r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Tradycyjna e-bankowość drożeje. Polskie banki zarobią na bezpieczeństwie klientów?

Strona główna AktualnościBIZNES

Nowoczesna bankowość przyzwyczaiła nas do tego, że praktycznie wszystko jest za darmo, a banki licytują się zarówno nowoczesnymi usługami i aplikacjami, jak i świetnymi cennikami. Usługi i aplikacje pewnie zostaną, ale w obecnych realiach gospodarczych za tę całą e-bankowość zaczniemy jednak płacić. I wbrew pozorom to wcale nie jest zła informacja, być może zmusi ludzi do zoptymalizowania swojego podejścia do finansów, jak również otworzy im oczy na nowoczesne techniki finansowe (FinTech), działające poza kontrolą tradycyjnych banków.

Zaczęło się od Banku Zachodniego WBK. Instytucja, która całkiem niedawno zawiodła zaufanie swoich klientów wyłączeniem autoryzacji płatności internetowych za pomocą kodów SMS, teraz wprowadza nowy cennik, i to o ironio, obejmujący właśnie SMS-y do autoryzacji transakcji. Oprócz wszelkiego rodzaju podwyżek za prowadzenie konta i rozmaite usługi, warto zwrócić uwagę na te związane z e-bankowością: otóż bezpłatne ma być zaledwie pięć pierwszych przelewów w miesiącu, za każdy kolejny klient zapłaci 20 groszy. Do tego dochodzi 50 groszy za realizację internetowych zleceń stałych i szybkich płatności internetowych, a także wycofanie wszystkich kart płatniczych związanych z programem lojalnościowym.

BZWBK nie jest pierwszym bankiem, który postanowił zażądać pieniędzy za bezpieczeństwo, czy też za przelewy internetowe. Pekao SA za kod SMS też liczy sobie 20 groszy, daje jednak użytkownikom możliwość skorzystania z mobilnego generatora tokenów, działającego nawet na najstarszych telefonach z Javą. W zdecydowanej większości banków kody autoryzacyjne SMS są jednak bezpłatne – choć nasuwa się pytanie, na jak długo.

r   e   k   l   a   m   a

Kilka dni temu pojawił się bowiem raport Obserwatorium.biz, z którego wynika, że polski sektor bankowy łącznie wydaje na wysyłkę autoryzacyjnych SMS-ów ponad 70 mln złotych. To najpopularniejsza w naszym kraju metoda autoryzacji, która niemal całkowicie zastąpiła stare karty-zdrapki – i trzeba pamiętać, że same banki bardzo się starały uczynić ją najpopularniejszą, prowadząc duże akcje zachęcające klientów do porzucenia anachronicznej metody. Zastąpienie kodów SMS-owych tzw. tokenem mobilnym nie będzie jednak równie łatwe – ludzie rozumieją SMS-y, ale póki co znacznie mniej rozumieją zamieszanie wokół specjalistycznych mobilnych aplikacji. Samo też stworzenie takich tokenów mobilnych na wszystkie istotne platformy mobilne też kosztuje niemało.

Obserwatorium.biz twierdzi, że rozwiązaniem mogłyby być kody stworzonego przez Polski Standard Płatności mechanizmu Blik (po odpowiednim zmodyfikowaniu), wykorzystanie powiadomień typu push, przesyłanych drogą internetową, a nawet biometria. Brzmi to nieźle, ale trzeba pamiętać, że znaczna część klientów polskich banków po prostu nie posiada nowoczesnych smartfonów, wciąż korzysta z prostych słuchawek, na których oprócz rozmowy głosowej można co najwyżej odebrać SMS-a.

Trend, zdaniem analityków, jest jednak wyraźny – banki zachowują się jak sfora, gdy jeden coś zrobi, inne rzucają się w tę samą stronę. Podniesienie przez jeden z największych banków opłat za SMS-y i transakcje przez system bankowości internetowej z uznaniem może zostać przyjęte przez całą branżę, szukającą wszelkich możliwych sposobów na to, by koszty nowego podatku bankowego przerzucić na klienta. Tym bardziej, że inni robią to samo, PKO BP już podniósł opłatę za przelewy internetowe dla rachunków typu Superkonto, i to niemało – z 70 gr do 1,20 zł.

Ci, którym wydaje się, że takie podwyżki można uregulować ustawowo (ustawa o podatku bankowym zabrania bankom przerzucania kosztów na klientów), są bowiem dość naiwni. Przypomnijmy, co wydarzyło się w lutym, gdy prezesi banków zostali wezwani „na dywanik” do sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Wtedy to przewodniczący komisji sygnalizował, że dziwnym trafem wraz z wprowadzeniem nowego podatku, dziewięć banków podniosło ceny usług podstawowych dla klientów indywidualnych, a sześć ceny usług dla firmy. Odpowiedzi prezesów były tak bardzo przewidywalne – mówiono o „gruntownej modernizacji oferty produktowej”, „konieczności dopasowania struktury kosztów do struktury aktywów”, „kosztach utrzymania powierzonego kapitału”, „trosce o bezpieczeństwo klientów”, czy nawet „koniecznością poprawienia rentowności”.

Obecna sytuacja gospodarcza, obciążenie banków nowym podatkiem, coraz większe zainteresowanie fiskusa życiem obywateli i działalnością firm nie mogły się więc inaczej skończyć, ale też nie należy sądzić, że na tym wszystko się skończy. Kto powiedział, że finanse mają kończyć się na bankach? Nie jesteśmy co prawda dynamiczną gospodarką wschodzącą Trzeciego Świata, gdzie innowacyjne spółki z branży finansowej oferują usługi, o których tradycyjna bankowość nigdy nie pomyślała, ale im większa będzie presja władz i im większe koszty operacji finansowych, tym więcej osób zainteresuje się nietradycyjnymi metodami dbania o swoje pieniądze, tak jak to już przecież nie raz w historii Polski było.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.