r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Twitter szykuje rewolucję. Koniec limitu 140 znaków we wpisie

Strona główna AktualnościINTERNET

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce Twitter bardzo mocno zmieni swoje oblicze i zniesie limit 140 znaków w jednym wpisie, podwyższając go do aż 10 tysięcy znaków. Dla serwisu, który w internecie wyróżnia się tym, że stawia na krótkie i zwięzłe komunikaty, może to być prawdziwa rewolucja.

Zmiany na Twitterze mają zostać wprowadzone w pierwszym kwartale 2016 roku. Dokładna data nie jest jeszcze znana. Wcześniej, bo w 2015 roku, szefowie popularnego „ćwierkacza” zdecydowali się usunąć limit 140 znaków obowiązujących w wiadomościach prywatnych wysyłanych za pośrednictwem serwisu. Wygląda na to, że Twitter chce pójść za ciosem – tym razem dokonując bardzo głębokich zmian u podstaw.

Według danych z jesieni 2015 r., na całym świecie Twittera używało ok. 320 milionów osób. Jest to spora liczba, ale warto pamiętać, że Facebook ma ponad miliard użytkowników. Widać więc, że przed ćwierkającym serwisem jeszcze długa droga, aby zbliżyć się choćby do połowy liczby użytkowników Facebooka.

r   e   k   l   a   m   a

Twitter ciągle ma też problemy z tym, aby jego biznes stał się rentowny. W trzecim kwartale 2015 roku zanotował bowiem aż 132 miliony dolarów straty. W porównaniu do identycznego okresu rozliczeniowego z 2014 roku, to kwota niższa o około 40 milionów dolarów, firmie udało się więc dokonać pewnego postępu, ale i tak kwota poniesionych strat jest bardzo duża. Jednocześnie Twitter zaczyna zarabiać coraz więcej na reklamach, zwłaszcza tych wyświetlanych na smartfonach i tabletach. W trzecim kwartale 2015 roku jego przychód reklamowy wyniósł ok. 570 mln dolarów, a więc ponad 200 mln dolarów więcej niż rok wcześniej. Widać więc, że sytuacja się poprawia, ale ciągle daleko jej do ideału.

Dlatego Twitter szuka kolejnych sposobów na to, aby przyciągnąć do siebie kolejnych użytkowników i zarabiać większe pieniądze. W serwisie pojawiło się więcej reklam, kampanie reklamowe można uruchomić na nowych rynkach (w tym w Polsce), teraz szefowie przymierzają się do zmiany sposobu, w jaki działa „ćwierkacz" i mają to być zmiany rewolucyjne. Wszystko wskazuje na to, że Twitter pod względem wyświetlania treści bardzo upodobni się do Facebooka, a w głównym strumieniu wiadomości będą wyświetlały się jedynie 140 znaki z wpisu, a po kliknięciu będzie można przeczytać całą jego treść. W ten sposób serwis będzie starał się zatrzymać u siebie użytkowników na dłużej. Inny ma być też sposób szeregowania tweetów. Obecnie wyświetlają się one chronologicznie, po zmianach zaś Twitter ma – za pomocą algorytmu – dopasowywać treść według preferencji użytkownika, a nie według daty.

Ćwierkający serwis społecznościowy jest bardzo popularny wśród polityków, duchownych, celebrytów, sportowców. Wielu światowych przywódców (na przykład papież Franciszek) ma konto na Twitterze i używa go do oficjalnego informowania o sprawach państwowych. W Polsce jednym z bardziej popularnych twitterowiczów jest były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski (blisko 570 tysięcy obserwujących), a także były premier Donald Tusk (460 tysięcy obserwujących). Z kolei w 2012 roku furorę na Twitterze zrobił prezydent USA Barack Obama, który wygrał reelekcję w amerykańskich wyborach prezydenckich, a swój sukces opisał krótko, jak na Twittera przystało:

O ile celebryci i ważne osobistości na Twitterze czują się dobrze, mając w ręku wygodne narzędzie do szybkiego komunikowania na przykład z dziennikarzami, o tyle zwykli użytkownicy często narzekają, że „ćwierkacza" – zwłaszcza na początku przygody z nim – trudno zrozumieć. Nie ma tam tylu znajomych, co na Facebooku, treści pędzą jak szalone i trudno za tym nadążyć, a mechanizm grupowania ich na tematycznych listach nie jest czytelny. Dlatego szefowie Twittera chcą ułatwić korzystanie z niego, a planowane zmiany mają upodobnić go do Facebooka.

Pytanie tylko, czy szykowana twitterowa rewolucja nie okaże się być strzałem w stopę. Serwis ten wyróżnia się na tle innych mediów społecznościowych właśnie krótkimi, lakonicznymi i szybkimi przekazami. Pozycja Facebooka w social media jest zaś niezagrożona. Po co więc upodabniać się do największego rywala, jednocześnie porzucając to, co pozwala się wyróżnić na tle konkurencji? Szefowie Twittera mają zapewne odpowiedź na to pytanie, ale bardzo możliwe, że po zmianach najbardziej zagorzali użytkownicy „ćwierkacza" mogą się z nim pożegnać. Bo ich ulubione miejsce do dyskusji w internecie zmieni się na gorsze.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.