r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Uliczny „haktywizm”: podczas Marszu Miliona Masek, Anonymous przypomnieli światu o twórcy WikiLeaks

Strona główna AktualnościINTERNET

Remember, remember the fifth of November – jak co roku, rocznica spisku prochowego z 1605 roku, stała się okazją do obywatelskiego nieposłuszeństwa w setkach miast całego świata. Zamaskowani uczestnicy Marszu Miliona Masek za swój cel postawili sobie nie tylko zdemaskowanie korupcji wśród władz państwowych, ale też działania na rzecz uwolnienia Juliana Assange, ukrywającego się od lat przed brytyjską policją na terenie ambasady Ekwadoru.

Dla nieznających historii Guya Fawkesa, krótkie wyjaśnienie (pełną historię możecie przeczytać w Wikipedii). Fawkes był członkiem angielskich katolikow, który uczestniczył w spisku, mającym na celu zabicie protestanckiego króla Jakuba I oraz przywrócenie katolickiego władcy na tron Wielkiej Brytanii. Członkowie spisku wynajęli kryptę pod Izbą Lordów budynku brytyjskiego parlamentu i wypełnili ją ładunkami prochowymi. Guy Fawkes wybrany został na strażnika krypty. Jednak w noc 5 listopada 1605 roku ujęli go strażnicy, po tym, jak zdrajca ujawnił zamiary spiskowców w anonimowo wysłanym liście. Następne kilka dni i nocy to pasmo tortur, po których Fawkes ostatecznie ujawnił swoich współtowarzyszy.

Wszyscy uczestnicy spisku prochowego zostali uznani winnymi zdrady stanu, skazani na rozrywanie końmi, owałaszenie, ścięcie i poćwiartowanie. Fawkes stanął przed katem ostatni. Zdołał jednak uniknąć okrutnego losu – zeskoczył z szafotu i podczas upadku złamał sobie kark. Na pamiątkę całego zdarzenia, londyńczyków zachęcono, by „zapalili ogień, na znak radości, że królowi udało się uniknąć śmierci”. Parlament uchwalił specjalną ustawę, która uczyniła każdy 5 listopada radosnym świętem wybawienia. Jednak sam Fawkes nie wszedł do kultury popularnej jako postać złowieszcza i pogardzana. Wbrew temu, czego pragnął brytyjski establishment, stał się bohaterem ludowym, określanym jako jedyny człowiek, który wszedł do Parlamentu z uczciwymi zamiarami. Dzisiaj jego charakterystyczna maska z filmu „V jak vendetta” to dobrze znany symbol ruchu Anonymous – internetowych trefnisi i haktywistów, często opowiadających się po stronie wolności, niewybrednego humoru i prawa do prywatności.

r   e   k   l   a   m   a

W tym roku 5 listopada Anonymous ogłosili dniem Marszu Miliona Masek, protestu przeciwko współczesnemu establishmentowi, miliarderom i opłacanym przez nich politykom. Chcieli w ten sposób przypomnieć też o losie Juliana Assange'a, twórcy demaskatorskiego serwisu WikiLeaks, który od 2012 roku, by uniknąć ekstradycji do Szwecji, schronił się w ambasadzie Ekwadoru – i żyje na jej terenie do dziś, nie mając możliwości jej opuszczenia.

Największe Marsze Miliona Masek odbyły się w Londynie, Berlinie, Waszyngtonie i St. Louis. Nie obyło się bez aktów przemocy, choć władze w oficjalnych komunikatach starały się zbagatelizować ich znaczenie. Najostrzej, jak donosi stacja telewizyjna RT, było w Londynie, gdzie aresztowano przynajmniej 10 osób, po tym gdy tłum przerwał barierki ustawione przed Pałacem Buckingham, prowokując policjantów do walki. Do starć doszło w też kilku innych miejscach – nie uszło na sucho nawet restauracji McDonald's na Oxford Road (niektórzy Anonimowi uznali, że mięso to morderstwo), czy głównej siedzibie BBC, gdzie protestujący skandowali hasła przeciwko cenzurze w telewizji.

Nie wiadomo jeszcze, ile osób łącznie wzięło udział w zamieszkach, ale już dziś Anonimowi ostrzegają, że jeśli ich postulaty będą ignorowane, to kolejne marsze Miliona Masek będą znacznie mniej pokojowe. Wyjście haktywizmu na ulice, przy obecnie dostępnych demonstrantom środkach technicznych, wydaje się dziś bardziej możliwe niż kiedykolwiek wcześniej. Podobnie jak podczas protestów w Hongkongu, uczestnicy Marszu Miliona Masek korzystali chętnie z mobilnych komunikatorów, w tym FireChata, działającego nawet wówczas, gdy dostęp 3G/4G do Internetu zostaje wyłączony. W rękach demonstrantów pojawiają się też coraz częściej zdalnie sterowane drony, dzięki którym mogą z powietrza obserwować i filmować działania policji. Bez względu na to, jaka będzie reakcja władz na postulaty Anonimowych, jedno jest pewne: przepaść między środkami technicznymi dostępnymi organom porządkowym i demonstrantom systematycznie się zmniejsza, co oznacza, że poskromienie zamieszek bez rozlewu krwi może w przyszłości być znacznie trudniejsze niż dziś.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.