uznać te środowisko za niewystarczające dla jego potrzeb i pozostać choćby przy Windows. Jeśliby taka osoba jednak skorzystała z KDE, użytkownicy GNOME mieliby z niej dość znaczące korzyści.

Konkurencja nie jest jednak skuteczna w obliczu dystrybucji oprogramowania Open sSource. Oprogramowanie, które jest otwarte nie może być konkurencyjne, ponieważ cały czas stanowi alternatywę dla projektów, które w każdej chwili mogą wykorzystać jego źródła. Sytuacja taka miała miejsce niedawno, kiedy Canonical zdecydowało się na wykorzystanie Qt w wielu swoich aplikacjach. Jest to dość dziwny krok w obliczu faktu, że z założenia Ubuntu miało być tą dystrybucją, która ma promować GNOME/GTK. Jednak nie dziwi nikogo kto zna świat Open Source i sposób w jaki się go rozpowszechnia.

Teoretycznie Ubuntu jako dystrybucja to oczywiście GNOME/GTK. Jednak już w repozytorium tej dystrybucji znajdziemy programy KDE, Qt, Java i wiele innych, które w teorii stanowią konkurencję. KDE dostarcza ponadto kompletne rozwiązanie dla pulpitu, co już z założenia może być konkurencją dla Unity. W teorii marketingu Canonical sam wspiera (zachęca do instalacji) konkurencyjne rozwiązania. Występuje więc przeciwko sobie, a tym samym traci pieniądze włożone w marketing. W efekcie jednak otrzymuje efekty pracy wielu deweloperów, za które w komercyjnej rzeczywistości musiało by zapłacić, pomimo tego że oficjalnie nie są one wykorzystywane w domyślnej instalacji.

W rzeczywistości, jeśli Canonical zrezygnowałby z dystrybucji jakiegoś oprogramowania stworzyłby dla siebie ... konkurencję w postaci dystrybucji, które te oprogramowanie dostarczyłoby użytkownikowi. Tym samym Canonical ograniczyłoby użytkownika w dostępie do oprogramowania, co przeczy samemu charakterowi dystrybucji linuksowej. Świat otwartego oprogramowania kieruje się więc wolnością wyboru. To użytkownik sam decyduje jakie oprogramowanie jest dla niego atrakcyjniejsze i tym samym dokonuje selekcji pomiędzy nim, a tym mniej wartościowym. Jak zauważyłem wcześniej każda ingerencja marketingu w ten system to po prostu ograniczenie wolności wyboru, co jest ze szkodą dla użytkownika i nie daje gwarancji sukcesu.

Dystrybucje

Oczywiście o dostarczanie oprogramowania użytkownikowi dba dystrybucja. Wielu (początkujących) użytkowników traktuje dystrybucję w znaczeniu słowa system. Jest to błąd. Dystrybucja to nie system - to sposób w jaki system jest rozpowszechniany. Nie ma więc wielu systemów linuksowych. Jest jeden system, który posiada różne formy dostarczania go do użytkowników końcowych. Tak samo jest z Windowsem. On także posiada swoje dystrybucje w postaci edycji, które różnią się m.in. oprogramowaniem jakie jest dostarczane domyślnie z każdą edycją, lub ustawieniami systemowymi (wyłączone efekty graficzne w Windows Starter).

Na tym poziomie nie ma konkurencji. Im mniej zmieniony jest fork względem oryginału tym lepiej dla oryginału. W konsekwencji dystrybutor, który "zmienia tylko tapetę" w rzeczywistości pomaga po prostu rozpowszechniać oryginał (tylko z inną tapetą). Jest to więc jak najbardziej w interesie Canonical, bo dostarcza jego oprogramowanie do większej ilości użytkowników. W efekcie zamiast walczyć z Mintem jako domniemaną konkurencją, społeczność Ubuntu powinna zadbać o promocję oprogramowania dostarczanego z Ubuntu w ramach Minta. Sam Canonical dostrzega w tym logikę tworząc swoje programy dla użytkowników Windowsa i OSXa.

Podsumowanie

Dlaczego więc marketing w Linuksie nie ma sensu? W teorii marketingu chodzi o to, aby znaleźć chętnych do zakupu produktu. Osób które są gotowe za produkt zapłacić jeszcze przed jego dostarczeniem im do rąk. W tzw. marketingu linuksowym chodzi o to, aby znaleźć jak najwięcej użytkowników nie dbając o jakość takiego połowu. Wiele osób sugeruje, że w tym tłumie znajdą się na pewno osoby, które zapłacą jakąś sumę na poczet rozwoju tego oprogramowania. Dla marketingu tacy niby klienci nie mają sensu, aby się dla nich starać.

W tym tłumie znajdą się zapewne osoby, które wspomogą projekty Open Source za pomocą jakiegoś kodu. Jednak wiedza takich osób raczej nie potrzebuje marketingu tylko właśnie swobody dostępu do kodu. marketing w takim przypadku może nawet zafałszować takiej osobie cały obraz sytuacji.

i na koniec...

Powyższy artykuł jest mam nadzieję pierwszym z serii, w której chciałbym poruszać nieścisłości związane z niewłaściwym pojmowaniem niektórych kwestii związanych z Wolnym Oprogramowaniem. W powyższym chciałem podyskutować o szeroko pojmowanej promocji Linuksa i związanymi z nią nieporozumieniami. Mam nadzieję, że zachęcę do dyskusji, bo to temat-rzeka i starczyłoby materiału na niejedną książkę. Czy jednak korzystanie z narzędzi komercyjnego marketingu ma sens w obliczu otwartych źródeł? Czy jesteśmy gotowi ograniczać wolność wyboru użytkownikom i tym samym sobie w myśl szeroko pojętego marketingu? Czy jesteśmy uprawnieni do blokowania promocji innym uczestnikom społeczności tworzącej Open Source w imię promocji naszych, ulubionych narzędzi? To oczywiście pozostawiam pod dyskusję.

P.S. następny art będzie o współpracy pomiędzy deweloperami i różnicach w stosunku do komercyjnego sposobu dystrybucji. 

linux internet hobby

Komentarze

0 nowych
alucosoftware   7 #1 12.11.2012 18:25

Ciekawy punkt widzenia.

Zastanawia mnie kwestia licencjonowania w kontekście nadużywania frazy "Wolne Oprogramowanie". Czy tak naprawdę oprogramowanie udostępniane na licencji GPL (i pochodnych) jest Wolne? Czy restrykcyjna licencja ograniczająca swobodę wykorzystywania kodu źródłowego jest korzystna dla światka open source?

Quest-88   15 #2 12.11.2012 19:28

@alucosoftware

Kwestia wirusowatości GPL została wyjaśniona już dawno temu. Autorowi, który udostępnia kod na takiej licencji zależy, aby wszelkie modyfikacje trafiły z powrotem do społeczności projektu. Czasami jakaś duża firma ukradnie taki kod i próbuje sprzedać program, co również jest wbrew woli autora.

