r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Twórca WWW o DRM w przeglądarkach: bez otwartej debaty będzie jeszcze gorzej

Strona główna AktualnościINTERNET

Kilka dni temu dyrektor Konsorcjum WWW, sir Tim Berners-Lee, dał zielone światło promowanej przez Microsoft, Google i Netfliksa technologii Encrypted Media Extensions, by niemal od razu spotkać się z miażdżącą krytyką ze strony Electronic Frontier Foundation. Walcząca o wolność w Sieci organizacja oskarżyła twórcę WWW o zdradę własnych ideałów i przedstawiła koszmarną wizję Webu, w którym użytkownik nie może już nawet zapisać obrazka na dysk, gdyż uniemożliwia mu to zabezpieczenie DRM. Te oskarżenia nie pozostały bez odpowiedzi – Berners-Lee na łamach bloga W3C broni swojego stanowiska, sięgając po bardzo interesujące argumenty.

Co to znaczy, że Web jest wolny i otwarty? Dla zapewne oznacza to bezwarunkową otwartość kodu, możliwość robienia z nim co się chce, swobodę dostępu do wszelkich informacji i możliwość korzystania ze wszystkich webowych technologii bez konieczności opłacania jakichkolwiek licencji. Konsorcjum WWW wolność i otwartość rozumie jednak inaczej, w bardziej uniwersalny sposób – dla Tima Bernersa-Lee to rynek informacji, na którym ludzie mogą kupować, sprzedawać lub swobodnie wymieniać informacje. Otwartość Webu to otwartość na różne przedsięwzięcia i różne modele biznesowe.

Nie oznacza to sympatii do zabezpieczeń DRM, związanych z nim ograniczeń i legislacyjnych absurdów. Oznacza to jednak, że zamiast kierować się ideologiczną czystością, jak chce tego Electronic Frontier Foundation, należy kierować się interesem użytkowników, tak jak to sugeruje dokument HTML Design Principles: w wypadku konfliktu interesów, użytkownicy są ważniejsi od autorów, którzy są ważniejsi od implementujących, którzy są ważniejsi od teoretycznej czystości. Stawiając użytkowników na pierwszym miejscu, twórca WWW przytomnie zauważa jednak, że nie istnieje nic takiego jak standardowy użytkownik – różni ludzie mają różne potrzeby. Niektórzy internauci chcą oglądać wysokobudżetowe filmy z Sieci, inni chcą pisać sobie skrypty. Idealne rozwiązanie musiałoby usatysfakcjonować wszystkie grupy użytkowników, ale czy takie rozwiązanie w ogóle może istnieć?

Jak pokazała historia sporu o rozszerzenia EME wśród standardów HTML5, najwyraźniej konsensusu w tej kwestii zbudować się nie da, więc jak pisze Berners-Lee, trzeba znaleźć takie rozwiązania, które najmniej zaszkodzą użytkownikom, autorom i implementującym. Nie zakończy to szybko sporów, w których często porównywane są ze sobą jabłka i pomarańcze, gdzie obok siebie stawia się spójność doświadczenia użytkownika i zniewolenie programistów. Jednak spory te będą teraz toczyły się w ramach ustalonych granic grup roboczych W3C. Samo Konsorcjum nie wydaje rozkazów i nie może rozkazywać producentom przeglądarek i dostawcom treści. Zakazanie dyskusji nad sprawą w ramach W3C nie sprawi też, że dane technologie nie zostaną zaimplementowane przez producentów.

Dlatego lepiej kwestie takie oswoić, debatując nad nimi w otwartym dla każdego dyskursie, wypracowując w ten sposób standardy interoperacyjności, które dadzą się zastosować nawet w otwartych przeglądarkach, dostępnych na każdym systemie operacyjnym. W przeciwnym razie wysokobudżetowe filmy hollywoodzkich producentów znikną z otwartego, dostępnego przez przeglądarki Webu, by pojawić się wyłącznie w podłączonych do Internetu zamkniętych systemach-pudełkach.

Wszystko teraz w rękach członków grupy Restricted Media. Być może lepiej by było, gdyby Electronic Frontier Foundation, zamiast atakować Tima Bernersa-Lee, po prostu przystąpiło do grupy, i wywarło swój konstruktywny wpływ na ostateczny kształt rozszerzeń EME. Świat nie kończy się bowiem na EFE i Mozilli, a deklaracje w stylu „nigdy nie zaimplementujemy DRM” mogą co najwyżej odebrać Firefoksowi część użytkowników, niezadowolonych, ze IE pozwala im oglądać filmy, a Firefox już niekoniecznie.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.