r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

W Internecie jest już milion takich zdjęć. Ten aparat nie pozwoli Ci zrobić kolejnego

Strona główna AktualnościSPRZĘT

W czasach gdy praktycznie każdy ma ze sobą aparat fotograficzny, trudno o oryginalne ujęcia. Widać to szczególnie przy atrakcjach turystycznych, gdzie tysiące osób dziennie robią niemal identyczne zdjęcia, by umieścić je na tym samym serwisie społecznościowym. Powstał jednak aparat, który może temu zapobiec – Camera Restricta.

Do tego, że oprogramowanie pomaga nam robić zdjęcia, zdążyliśmy już przywyknąć – programy analizują kadr, szukają twarzy, wykrywają uśmiech i tym podobne. Camera Restricta idzie krok dalej i decyduje, czy w tym miejscu warto w ogóle robić zdjęcie. Urządzenie znajduje swoje położenie na podstawie współrzędnych GPS i poszukuje zdjęć z tego samego miejsca. Jeśli algorytm zdecyduje, że zostało tu zrobionych już za dużo zdjęć, po prostu schowa przycisk migawki i nie pozwoli fotografowi działać. Tym samym zmusi go do przeniesienia się w inne miejsce (lub sięgnięcia po inny aparat, ale nie o to tutaj chodzi).

Koncepcja Camera Restricta powstała by walczyć z powszechnym zjawiskiem zalewania Internetu zdjęciami zrobionymi w popularnych miejscach, co dzieje się od lat. Jej autor, Philipp Schmitt, chce uświadomić ludziom, jak są powtarzalni i nieoryginalni przywożąc z wakacji kolejne zdjęcia znanych zabytków. Jego aparat ma zapobiec powodzi nieoryginalnych obrazów, zmusić użytkowników do kreatywności i zboczenia z utartych, obfotografowanych ze wszystkich stron szlaków. Oczywiście nie można z góry założyć, że zdjęcie nie będzie oryginalne tylko dlatego, że zostało zrobione w popularnym miejscu – jest jednak duże prawdopodobieństwo, że algorytm ma rację.

r   e   k   l   a   m   a

Aparat nie wygląda atrakcyjnie, ale to akurat kwestia wyłącznie projektu prototypu. Obudowa została wydrukowana, by zmieścić smartfona z modułem GPS i oprogramowaniem analizującym zdjęcia, obiektyw i mechaniczny przycisk migawki, kontrolowany przez mikroprocesor ATTiny85. Telefon wykorzystuje aplikację łączącą się ze zdalnym serwerem, który na podstawie współrzędnych GPS przeszukuje Panoramio i Flickra, by ocenić, jak popularne jest dane miejsce i czy można zezwolić na robienie tam zdjęć. Szczególnie kiepskie wrażenie robi wystająca antena, ale gdyby takie aparaty weszły do produkcji, z pewnością wszystkie komponenty udałoby się zamknąć w mniejszej i bardziej eleganckiej obudowie.

Aparat ma także głośnik i może informować o zbliżaniu się do często fotografowanych obiektów podobnie do tego, jak licznik Geigera daje znać o promieniowaniu. Według twórcy wynalazku może on także zapewnić niepowtarzalne emocje, związane z możliwością zrobienia ostatniego lub pierwszego zdjęcia w danym miejscu. Możliwość odnalezienia fotografowanych miejsc może też zaprowadzić fotografa do ciekawego zakątka miasta lub lokalu, ale na to nie ma gwarancji. Nazwa aparatu to oczywiście nawiązanie do Camera Obscura.

O ile wiele serwisów, które zdecydowały się ten aparat opisać, przedstawia go jako ciekawostkę artystyczną, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno potencjalne zastosowanie tego urządzenia – cenzurę w przestrzeni publicznej. Parlament Europejski tydzień temu rozważał przyjęcie propozycji ustawy, która zabraniałaby fotografowania obiektów objętych prawami autorskimi w przestrzeni publicznej. Zakaz miałby obejmować rzeźby, elewacje budynków i tym podobne. Zmiana nie została przyjęta – poparło ją tylko 40 z 751 członków Parlamentu Europejskiego. Nie oznacza to jednak, że pomysł nie wróci. Nie oznacza to także, że wolność fotografowania zostanie rozciągnięta na wszystkie kraje Unii Europejskiej.

Obecnie fotografowanie dzieł sztuki w przestrzeni publicznej jest dopuszczalne w większości krajów członkowskich, choć w Norwegii, Finlandii i Danii ogranicza się jedynie do budynków. Na Litwie, Łotwie, w Estonii, Słowenii, Rumunii i Bułgarii nie można takich zdjęć wykorzystać do celów komercyjnych, zaś w takich krajach, jak Francja, Białoruś, Ukraina, Włochy czy Grecja można mieć problemy po publikacji zdjęć pokazujących dzieła sztuki chronione prawem autorskim.

Istnienie mechanizmów, które mogą zablokować możliwość rejestrowania obrazu w niektórych miejscach, może w przyszłości zostać wykorzystana w obronie praw autorskich. Podobne do przedstawionego tu aparaty fotograficzne mogłyby działać na usługach prywatnych firm i organizacji rządowych, skutecznie zastępując groźne znaki „zakaz fotografowania”, które są bolączką miłośników industrialnej architektury, transportu szynowego, koncertów czy techniki wojskowej. Tym sposobem poruszając się po przestrzeni publicznej mielibyśmy ograniczone możliwości fotografowania i gwarancję, że na zdjęciach nie znajdzie się nic, za co mogłyby kogoś spotkać nieprzyjemności.

Tu oczywiście nasuwają się nieciekawe wizje cenzury. Nie tylko nie będziemy mogli opublikować zdjęć dzieł sztuki w Sieci, ale także uwiecznić wielu niebezpiecznych bądź kuriozalnych sytuacji. Mam tu na myśli te rzadkie przypadki, gdy zdjęcia i nagrania ze smartfonów osób postronnych są jedynymi dowodami w sprawach przeciwko służbom. Jeśli dojdzie do tego, że w rękach państwa znajdzie się aparat pozwalający blokować robienie zdjęć i nagrywanie filmów (zwłaszcza jeśli będzie przenośny i znajdzie się w każdym radiowozie), z wolnością słowa będziemy mogli się pożegnać.

W tych wszystkich czarnych wizjach odgórnej kontroli widzę jednak pewną korzyść. W wielu miejscach, jak muzea, teatry czy ogrody zoologiczne, przydałaby się możliwość odgórnego wyłączenia wszystkim zwiedzającym lamp błyskowych.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.