Przykład: Windows 7 USB/DVD Download Tool
http://www.dobreprogramy.pl/Windows-USBDVD-Download-Tool-wraca-na-licencji-GPLv,...

http://www.dobreprogramy.pl/Znane-firmy-pozwane-za-lamanie-GPL,Aktualnosc,15745....

GPL jest licencją głównie pro społeczną, która chroni wolność drobnych ciułaczy przed pazernością korporacji. Z drugiej strony są licencje BSD, gdzie autorzy programów nie dbają o to co dzieje się z ich kodem. Może on być wykorzystany, spieniężony przez innych, a autor nawet nie dostanie sprzężenia zwrotnego.

Najczęściej pojęcie "Wolnego Oprogramowania" w kontekście "wolne jak BSD" propagują firmy żerujące na dorobku innych deweloperów.

Autor edytował komentarz.
JanStefan   6 #3 12.11.2012 20:14

Źle rozumiesz pojęcie "Marketing" głównym celem marketingu, jest zapewnienie rozpoznawalność marki.

Większość dystrybucji Linux'a preferuje marketing oparty o ideały, w którym to dostaje rzeszę osób, wpływających na rozwój "produktu" w większym lub mniejszym stopniu. W pewnym stopniu osoby te są wynagradzane oddaniem do ich dyspozycji produktu, ale pieniądze zbiera deweloper. Moim zdaniem lepiej wynagradzani za pracę i ogólnie na lepszych warunkach są dzieciaki pracujące w fabrykach FoxConn.

@RaveStar
w pełni się zgadzam z Twoją wypowiedzią.

PS
Osobiście nazwał bym to sektą, która wyzyskuje ludzi, pod płaszczykiem haseł głoszonych w imię wolności itd. Jestem Ciekaw, kiedy ludzie zorientują się, że dzięki ich pracy, ktoś tam za ich plecami zgarnia grubą kasę.

Pozdrawiam
JanStefan

Autor edytował komentarz.
alucosoftware   7 #4 12.11.2012 21:10

@RaveStar
Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja odnoszę takie wrażenie. Dzięki za potwierdzenie.

xia   4 #5 12.11.2012 21:30

@RaveStar

Dziwię się, że w innych postach atakujesz komercyjne produkty. Sam również uważam, że open source psuje rynek, przyzwyczaja ludzi do darmochy, do nie płacenia za oprogramowanie, sprowadza programistów do roli hobbystów i wolontariuszy, a nie wysokoopłaconych specjalistów. Niszczy informatykę jako dochodową gałąź gospodarki.

Skoro linuksa na desktopa i serwer czy open office-a mogę mieć za darmo, to ile powinienem zapłacić za program księgowy ?? Maksymalnie pewnie z 5 zł ;).

Edit:

A i żeby nie było, to nie uważam, że open source jest zły z punktu widzenia całej gospodarki, ponieważ ewentualne oszczędności zostaną skierowane do innych jej gałęzi np. motoryzacji, budownictwa czy turystyki, po prostu darmowość oprogramowania podcina finansowo samą informatykę oraz utrwala złe wyobrażenie, że programy i praca włożona w ich rozwój jest mało warta, ponieważ można legalnie je mieć za darmo.

Autor edytował komentarz.
StawikPiast   10 #6 12.11.2012 22:03

Sytuacje i rozwój OpenSource najlepiej pokazuje przykład programu Janosik, czyli odpowiednik Płatnika od ZUS-u. Póki protokół był tajny to była wielka bitwa i wyzywanie ZUS-u od najgorszych (moim zdanie słusznie walczono o uwolnienie protokołu bo to się do innych programów przydaje).
Po wygranej sprawie w sądzie projekt został porzucony bo trzeba bylo sie wziasc do roboty i to nie hobbystycznej a prawdziwej.

Ave5   8 #7 12.11.2012 22:18

Tak przeglądam komentarze pod tym wpisem i cieszę się, że jestem daleko od co poniektórych obywateli naszego kraju....zgroza, co wybrane jednostki mają w głowach.

@luke   4 #8 13.11.2012 00:37

"StawikPiast | 12.11.2012 22:03
Sytuacje i rozwój OpenSource najlepiej pokazuje przykład programu Janosik, czyli odpowiednik Płatnika od ZUS-u. Póki protokół był tajny to była wielka bitwa i wyzywanie ZUS-u od najgorszych (moim zdanie słusznie walczono o uwolnienie protokołu bo to się do innych programów przydaje).
Po wygranej sprawie w sądzie projekt został porzucony bo trzeba bylo sie wziasc do roboty i to nie hobbystycznej a prawdziwej."

Otóż to! I to jest ogólnie problem każdego darmowego, wolnego oprogramowania, które na siebie nie zarabia i nie daje twórcy/twórcom żadnych pewnych korzyści majątkowych. Bo nie czarujmy się, każdy chce coś robić i na tym zarobić. Czas to pieniądz, a gdy straci się go na robotę za darmo, to dopiero można odczuć, że był to spory błąd.
Jakość darmowego, wolnego oprogramowania dość często nie powala. Chodzi mi tutaj o aplikacje typowo desktopowe, do obróbki filmów, grafiki, dźwięku itd. Nie znajdzie się ani jednej aplikacji, która byłaby w pełni darmowa i zastąpi ona Photoshopa, AutoCAD'a czy tam FL Studio i tym podobne programy. Oczywiście, jest sporo użytecznych aplikacji konsolowych, których po prostu nie znajdzie się na Windowsie. Pomijam tutaj celowo kwestię Mac'a, bo z tego co wiem MacPorts pozwala na instalację aplikacji dostępnych only for Linux. Wracając do Okienek - czy dla tych kilku aplikacji konsolowych warto zmieniać system np. Windows 7 na Ubuntu? Moim zdaniem absolutnie nie. I to nawet gdyby te aplikacje konsolowe były twoimi głównymi programami, z których korzystasz w domu. Dlaczego tak sądzę? Otóż marna jakość wolnych, darmowych programów to nie tylko bolączka tych aplikacji, które znajdziemy np. w Ubuntu Software Center.

