r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Władze Rosji zaostrzają wojnę propagandową w Internecie i restrykcje dla blogerów

Strona główna AktualnościINTERNET

Władze na Kremlu postanowiły tym razem jeszcze bardziej „utrzymać na smyczy” blogerów. Rządowa agencja do spraw multimediów o nazwie Roskomnazdor, której zadaniem jest „dbanie” o przestrzeganie przepisów dotyczących różnego typu działalności w mediach, tj. radio, telewizja, prasa i oczywiście Internet, wprowadziła ustawę nakazującą wszystkim blogerom, którzy posiadają powyżej 3 tysięcy odwiedzin obowiązek rejestrowania się w Roskomnazdor.

Innym nowym ograniczeniem jest nakaz stosowania się blogerów do przepisów, które mają przekazywać im bezpośrednio pracownicy agencji. W jakiej formie? – nie wiadomo. Kolejnym elementem walki o „przestrzeganie przepisów” w Rosji jest archiwizacja wszelkich postów przez co najmniej 6 miesięcy. Nie są to jedyne ograniczenia, których ilość w ostatnich dniach znacząco rośnie.

Wiele agencji światowych informuje, że dziennikarze i politycy krytykujący rządy Putina spotykali się z różnego rodzaju restrykcjami. Do tego niechlubnego grona dołączyli również jakiś czas temu blogerzy. Wszystko wskazuję, że to nie koniec zwiększania restrykcji wobec tej grupy użytkowników Internetu. Jak widać utrudnianie funkcjonowania tak wielkim gigantom jak Facebook, Microsoft czy Google, to nie ostatni krok Federacji Rosyjskiej i dalsze zaciskanie pętli na środowisku blogerów. Różnica polega jednak na tym, że tym razem Kreml zabiera się coraz bardziej za własne podwórko, a nie tylko ogranicza działania i stosuje restrykcje w mediach społecznościowych należących do firm zagranicznych.

r   e   k   l   a   m   a

Hugh Williamson z Human Rights Watch powiedział, że: Internet jest ostatnią ostoją wolności wypowiedzi w Rosji i określił działania Federacji Rosyjskiej drakońskimi i zmierzającymi do kontrolowania blogerów przez władze. Nie trudno się z tymi słowami nie zgodzić. O ile w kwestii polityków i dziennikarzy pewne rodzaje represji mogą być skuteczne, to w przypadku blogerów jest to o tyle trudniejsze, że są różne możliwości obejścia przepisów – choćby korzystanie z zagranicznych serwerów.

To co jednak jeszcze bardziej niepokoi opinie publiczną, to wielka wojna propagandowa i rzesza 600 osób – tzw. cyberżołnierzy Kremla, którzy w bardzo intensywny sposób komentują kryzys ukraiński, na każdym możliwym liczącym się medium w sieci. Dowodem działania tak zorganizowanej grupy jest zwiększona ilość komentarzy na stronach internetowych „Le Figaro” po publikacji (22 lipca) artykułu na temat odpowiedzialności Rosji za zestrzelenie malezyjskiego samolotu pasażerskiego. Fala komentarzy, trollowanie, czy obrażanie i złośliwość komentujących odnotował również dziennik „The Guardian” po publikacji tekstu o wspieraniu separatystów na wschodniej Ukrainie. „Le Figaro” twierdzi, że „The Guardian” przesiewa ok. 40 tys. prorosyjskich komentarzy dziennie. Jakie są powody takich działań władz rosyjskich? Nie trudno wywnioskować, że przyczyną tak zmasowanej akcji propagandowej jest „komunikacyjna katastrofa” po krótkiej wojnie rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku. Władze Kremla zapewne wyciągnęły wnioski z tamtej sytuacji i postanowiły opłacić 600 komentatorów i wpłynąć na opinie publiczną, jak również pozyskać zwolenników rosyjskiej wersji wydarzeń.

O wykorzystywaniu tej internetowej armii propagandy pisała już „Nowaja Gazieta" w tekście na temat kremlowskiej armii trolli. Rosyjskie władze nigdy nie zdementowały informacji na ten temat, jednak nie wszystkie tego typu akcje są inspirowane przez Kreml. W przypadku komentarzy do artykułu „Le Figaro” akcja komentowania została zainspirowana przez rosyjski serwis społecznościowy „Wkontaktie” oraz antymajdanowskich aktywistów, którzy utworzyli podobną akcję na Twitterze.

Warto również wspomnieć, że akcje propagandowe to nie wszystko. Organizowane były również ataki hackerów na strony instytucji państwowych w Estonii i Gruzji, jak to miało miejsce w 2007 i 2008 roku. Na obecną chwilę to samo dzieje się z portalami ukraińskimi, których hakerzy prorosyjscy zablokowali już ok. 150, jak również strony internetowe NATO i amerykańskich agencji bezpieczeństwa. Władze Rosji zachowują wstrzemięźliwość w komentowaniu tych doniesień i w żaden sposób nie utrudniają prorosyjskich, niezależnych działań w sieci, doskonale zdając sobie sprawę z korzyści, jakie one przynoszą.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.