r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

To nic osobistego: „Ojciec chrzestny” ma 44 lata, a Paramount wciąż ściga jego piratów

Strona główna AktualnościINTERNET

Mogłoby się wydawać, że najczęściej i najpowszechniej dystrybuowane przez piratów filmy czy seriale to najnowsze kinowe produkcje czy seriale, z „Grą o tron” na czele. Perspektywa wielomilionowych strat finansowych motywuje właścicieli praw autorskich do działań, które mają skutkować nie tylko wyłączeniem dostępu do pirackich treści, ale także doszukiwania się zadośćuczynienia. Nieczęsto zdarza się jednak, że podobne kroki podejmowane są w sprawie produkcji, których premiera miała miejsce… niemal pół wieku temu.

A o takim przypadku donosi serwis Torrent Freak. Mowa o kultowym filmie Francisa Copolli „Ojciec Chrzestny” z 1972. Czy 44 lata, jakie upłynęły od premiery gangsterskiego klasyka wystarczą, aby piraci mogli sobie z nim swobodnie poczynać i dystrybuować pliki torrent w największych serwisach, jak np. The Pirate Bay czy Kickass Torrents? W żadnym wypadku – o swoje upomniała się właśnie wytwórnia Paramount.

Wraz z organizacją IP-Echelon, Paramount wysyła bowiem do administracji pirackich serwisów, na czele z wymienionymi wcześniej, prośbę o usunięcie dostępu do konkretnie wskazanych plików torrent, które pozwalają na pobranie „Ojca chrzestnego”. Na tym jednak nie koniec. Wytwórnia zastrzega także, aby administracja powstrzymała się od usuwania logów i zachowała je na potrzeby ewentualnych rozpraw sądowych w przyszłości.

r   e   k   l   a   m   a

Oczywiście podobne praktyki nie powinny nikogo dziwić w przypadku rzeczonej „Gry o tron” – produkcji będącej u szczytu popularności. „Ojciec chrzestny” jest jednak jak dotąd najstarszym tego typu filmem, którego skala piractwa przyciągnęła uwagę wytwórni na tyle, by wszcząć przeciw piratom kroki. Jednocześnie sprawa pozostaje także zaskakująca z innych powodów – z całą pewnością szczyt zysków, jakie generował film z Marlonem Brando jest już dawno za nami.

Częstym argumentem właścicieli praw autorskich w ramach walki z piractwem jest przecież „okradanie” przez piratów poprzez ograniczanie potencjalnych zysków. Jak jednak odnieść takie założenia do filmu, który w czasie premiery odniósł tak spektakularny komercyjny sukces, jaki tylko można sobie wyobrazić w Hollywood? I jakimi argumentami może posłużyć się w sądzie przeciw piratom Paramount zabiegając o ochronę praw być może najpopularniejszego filmu w historii?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.