Sam kernel też ma spore niedociągnięcia. Baaa, twierdzę wręcz, że w wersji 3 został totalnie skopany. Tak jak na PC'tach się tego nie odczuje, tak na urządzeniach mobilnych - netbooki, ultrabooki, notebooki - można to boleśnie odczuć. Pomijam kwestię technologii Optimus. Nawet w laptopie tylko z np. Intel i5 + HD 3000 są problemy z oszczędzaniem energii. Tak jak w wersji kernela 2.6.x.x ich nie było, tak w wersji 3 od tak się pojawiły. Pytam się, dlaczego? Laptop-mode-tools; powertop; odpowiednia konfiguracja systemu jak i tych aplikacji nic nie pomaga. Efekt nadal jest ten sam - laptop nadal cholernie mocno się grzeje, działa bardzo głośno, a czasy pracy na akumulatorze są marne.
Kogo jest więc to sprawka? Hę? Moja? Czy może zawinili producenci sprzętu, bo nie wydają driverów na Linuxa…

No i w ten oto sposób doszliśmy do kolejnej wady dystrybucji Linuxowych – sterowników. Jest ich sporo, działają stabilnie ale tylko dla hardware’u starszej generacji. Nowszy sprzęt jest obsługiwany albo niezbyt poprawnie albo w ogóle. Rozumiem sytuację z Optimusem – tutaj nvidia dała ciała. Ale oszczędzanie energii w procesorze? Obsługa karty Intelowskiej zintegrowanej? Z tym problemów ponoć nie ma, więc czemu do cholery jednak są? Dlaczego mój notebook nadal nie jest w pełni wspierany? To samo pytanie zadaje pewnie jeszcze więcej osób na świecie, które interesują się informatyką albo są związane z nią zawodowo. I wiecie co? Mam wyjście jak rozwiązać ten problem – zamiast robić milion śmieciowatych środowisk graficznych, może niech developerzy wolnego software’u zajmą się Waylandem? Albo poprawkami kernela? A nie wydają jakieś kolejne, n’te, środowisko graficzne, które przetestuje pewna grupa osób a potem je wywali, bo okaże się niestabilne.

I gdzie widze tutaj zalety płacenia za soft? Otóż z takim Windowsem 7 dostajemy gwarancję, że sterowniki będą działać o wiele lepiej niż pod Linuxem, programów będzie masa (i to w miarę dobrej jakości, bo w grę wchodzi pieniądz) i dodatkowo otrzymujemy bardzo stabilny system. Czego wiecej chcieć?

I oto moja opinia na temat wolnego, darmowego oprogramowania oraz tego jak się ona ma do płatnych produktów. Oczywiście, nie musicie się z nią zgadzać, każdy ma przecież inne zdanie na ten temat.

Btw. gdy potrzebujecie pewnych aplikacji Linuxowych bez których żyć nie możecie, to róbcie tak jak ja - VirtualBox/VmWare -> wirtualizacja dystrybucji która nas interesuje. Ja tak robię w domu jak i podczas pracy. Stwierdzam, że lepszego rozwiązania jeszcze chyba nie ma :)

Autor edytował komentarz.
sgj   10 #9 13.11.2012 01:15

@luke "Oczywiście, jest sporo użytecznych aplikacji konsolowych, których po prostu nie znajdzie się na Windowsie. "

Znajdzie się. Na cygwinie można nawet X server odpalić.

Autor edytował komentarz.
GregKoval   8 #10 13.11.2012 04:17

@alucosoftware

>>"Czy tak naprawdę oprogramowanie udostępniane na licencji GPL (i pochodnych) jest Wolne?"

W znaczeniu - wolne, bo nie można go zniewolić, jak najbardziej!

>>"Czy restrykcyjna licencja ograniczająca swobodę wykorzystywania kodu źródłowego jest korzystna dla światka open source?"

Kod źródłowy na licencji można swobodnie i bez ograniczeń wykorzystywać, nie można go tylko zamknąć, bo to "ogranicza swobodę jego wykorzystywania" przez innych, czyli właściciela tego kodu. I tak jest korzystna, bo jakoś nie mogę sobie przypomnieć o żadnym środowisku graficznym napisanym na licencji BSD, wniosek - licencja nie BSD nie jest tak korzystna dla rozwoju oprogramowania jak GPL.

@RaveStar
>>Nikt nikomu nie zabrania wzięcia kodu GPL, przeróbki i świadczenia usług bez pokazywania kodu. "

Dopóki oczywiście nie zamierzasz go opublikować. Tyle, że tym zdaniem przeczysz pierwszemu akapitowi o restrykcyjności GPL.

>>"GPL m. in. odpowiedzialna jest za słabą adaptację Linuksa na PC..."

Tak samo jak BSD, MIT, czy Apache, jakoś nie widzę, żeby te licencje rządziły na PC.

>>"... i za słabą ilość softu na Linux."

Chyba MAŁĄ ilość softu! To ile tego softu się już doliczyłeś?

>>"Stallman zapomniał, że nikt nie tworzy od razu wielkiego softu i musi z czegoś żyć zanim soft zacznie zarabiać na resztę firmy."

Wytłumacz mi to na chłopski rozum - jak program może zarabiać na siebie skoro jeszcze nie powstał?

>>"Jeżeli firma jest już duża może wydać kod na GPL."

Ile wielkich firm tak robi? Adobe? Microsoft? Apple?

>>" Zwykle wtedy kod jest tak duży, że mało kto chce tego dotykać : Gimp, LibreOffice, Blender - jakoś nie widać ich klonów."

O czym ty bredzisz człowieku!? Te programy w momencie powstawania były tylko malutkimi projektami w głowach zapaleńców. Znaczący tu jest zwłaszcza przykład Blendera, który został odkupiony od upadającej wtedy firmy NaN z publicznych składek i przekazany jego rozwój w ręce Blender Fundation. Jakby nie zwolennicy Wolnego Oprogramowania nikt by się katastrofą tego projektu nie przejął.

Jeśli chodzi o GIMPa to jest obecnie chyba jedyna alternatywa dla PSa na Windowsie. Znaczy się, że gdyby nie Wolne Oprogramowanie użytkownicy tego systemu musieliby bulić min. 4 tyś. na program do obróbki zdjęć.

>>"Powoduje to sytuację w której beneficjentami GPL są paradoksalnie nie mali użytkownicy, a wielkie korporacje: Google, RedHet, Oracle i inne."

Jakoś nie widzę w sklepie Googla wymienionych przez ciebie aplikacji. Co do Oracle i RedHat (RedHet - He, he :) to raczej udostępniają te programy za darmochę, więc nie wiem czemu mają być beneficjentami.

>>"Wydając plugin na GPL do Office i chcąc wziać trochę kasy za niego za chwilę ktoś z LibreOffice może taki kod włączyć do ich pakietu i już nic nie zarobisz. Korporacja przejmie twoją własność, a ty lądujesz pod mostem."

Głupoty piszesz - możesz wydać taki plugin na jakiej chcesz licencji, nie musi być wolna.

>>"To jest wizja Stallmana: zrobić z programistów żebraków. O nic innego mu nie chodzi. To chory człowiek."

