Czy stabilność oprogramowania
może zależeć od upodobań jego użytkowników?
Nie da się ukryć, że pytanie to brzmi absurdalnie, a próba odpowiedzi budzi uśmiech politowania. Gdyby jednak problem rozpatrzyć na nieco innym gruncie - wspomniany absurd może powoli zamieniać się w realny problem bowiem taki wpływ zaczynamy dostrzegać. Nie dotyczy on jednak rzeczywistej stabilności programu, a tego, jak odbierają ją inni użytkownicy i jak może się to dla nich skończyć.
Obiektem moich "badań" są komentarze użytkowników vorlau oraz krążące po sieci opinie na temat dwóch popularnych systemów - Windows i GNU\Linux. Nie będę ukrywał, że obiektem krytyki w dużej mierze są użytkownicy tego drugiego, ale nie wszyscy (webnull, jesteś bezpieczny). Mam na myśli tych aroganckich, dla których używany od trzech miesięcy Linux jest wystarczająco dużym powodem, aby uważać się za szczyt hierarchii i mieszać z błotem pozostałych. Robią oni bowiem więcej złego dla popularyzacji Linuksa niż dobrego, o czym słusznie wspomniał niedawno Meszuge.
Stabilność Windows
Otóż, gdy na łamach vortalu pojawia się wiadomość dotycząca oprogramowania firmy Microsoft, niżej zbiera się grupka krzykaczy, którzy lamentują, jakie to to niestabilne jest, jakie zawirusowane, szpiegujące i tym podobne zarzuty. Owszem, stabilność nie zawsze była domeną Windowsów, wiedzą to dawni użytkownicy takich edycji jak '95, '98 czy Millenium. Punktem zwrotnym dla wielu krzykaczy była publikacja raportu ze strony Microsoftu, wg którego stabilność ich systemów w dużej mierze obniżają wadliwie napisane sterowniki urządzeń. Nagle zaczęła się budzić wśród użytkowników świadomość, że faktycznie, system zaczął BSODzić dopiero po instalacji jakiegoś sterownika (dobrym przykładem jest Windows Vista x64, który umiera od sterownika modemu Speedtouch 330). Nie da się ukryć, że zadziałało to na większych producentów. Kolejne wydania Windows są coraz bardziej dopracowane, szybsze, stabilniejsze i bezpieczniejsze. Owszem, wpadki się zdarzają, będą zdarzały i nic tego nie zmieni.
Stabilność Linuksa
Od lat ceniony w środowiskach administratorskich, Linux przebył długą drogę zanim trafił na biurka domowych komputerów. Niestety, wzrost popularności często skutkuje przyspieszeniem planów wydawniczych, co z kolei negatywnie wpływa na jakość końcowego produktu. Część społeczności jednak z niewiadomych przyczyn nie zdaje sobie z tego sprawy i nadal nawołuje użytkowników Windowsa do migracji na system, bez wad, stabilniejszy i bezpieczniejszy.
Do czego to doprowadziło?
Wielokrotnie gloryfikowana stabilność Linuksa doprowadziła do tego, że w świadomości wielu użytkowników krytykowanie stabilności Windowsa jest jak najbardziej na miejscu, niezależnie od tego, czy owa krytyka jest bezpodstawna czy nie. W odwrotnej sytuacji sprawy mają się zupełnie inaczej. Gdy krytykowana jest stabilność Linuksa - wspomniana społeczność uważa to za coś niedopuszczalnego, swoiste faux pas, po czym wielokrotnie stosuje wobec delikwenta werbalną agresję wyzywając go od ignorantów, imbecyli, zarzucając klapki na oczach i Microsoftowy fanatyzm.
Słowo na dobranoc
Ten wpis jest pewnego rodzaju moją reakcją na opisane wyżej zachowania. Moim celem nie jest obrażanie czy poniżanie społeczności zgromadzonej wokół Linuksa. Chcę tylko położyć nacisk na to, że gdy już komuś proponujecie Linuksa, to nie ukrywajcie przed nim niewygodnych faktów.
Gwoździem do trumny jest zwalanie winy za niestabilność na użytkownika czy jego komputer, gdy wcześniej powiedziano mu, że można śmiało korzystać z niestabilnych repozytoriów Debiana czy gałęzi Gentoo, bo i tak są stabilniejsze niż Windows.
Jeżeli sytuacja nie ulegnie zmianie, to Linux nigdy nie przekroczy 1% rynku desktopów, a winni temu będą przepełnieni pychą użytkownicy.
Takich "zwolenników" doskonale określił Meszuge na łamach swojego blogu, pozwolę sobie przytoczyć:
swoją postawą zniechęcili do tych systemów tak wiele korzystających z komputerów osób i tak niesamowicie skutecznie, że największy wróg Linusa Torvaldsa nie zrobiłby tego lepiej.
Dlaczego w ogóle uczepiłem się zwolenników Linuksa?
Proste. Jest to młodsza (niekoniecznie wiekowo) grupa użytkowników, za której uformowanie w dużej mierze odpowiada popularyzacja Ubutnu, która bardzo często swoje nowe upodobania próbuje siłą narzucić pozostałym.
Mam nadzieję, że ten wpis nie będzie powodem kolejnej wojny, chociaż nie zaprzeczę, że tego się obawiam.
Pozdrawiam.