r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

W Dubaju obraduje ITU, czy mamy czego się obawiać?

Strona główna Aktualności

Dziś w Dubaju rozpoczęła się organizowana przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny World Conference on International Telecommunications. Jednym z punktów agendy spotkania organizowanego przez komórkę podległą ONZ jest Internet i to budzi ogromne obawy użytkowników, organizacji, a nawet twórców globalnej sieci. Podczas WICT obradować mają reprezentanci 193 państw należących do Związku, a przedmiotem jest modernizacja Międzynarodowych Regulacji Telekomunikacyjnych.

Ostatnia wersja dokumentu została opracowana w roku 1988, najwyższa więc pora na zmiany — zmieniła się nie tylko technologia, ale także organizacja rynku, bo nie ma już państwowych monopoli telekomunikacyjnych. Jednak, jak już zaznaczali eksperci, którzy brali udział w konsultacjach w Polsce, niektóre zapisy ITR dawały Związkowi zbyt szerokie kompetencje, co mogło doprowadzić do ograniczania swobód, praw podstawowych i wolności. Podobne do MAC obawy mają działające w Internecie i monitorujące jego stan organizacje (Mozilla), firmy (Google — jego usługi blokowane są w prawie 40 krajach), a nawet znany jako jeden z „ojców Internetu” Vinton Cerf. O jakie konkretnie zapisy chodzi? Tego nie wiemy, gdyż do propozycji zmian oraz raportów dostęp mają jedynie biorący udział w konferencji oraz kilka uprzywilejowanych grup. Hamadoun Touré, obecny sekretarz generalny ITU, twierdzi, że zmiany mają na celu rozszerzenie zasięgu Internetu, aby jeszcze więcej osób mogło z niego korzystać.

Według OpenNet wśród obradujących znalazło się kilkadziesiąt krajów (42 z 72 badanych w ramach inicjatywy), które aktywnie cenzurują treści dostępne w Internecie. Freedom House raportuje z kolei, że w ciągu ostatnich dwóch lat w kilkunastu z 47 monitorowanych przez organizację krajów przyjęto regulacje prawne, które zagrażają swobodzie wypowiadania się w Sieci. Rządy wielu państw boją się utraty kontroli nad mediami działającymi w nieokiełznanym Internecie, więc za zamkniętymi drzwiami pracuje się nad metodami zezwolenia na ograniczanie wolności słowa lub odcinaniu dostępu do niego nawet w krajach demokratycznych. Tak ceniona anonimowość również jest zagrożona — głównie na Bliskim Wschodzie, gdzie proponowane są rozwiązania oparte na logowaniu z użyciem numeru dokumentu tożsamości, lub budowy sieci narodowej (Iran). Padła także propozycja, aby to Narody Zjednoczone, a nie firmy prywatne, kontrolowały przydzielanie domen i numerów, oraz wprowadzenie opłat za umożliwianie komunikacji z zagranicą. Według analiz kraje mniej rozwinięte mogą w ten sposób stracić dostęp do treści zagranicznych, bo nie będą w stanie płacić za wyjście ruchu. Byłoby to jednak na rękę operatorom Europejskim, którym notorycznie brakuje pieniędzy na rozbudowę infrastruktury obciążonej przez ruch do Google'a i Facebooka.

r   e   k   l   a   m   a

Od początku istnienia technologie, które stoją u podstaw Internetu, miały być otwarte i zapewnić możliwość współpracy wielu różnych sieci między sobą, bez względu na położenie czy producenta sprzętu. To pozwoliło wielu firmom, uczelniom i pojedynczym jednostkom na dołożenie swoich cegiełek do rozwoju globalnej sieci, jaką znamy dziś. Internet jest obecnie jedną z największych wartości społeczeństwa — przenosi informacje błyskawicznie, zaciera granice, zapewnia wolność słowa, rozwoju i tworzenia ponad jednej trzeciej mieszkańców Ziemi, jest motorem napędowym handlu i niektórych gałęzi przemysłu. Organizacja, która powołana została do życia aby czuwać nad zunifikowanymi metodami komunikacji zajmuje się więc zupełnie nie tym, czym powinna.

Posiedzenie odbędzie się bez mediów, możemy więc co najwyżej spróbować poskładać w całość przecieki z WCITLeaks oraz spróbować obejrzeć transmisje ze spotkań, ale wszelkie decyzje poznamy po zakończeniu wydarzenia w połowie grudnia. Podczas gdy mogą one zostać podjęte za zamkniętymi drzwiami, ani firmy zarządzające infrastrukturą, ani inżynierowie pracujący przy rozwoju sieci, ani użytkownicy nie zostaną wysłuchani. W reakcji na takie postępowanie w wielu miejscach w Internecie pojawiły się materiały mające uświadomić internautów o ważących się właśnie bez ich udziału losach wirtualnego świata, na przykład What is the ITU, materiały Internet Society oraz zasoby Mozilli. Obok kilku petycji przeciwko takiemu przebiegowi ruszyła także międzynarodowa (reprezentująca 169 krajów) inicjatywa Protect Global Internet Freedom.

Na nawiązanie tak szerokiego porozumienia w sprawie ograniczania tego, na co pracowaliśmy przez lata, szanse są małe, ale nie oznacza to, że można konferencję ignorować. Proponowane zmiany zakładają, że władza nad globalną siecią zostanie przekazana w ręce komórki podlegającej ONZ, a Chinom czy Rosji z pewnością na tym nie zależy. Jednak inne, bardziej realne rozwiązania (na przykład pomysł na odsunięcie od władzy ICANN, czyli przekazanie zarządzania siecią w ręce aparatów narodowych), wciąż budzą obawy.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.