Najgorsze, że jako twórca tego oprogramowania robi sam z siebie żebraka :P

Zresztą jeśli wydam kod na licencji BSD, to każdy może ten kod wziąć zamknąć, zmodyfikować, sprzedać i cieszyć się z tego, że znalazł niewolnika, który odwalił za niego kawał dobrej roboty. Czy to nie czyni z twórcy BSD NIEWOLNIKA?!

@JanStefan

>>"Źle rozumiesz pojęcie "Marketing" głównym celem marketingu, jest zapewnienie rozpoznawalność marki."

"celem marketingu jest takie wywarcie wpływu na konsumenta, by zakupił produkt bez względu na potrzeby, jakie odczuwa."
http://mfiles.pl/pl/index.php/Cele_marketingu

-Niewiele tu o rozpoznawalności marki. A choćby takie działy marketingu jak strategia sprzedaży, niewiele mają bezpośredniego wpływu na markę.

>>"Większość dystrybucji Linux'a preferuje marketing oparty o ideały, w którym to dostaje rzeszę osób, wpływających na rozwój "produktu" w większym lub mniejszym stopniu."

Cała ta praca jest zabezpieczana poprzez licencję GPL, osoba wnosząca wkład wie czego może na prawach tej licencji oczekiwać w zamian. Nie wiem gdzie tu masz do czynienia z pracą dla idei?

>>"W pewnym stopniu osoby te są wynagradzane oddaniem do ich dyspozycji produktu, ale pieniądze zbiera deweloper."

To chyba dobrze, że twórca programu dostaje zapłatę za jego wykorzystanie?

>>"Moim zdaniem lepiej wynagradzani za pracę i ogólnie na lepszych warunkach są dzieciaki pracujące w fabrykach FoxConn."

Uwierzyłbym, gdybym zobaczył że te dzieciaki chwalą się choćby nowym iPadem otrzymanym w ramach premii świątecznej. Twórcy Linuksa mają tu lepiej mogą zabrać to co wytworzyli do domu :P

>>"Jestem Ciekaw, kiedy ludzie zorientują się, że dzięki ich pracy, ktoś tam za ich plecami zgarnia grubą kasę."

Kto? Powiedz kto? o Wszechwiedzący!

@xia

Który z deweloperów napisał, że tworzy za darmo?

@StawikPiast

Rozwój Janosika: 2002 - powstaje logo programu
2003- powstaje wersja 0.0.1
2003 (3 m-ce później) powstaje wersja 0.0.2
Koniec

Od tego czasu aż do roku 2007, kiedy ZUS udostępnił tę specyfikację nic nie zrobiono. Nie wiem dlaczego sądzisz, że po tym czasie mogło coś więcej się ruszyć. Mierne projekty można znaleźć wszędzie - to żadna reguła Open Source.

@alucosoftware, @RaveStar, @JanStefan, @xia, @StawikPiast

Czy któryś z panów mógłby mi odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy ktoś zakazuje tworzenia zamkniętego oprogramowania na Linuksa? Tzn. chcę stworzyć super edytor tekstu (albo raczej procesor tekstu) dla Linuksa rozpowszechniany na własnej licencji, czy ktoś mi tego zabroni?

JanStefan   6 #11 13.11.2012 09:02

@GregKoval

Strasznie nieczytelnie odnosisz się do komentarzy. W takim sensie, że ciężko znaleźć coś co by mnie się bezpośrednio dotyczyło, ale to mniej istotna kwestia.

Możemy prześcigać się w wielu różnych definicjach marketingu. Najogólniej marketing polega na promowaniu marki, tak by była rozpoznawalna. Marketing niesie też inne przesłania, inne jak to które napisałeś, dlatego wolałem uogólnić, aniżeli wychwycić tylko to co nie pasuje, lub pasuje do tej idei, o której piszesz. A to wszystko dlatego, by nie zostać posądzonym o manipulacje. W tym ogólnym założeniu każdy z nas ma rację, bo "owa marka - idea" nie musi być promowana u kasjerek (a więc zaprzecza temu ogólnemu założeniu), ale w środowisku programistów już ten marketing bardzo mocno działa.

Osobiście, nic do tego co napisałeś nie mam, na szczęście nie dałem się uwieść tej idei o której mowa. Ja sam wolę pracować z grupą osób, która ma jasne założenia co do danego projektu. Otrzymywać za to pieniądze, za które mogę kupić inny projekt, co prawda bez możliwości bezpośredniej ingerencji, ale za to wspierając przekazując kwotę. Tym samym wspieram inne projekty, sam mam co do gara włożyć, a i zaoszczędzi się na dobre wakacje. Co prawda funkcjonuje w innej dziedzinie, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której to zostałbym nagrodzony słowami: "w słusznej sprawie pracujesz."

Każdy dokonuje wyboru, jakiego chce nikomu niczego nie zabraniam i jeżeli tak odczytałeś mój komentarz, to wiedz, że nie miałem zamiaru tego tak przedstawić. Ba mój, komentarz trzeba potraktować z przymrużeniem oka, chociaż wydaje mi się, że ogólne wnioski jakie można wyciągnąć pokrywają się z prawdą.

Co do ostatniego pytania, napiszę tak:
Nikt niczego nie zakazuje, ale żyjąc w świecie wolnego oprogramowania, podjęcie takich działań jest mało sensowne, chociażby dlatego, że ludzie, którzy korzystają z wolnego oprogramowania będą z niego korzystać dla samej idei, nawet jak produkt zamknięty będzie lepszy. Na dowód tego co napisałem można wyszczególnić, wojny programowe między płatnymi i ich odpowiednikami bezpłatnymi, np. Photoshop i gimp. Wybacz, ale taka wojna jest bezsensowna i jedynie gimp może wygrać na tle ideologicznym, a sam w sobie ideologii nie cierpię bo one właśnie prowadzą do konfliktów. Ideę ciężej zmienić aniżeli przekonanie, itd itp.

To też dowodzi, dlaczego na Linuxa nie ma Photoshopa, Offica, Corela, itd. itp. W tym przypadku, programiści tworzący zamknięte oprogramowanie, musieli by produkt udostępnić za darmo i liczyć na wsparcie pojedynczych osób. Ja taki mechanizm nazwałbym - żebraniem.

Pozdrawiam
JanStefan

Autor edytował komentarz.
  #12 13.11.2012 09:48

Ja za bardzo nie rozumiem dlaczego Stallmana wyzywa się często od najgorszych - to po prostu idealista który nie zauważył, że idealny świat można stworzyć tylko z idealnymi ludźmi.


Co do licencji - wydaje mi się, że problem jest o wiele bardziej złożony.
Oczywiście GPL nie jest idealną licencją i wciskanie jej na siłę do wszystkich projektów jest po prostu głupotą co zresztą zaznaczył nawet Stallman, który uważał, że w niektórych przypadkach lepiej użyć LGPL.

Jednak do których projektów GPL byłby lepszy?
Myślę, że np. jądro Linuksa jest idealnym przykładem - licencja GPL poprzez narzucenie pewnych ograniczeń daję zarówno gwarancję, że wszelkie modyfikację będą wpływać na dalszy rozwój systemu na czym skorzystają wszyscy (np. poprawki bezpieczeństwa, obsługa nowego sprzętu).

Licencja GPL jednak nie za bardzo sprawdza się w różnego rodzaju bibliotekach - dajmy na to przykład: piszemy projekt dla firmy który oczywiście chcemy sprzedawać, nagle okazuję się, musimy otwierać jakiś tam plik (np. graficzny), a ponieważ nie warto wyważać otwartych drzwi, znajdujemy w internecie bibliotekę która to obsługują, no i niestety okazuję się, że jest na GPL które wymusza na nas aby cały projekt był na tej samej licencji! Takie coś jest oczywiście chore - przecież nasz projekt jest zupełnie oderwany od tej biblioteki i zupełnie nie wpłynie na jej rozwój (zakładam, że nic nie modyfikujemy).

GregKoval   8 #13 13.11.2012 12:41

@JanStefan

Cieszę się, że przynajmniej jedna osoba odniosła się do TEMATU powyższego utworu, a nie jak reszta wykorzystała do przedstawienia swojej IDEOLOGICZNEJ postawy wobec Wolnego Oprogramowania.

>>"Najogólniej marketing polega na promowaniu marki, tak by była rozpoznawalna."

Wolne Oprogramowanie nie stoi na drodze w kwestii promowania marki, ba nawet licencja wiele ułatwia tzn. Google nie jest wcale zobowiązane nazywać Androida Linuksem, czy nawet GNU/Linuksem. Promocja marki jednak nie jest celem marketingu (jak to już udowodniłem), jest tylko środkiem do osiągnięcia tego celu.

>>"Otrzymywać za to pieniądze, za które mogę kupić inny projekt, co prawda bez możliwości bezpośredniej ingerencji, ale za to wspierając przekazując kwotę."

Myślę, że także twórcy Wolnego Oprogramowania lubią otrzymywać jakieś pieniądze za swoją pracę. Dlatego m.in. umieszczają te banery DONATE na stronach projektu. Różnica polega tylko i wyłącznie na braku określenia wysokości takiej wpłaty i fakcie, że produkt otrzymujesz już jako final jeszcze przed zapłatą. Wnioskuję, więc że problem tzw. darmowości oprogramowania Open Source leży nie po stronie twórcy ani licencji, a użytkownika.

W zamian za dobrowolność opłat otrzymujemy jednak dość bogaty kapitał w postaci kodu, który możemy wykorzystać w swojej pracy, społeczną pomoc innych hakerów, czy nawet wsparcie techniczne, które to wszystkie elementy kosztują niemałe pieniądze (jak zapewne wiesz). Zapewne też poprzesz mnie w kwestii tezy, że z oprogramowaniem Open Source łatwiej jest także rozpocząć projekt od podstaw, albo nawet przeprowadzić eksperyment, czy w ogóle taki projekt ma sens, zanim się w niego zacznie inwestować.

>>"Nikt niczego nie zakazuje, ale żyjąc w świecie wolnego oprogramowania, podjęcie takich działań jest mało sensowne, chociażby dlatego, że ludzie, którzy korzystają z wolnego oprogramowania będą z niego korzystać dla samej idei"

Dowodzi to tylko niskiej skuteczności marketingu komercyjnego. To nie jest wina Open Source, taka zasada panuje też w środowisku komercyjnym. Jak wspomniałem wcześniej, nie ma szans obecnie na pojawienie się na Windowsie konkurencji dla Photoshopa, czy MS Office. Tylko Open Source zdołało cokolwiek zwojować w tym segmencie. Powstanie w takich warunkach komercyjnych konkurentów dla tych programów (to tylko dwa przykłady) jest trudne i wymaga dużych nakładów finansowych, co jest barierą nie do przeskoczenia dla małych firm.

>>"To też dowodzi, dlaczego na Linuxa nie ma Photoshopa, Offica, Corela, itd. itp. W tym przypadku, programiści tworzący zamknięte oprogramowanie, musieli by produkt udostępnić za darmo i liczyć na wsparcie pojedynczych osób. Ja taki mechanizm nazwałbym - żebraniem. "

To że na Linuksa nie ma Photoshopa, Offica itp. dowodzi tylko jednego - nie ma tam konkurencji dla tego oprogramowania. Myślę, że powstanie sterowników na PC dla Kinecta miało tylko jeden powód - powstała tam otwarta konkurencja, a my nic na tym rynku nie mieliśmy. Myślę, że rozpoczęcie prac nad Optimusem przez NVidię dla Linuksa miało tylko jeden powód - powstała konkurencja ze strony Open Source. Na stworzeniu tych programów dla Linuksa ani Adobe, ani MS nic nie zyska, bo kupią je tylko osoby, które już i tak używają tych programów na Windowsie. Nastąpi tylko migracja tych użytkowników na inną platformę.

>>"Wybacz, ale taka wojna jest bezsensowna i jedynie gimp może wygrać na tle ideologicznym, a sam w sobie ideologii nie cierpię bo one właśnie prowadzą do konfliktów. Ideę ciężej zmienić aniżeli przekonanie, itd itp."

Z punktu widzenia praktycznego, czy mógłbyś mi wytłumaczyć jaki sens ma zakup produktów Apple, skoro w tej samej cenie mogę nabyć lepszy sprzęt innych firm? Z punktu widzenia praktycznego, mógłbyś mi wytłumaczyć, dlaczego producent mojego laptopa nie udostępnił sterowników do mojego laptopa dla Windows 7 lub 8? Czy to nie jest ideologia?

Możesz więc się dziwić dlaczego ktoś kto postawił super wypaśny lunapark pod miastem, nie zarabia na drogich biletach. To, że mieszkańcy wolą iść z pociechami na podblokowy plac zabaw utrzymywany ze składek społecznych nie ma tu nic wspólnego z ideologią, bo jak wiesz taki plac także wymaga dość dużego wkładu kapitałowego. Tak wiem to kiepski przykład, ale jak wiesz w kwestii komercyjnych projektów także występują takie wojny (vide: Foobar vs Winamp). Różnica polega tylko na tym, że użytkownicy GIMPa, jako jego współtwórcy, chronią po prostu swoją własność.

PS. Jeśli chodzi o kwestie przejrzystości komentarzy to obecny silnik DP jest dość ubogi jeśli chodzi o odpowiedzi. Sorry więc, ale przyzwyczaiłem się do takiego sposobu cytowania. Mam nadzieję, że się przyzwyczaisz :)

Autor edytował komentarz.
Druedain   13 #14 13.11.2012 14:27

@@luke Fragment komentarza dotyczący grzania się sprzętu mobilnego miałby sens gdybyś go napisał pół roku temu, bo od kilku wersji Linuksa problem nie istniej, tj. Intel, który był odpowiedzialny za sterownik dla procesorów Sandy Bridge doprowadził wreszcie do stabilizacji kodu i obecnie domyślnie nowe wersje jądra mają włączone oszczędzanie energii. Pomijam to, że za grzanie się nie był odpowiedzialny Linux (nie ma w Linuksie błędu powodującego grzanie się, ani funkcji mającej zrobić z komputera grzejnik), bo paradoksalnie, zachowanie procesora było naturalne w przypadku wyłączenia dodatkowych jego funkcji. Dlatego oskarżanie „Linuksa” (wiadomo, że de facto jego twórców) jest bardzo niesprawiedliwe (okej, może ja też za bardzo w drugą stronę idę, bo jednak programiści Intela również współtworzą kod Linuksa, jednak osoby postronne nie miały wpływu na rozwój modułu RC6 – bo tak się nazywał moduł, którego brak działania powodował nie korzystanie z trybu oszczędzania energii). Fakt, że trzeba było czekać około roku na stabilizację był spowodowany problemami Intela z wyeliminowaniem błędów, które powodowały u pewnego % użytkowników sypanie się systemu. Ty narzekasz na grzanie się, a ja cieszę się, że tego niestabilnego kodu nie włączano domyślnie. Miało to co prawda miejsce w ostatnich wersjach jądra 2.6.x, ale właśnie wtedy udało się wykryć błędy i zdecydowano o domyślnym wyłączaniu RC6. Na koniec racz zauważyć, że wyłączanie modułu to nie to samo co brak jego dostarczania. Każdy ciągle miał możliwość na własną odpowiedzialność owy moduł włączać. Wystarczyło tylko dodać opcję dla startującego jądra.

Porównywanie tej sytuacji z problemami z technologią Optimus w kartach Nvidii nie ma najmniejszego sensu. Intel wydaje sterownik OS, który normalnie korzysta z mechanizmów jądra odpowiedzialnych za grafikę, dzięki czemu normalnie wspiera on przełączanie kart grafiki, np. pracując z kartami Nvidii na sterowniku OS nouveau. Dla odmiany, o czym wszyscy wiedzą, Nvidia dostarcza zamknięte sterowniki, które z tych mechanizmów jądra korzystać nie mogą, gdyż albo musieliby otworzyć oni swój sterownik, czego nie należy się spodziewać (ja nawet trochę rozumiem – przy obecnym prawie patentowym na pewno wyskoczyłyby takie kwiatki, że trolle patentowe by się nachapały, a los Nvidii byłby marny), albo zamknięty w sterowniku Nvidii musiałby być wchłonąć kod jądra systemu, który, jak wiadomo, jest wydawany na GPL, czyli też odpada. Nvidia jednak oficjalnie poinformowała, że nad wsparciem dla Optimusa dla Linuksa pracuje, jednak czy się doczekamy nie wiadomo. Na razie stało się najgorsze, czyli kłótnia o to, czy pozwolić Nvidii na wchłonięcie kodu przymykając oko na GPL, czy im tego zabronić, co zaś może doprowadzić do braku jakiegokolwiek wsparcia Optimusa na Linuksa lub zmuszenia Nvidii do robienia na nowo kolejnych mechanizmów istniejących w jądrze. W pierwszym przypadku byłby to zły precedens, w drugim przypadku w imię otwartości źródeł będzie powstawało jeszcze więcej zamkniętego kodu. W żadnym przypadku Linux jako system biurkowy będzie dla marginalizowany, bo nawet osoby świadome i mające wkład w rozwój tego systemu mogą zacząć się zastanawiać nad sensem korzystania z systemu, z którym nie współgra najnowszy sprzęt (a na to by nouveau miało dogonić nvidię za tej dekady chyba mało kto liczy).

Autor edytował komentarz.
dhor   8 #15 13.11.2012 14:27

Wszystko zrozumiem, ale trąbienie, że Linux nie potrzebuje popularności (a przy okazji i marketingu) jest co najmniej objawem daleko idącej niekonsekwencji. Taka osoba powinna zadać sobie pytanie, gdzie widzi miejsce dla Linuksa? Odrzucanie ludzkich potrzeb na oprogramowanie, to skazywanie Linuksa na zaszczytną, ale niewidoczną rolę we wnętrzu naszych telewizorów, routerów, i czegoś tam jeszcze. Sprawdzi się wzorowo, ale nikt się tym nie wzruszy.

Problem z oprogramowaniem dla Linuksa jest obecnie taki (choć poprawia się to zdecydowanie), że 85% projektów tworzą programiści na swój własny użytek. Dlatego znajdziemy mnóstwo narzędzi pomocnych przy nadzorowaniu sieci, programowaniu, itp. Ale ilu programistów jest jednocześnie np. grafikami i rozumie potrzebę stworzenia prężnego projektu graficznego? Ilu programistów to muzycy, którzy pozwolą za pomocą swojego programu stworzyć zapierające dech w piersiach efekty? To jest problem oprogramowania tworzonego na własny użytek - 'jakoś to obleci'. Jeżeli zabiera się programom użytkowników, zabiera się też im sens i jakość istnienia. Dlatego tak istotny jest MARKETING i pokazywanie ludziom możliwości tego systemu, a przy okazji programów. Większe zainteresowanie (rząd dusz) - więcej lepiej zaprojektowanych i funkcjonalnych programów, tworzonych we współpracy designerów/użytkowników i koderów. Bez tego to dalej większość będzie klepać może i użyteczne programiki, ale nieprzystające zupełnie do obecnych czasów i oczekiwań osób użytkujących Linuksa nie tylko do zmieniania tapetek i ikonek na pulpicie.

Tu pojawia się kolejna kwestia - 'a w imię czego ktoś ma za frajer pisać rozbudowane programy?' Pierwszy powód - w imię ideałów. W ten sposób można przeciwstawić się nadmiernej komercjalizacji, korporacjom, itp. Drugi powód - pisanie wolnego oprogramowania nie oznacza, że nie można skorzystać z crowd-funding i być po prostu dotowanym przez użytkowników/sponsorów. Trzeci powód - nikt nie obruszy się, gdy nawet projekt z zamkniętym kodem będzie sprzedawany za uczciwą kasę (wg. przeliczniki - lepsza grupa 1000 osób która kupi program za 10 dolarów, niż 100, która wysupła 100 dolarów - dochód niby ten sam, ale zupełnie inna skala zadowolenia i liczba odbiorców, reklamujących program znajomym - przykład HumbleBundle pokazuje jak to działa).

Dlatego o Linuksie powinno się mówić, do Linuksa powinno się zachęcać, a korzyści z teoretycznej 'szarej masy' będą takie, że nawet jeżeli nie stworzą żadnego kodu, to zmotywują programistów. Bo co komu po programie, którego nikt nie używa. Braki programowe Linuksa? Wielu kurczowo trzyma się wyświechtanych komunałów o wyższości Photoshopa nad wszystkim, ale nigdy nie spróbowali co potrafi GIMP/MyPaint i inne. Niedościgniony Lightroom do obróbki zdjęć? Ale nigdy na oczy nie widział Darktable, Photivo, Rawtherapee i innych. Fenomenalny FL Studio? LMMS, Bitwig Studio, Calf i parę innych projektów nie mają się czego wstydzić. Oglądanie filmów? Tony playerów. Słuchanie muzy? Tony playerów. Te programy powstały/powstają, bo coraz głośniej ze strony coraz liczniejszej społeczności pojawia się konkretne wołanie o konkretne rozwiązania. Te i inne programy nie powstały by dla samozaspokojenia wewnętrznych potrzeby niewyżytego kodera.

Autor edytował komentarz.
GregKoval   8 #16 13.11.2012 14:41

@dhor

Kto powiedział, że Linux nie potrzebuje popularności?! Wydaje mi się, że tworzenie wiki, czy forów dla dystrybucji Linuksowych, ma tylko jeden cel - ułatwić pracę z daną dystrybucją początkującym. Wydaje się, że otwartość kodu sprzyja zdobywaniu nowych użytkowników, bo ci wiedzą co się można spodziewać po następnej wersji programu już na poziomie jego wersji beta. Czy to nie jest sprzyjanie komuś kto chciałby wiedzieć, że jego pieniądze będą dobrze wykorzystane także w przyszłości? Co więc pozwala ci sądzić, że Linuksiarze nie potrzebują aby ich system był popularny skoro sami sprzyjają tej popularności.

mikolaj_s   13 #17 13.11.2012 15:17

@RavenStar: "GPL to rak."
Powtarzasz słowa swojego mistrza Ballmera? ;)

"Nikt nikomu nie zabrania wzięcia kodu GPL, przeróbki i świadczenia usług bez pokazywania kodu. Świadczysz usługę w chmurze i Stallman może cię cmoknąć w pompkę."

Dlatego jest licencja AGPL. Jeśli tworzysz program, który jest skierowany tylko w formie webowej to wybierasz właśnie AGPL.
Są też inne licencje masz prawo wybierać jaką chcesz. Zawsze możesz wydać na licencji komercyjnej jeśli jest Ci to potrzebne.

"GPL m. in. odpowiedzialna jest za słabą adaptację Linuksa na PC i za słabą ilość softu na Linux."

I co proponujesz w zamian, bo jakoś z wypowiedzi nie mogę wywnioskować. Jeśli BSD to możesz się przenieść na FreeBSD lub inny podobny system. Jeżeli ten sposób licencji jest lepszy to prędzej czy później prześcignie popularnością Linuksa. Komercyjne OS nie ma żadnych szans z Microsoftem.

"Powoduje to sytuację w której beneficjentami GPL są paradoksalnie nie mali użytkownicy"

Czuję się codziennie tymże beneficjentem, bo codziennie z korzystam z programów GPL.
A jak chcesz zarobić na pluginie to wydajesz go komercyjnie, albo robisz dla kogoś na zlecenie.

Wizja Stallmana to: liczy się dobry programista, który potrafi wziąć kod i zrobić z niego coś użytecznego. GPL trzeba rozsądnie korzystać. Każdy projekt musi dobrać sobie odpowiednią licencję do celów jaki chce się osiągnąć. Nie wszystko musi być na GPL, tutaj Stallman jest bardzo skrajny, ale nie wszyscy muszą się z nim w pełni zgadzać.

mikolaj_s   13 #18 13.11.2012 15:56

@GregKoval:
"Czy któryś z panów mógłby mi odpowiedzieć na jedno pytanie: Czy ktoś zakazuje tworzenia zamkniętego oprogramowania na Linuksa? Tzn. chcę stworzyć super edytor tekstu (albo raczej procesor tekstu) dla Linuksa rozpowszechniany na własnej licencji, czy ktoś mi tego zabroni?"

Zamknięte oprogramowanie na Linuksie ma ciężki żywot, musiałoby być dużo lepsze od otwartego. Mimo, narzekania niektórych na jego jakość, to okazuje się, że nie jest tak źle. Dla większości nieprofesjonalistów (jak też zwyczajnie twórców witryn internetowych) taki GIMP jest wystarczający i musieliby na prawdę mieć powód, żeby kupić PhotoShopa.
Adobe Reader nie może jakoś zdobyć popularności na Linuksie, bo natywne programy do oglądania PDF są znacznie od niego lepsze.

mikolaj_s   13 #19 13.11.2012 16:07

@luke:
"Otóż z takim Windowsem 7 dostajemy gwarancję, że sterowniki będą działać o wiele lepiej niż pod Linuxem, programów będzie masa (i to w miarę dobrej jakości, bo w grę wchodzi pieniądz) i dodatkowo otrzymujemy bardzo stabilny system."

Żadnej gwarancji się nie dostanie. I chociaż na Linuksie często jest gorzej, to nie raz spotkałem sytuację, gdzie na Linusie wszystko działało od razu z marszu, a na Windows nie chciało zadziałać.
Ogólnie Linuks ma wiele wad i problemów, ale na codzień osobie, która nie chce grać w najnowsze hity, nie korzysta z PhotoShopa, czy jakiś innych specjalistycznych oprogramowań może spokojnie wystarczyć i jak ma dobrze dobrany sprzęt to stabilność i wydajność jest o niebo lepsza niż w Windows.

mikolaj_s   13 #20 13.11.2012 16:24

@JanStefan:
"chociażby dlatego, że ludzie, którzy korzystają z wolnego oprogramowania będą z niego korzystać dla samej idei, nawet jak produkt zamknięty będzie lepszy. Na dowód tego co napisałem można wyszczególnić, wojny programowe między płatnymi i ich odpowiednikami bezpłatnymi, np. Photoshop i gimp. Wybacz, ale taka wojna jest bezsensowna i jedynie gimp może wygrać na tle ideologicznym, a sam w sobie ideologii nie cierpię bo one właśnie prowadzą do konfliktów. Ideę ciężej zmienić aniżeli przekonanie, itd itp. "

Gdyby GIMP kosztował tyle samo co PhotoShop może kupiłbym tego ostatniego. Większość ludzi jednak bierze pod uwagę współczynnik cena/możliwość, a w tym akurat GIMP jest bezkonkurencyjny.
Produkt komercyjny może być nawet lepszy od otwartego, ale jeśli nie potrzebuję możliwości jakich mi dostarcza to po co miałbym wydawać na niego pieniądze? GIMP nie wygrywa na polu ideologicznym, bo każdy kieruję się inną ideologią. GIMP wygrywa na polu ekonomicznego, taniego rozwiązania z odpowiednio dużymi możliwościami dla przeciętnego użytkownika i jest to jedyne rozwiązanie na prawdę konkurencyjne dla komercyjnego PhotoShopa. I tak jest w wielu innych przypadkach.

"Ja sam wolę pracować z grupą osób, która ma jasne założenia co do danego projektu. Otrzymywać za to pieniądze, za które mogę kupić inny projekt, co prawda bez możliwości bezpośredniej ingerencji, ale za to wspierając przekazując kwotę. "

Duża część ludzi pisząca GPL robi to zawodowo i dostaje za to pieniądze tak samo jak Ty. Część projektów piszą też programiści, którzy robią to hobbystycznie po pracy, w której piszą projekty komercyjne. Czasem ludzie robią coś charytatywnie, dlaczego nikt nie narzeka na psucie zawodu pielęgniarza przez wolontariuszy w hospicjach?

icywind   6 #21 13.11.2012 22:47

Świetny wpis. Czekam na część drugą ;)

blind-oln   7 #22 14.11.2012 10:58

@luke
"Nawet w laptopie tylko z np. Intel i5 + HD 3000 są problemy z oszczędzaniem energii. Tak jak w wersji kernela 2.6.x.x ich nie było, tak w wersji 3 od tak się pojawiły. Pytam się, dlaczego? Laptop-mode-tools; powertop; odpowiednia konfiguracja systemu jak i tych aplikacji nic nie pomaga. Efekt nadal jest ten sam - laptop nadal cholernie mocno się grzeje, działa bardzo głośno, a czasy pracy na akumulatorze są marne.
Kogo jest więc to sprawka? Hę? Moja? Czy może zawinili producenci sprzętu, bo nie wydają driverów na Linuxa… "

Kto to jest sprawka? Twoja. Tak się składa, że sam mam latopa z procesorem Intel Core i5 i ze zintegrowaną kartą graficzną Intel HD3000. Laptop ani się nie grzeje, ani nie chodzi głośno, a trzyma ponad 5 godzin czyli mniej więcej tyle ile na Windows 7. Na kernelach 3.x oczywiście. Z kolei kernele 2.6.x w ogóle nie obsługują karty Intel HD 3000. Zwyczajnie nie posiadają do niej sterowników.

Żeby nie było, że jestem gołosłowny czy coś ściemniam, by wychwalać Linuksa, to wrzucam screeny. Wyczerniłem tylko miejsca, gdzie jest moje nazwisko:

Temperatury: http://img834.imageshack.us/img834/9316/temperaturat.png
Czas pracy na baterii: http://img21.imageshack.us/img21/1252/czaspracy.png

PS. Nawet nie mam zainstalowanego laptop-mode-tools.
http://img189.imageshack.us/img189/7309/laptopsr.png

Autor edytował komentarz.
grapeli23   5 #23 15.11.2012 12:35

Dobry wpis.
Gratuluję rzeczowych komentarzy

...i wywiało

opłaconych klakierów

ha ha ha

nintyfan   10 #24 21.11.2012 14:51

@alucosoftware | 12.11.2012 18:25 :
Jest korzystna dla OpenSource, ponieważ zaraża licencje innych programów. W przypadku kradzieży(czyli zamknięcia) kodu z programu na BSD twórca tego programu nic nie zyskuje. W przypadku GPL nie ma możliwości kradzieży kodu, więc twórca zyskuje kolejny otwarty program.

mikolaj_s   13 #25 24.11.2012 11:24

@RaveStar
Nie wiem dlaczego komercyjne oprogramowanie nie może korzystać z linkowania do bibliotek które w większości są na LGPL.
Przy GPL każdy kod wraca do każdego kto współtworzył bibliotekę. Ta sama zasada co dla jądra działa też dla bibliotek. W przypadku BSD możemy mieć wielu pasożytów, którzy tylko biorą kod nie dając nic w zamian. Czasami mimo wszystko może się to opłacać, czasem nie. Jak się dobrze rozejrzysz to zobaczysz, że najczęście biblioteki i narzędzia na licencjach typu BSD są finansowane przez duże firmy, dla małych bezpieczniejsze jest GPL.
Sam nie piszę bibliotek, więc nie muszę się nad tym specjalnie głowić. Mam prywatne projekty webowe na AGPL bo dlaczego miałbym odać komuś swoją pracę nie mając nawet możliwości zobaczenia zmian w kodzie?

Autor edytował komentarz.
  #26 31.07.2013 19:00

Akurat GIMP ma konkurencję w postaci Krita z Calligra Suite, a Photoshop'a nie ma, bo Linux ma za mały udział rynku (częsta wymówka firm tworzących zamknięty kod profesjonalnych programów), by tworzyć na niego oprogramowanie, więc raczej trzeba popularyzować Linux gdzie się da, bo może będzie wtedy więcej profesjonalnego softu (choć nie wpłynie to na rozwój samego Linuksa, ale wpłynie na jego popularność, a pośrednio na sterowniki sprzętowe od producentów sprzętu - i tak, Windows ma stałe ABI, bo nie udostępnia źródeł, więc musi je mieć). A co do wolnych/restrykcyjnych licencji GPL i LGPL - Szaleństwo? TO JEST FLOSS! ;)

  #27 14.08.2013 16:48

Nie rozumiem tego myślenia że linux przyzwyczaja do darmochy.. Są projekty komercyjne i tam każdy może się wykazać i pokazać ile jest warta jego praca i wiedza dobry programista nigdy nie będzie głodować a marny to zawsze znajdzie powody do narzekania .

Linux i otwarte licencje to " idea " rodzaj innego podejścia do życia nie którzy programiści to idealiści inni hobbyści a inni to pragmatycy. Przecież nikt nie zmusza programistów do ulepszania sytemu linux a jednak to robią.Dlaczego dla pieniędzy...? Raczej nie .

Kiedyś internet kojarzył mi się ze niewyczerpaną skarbnica wiedzy po częśći tak jest .Ale i spotkałem w internecie osoby posiadające wiedzę ale nie potrafiących nie chcących się nią podzielić z różnych względów i to nie chodzi o fachowców programistów to chodzi o wszystkie dziedziny życia.

Ale też i spotkałem osoby które dzielą się swoją wiedzą bez ograniczeń.
Jedni chcą zarobić inni chcą po sobie coś zostawić każdy ma inne podejście do życia .

Czy nauczyciel który wykształci (przekaże podzieli się swoją wiedzą) programistę to powiemy o nim że psuje rynek pracy obecnym programistom. Logicznie myśląc to tak psuje ale inaczej myśląc to podtrzymuje rozwój . Osobiście chciałbym być za swojego świadkiem pozytywnego rozwoju ..........