r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wolny rynek oprogramowania jest możliwy tylko w podziemiu?

Strona główna Aktualności

Jeśli zapytacie typowego użytkownika Wykopu, jaki jest najlepszy ustrój gospodarczy na świecie, to niemal na pewno zacznie zachwalić jakąś skrajną formę wolnego rynku. Jakoś tak się u nas już przyjęło w ostatnim dwudziestoleciu, że samoregulację i konkurencję polski lud uznaje za coś wspaniałego, podczas gdy planowanie, odgórne regulacje czy decyzje uważane są za odrażający przykład lewactwa.

Wydawać by się mogło, że rynek software'owy to dobry przykład tego, co może przynieść konsumentom wolny rynek. Mogłoby, gdyby nie jeden feler – niewiele wolności jest w software'owym rynku. Patenty na oprogramowanie, uzależnienie od rozwiązań dostawców, zmowy cenowe, nikły poziom interoperacyjności – wszystko to doprowadziło do sytuacji, w której oprogramowanie to kosztowna sprawa, tak z perspektywy biznesowego użytkownika, jak i np. zaangażowanego gracza. O ile ten ostatni sobie jeszcze poradzi, piracąc ulubione tytuły, to użytkownik biznesowy w zasadzie nie ma wyjścia, może tylko myśleć, jak tu zoptymalizować swoją umowę licencyjną z Oracle, nakazującą mu płacić zylion złotych rocznie za jedno gniazdko procesora w serwerze na którym działa OracleDB.

Jest jednak rynek software'owy, którego nikt nie reguluje, i na którym gracze nie potrzebują zatrudniać sztabów prawników i opłacać lobbystów w gabinetach parlamentarzystów. Rynek ten skryty w internetowym podziemiu spenetrowała ostatnio firma Trend Micro (notabene sama też znana z fajnych umów licencyjnych dla biznesowego klienta). Z opracowanego przez jej analityków raportu Russian Unterground 101 wyłania się obraz ukrytej gałęzi rosyjskiej gospodarki, dojrzałej, a mimo to wciąż dynamicznie się rozwijającej i dostarczającej klientom innowacyjne produkty w cenach nie do przebicia.

Zwolennicy nieuregulowanego kapitalizmu dostali wreszcie do ręki dowód korzyści dla klienta, jakie niesie wolny rynek. Software'owe podziemie Rosji zaspokaja wszystkie potrzeby, a konkurencja zapewnia przystępność cen. Rik Ferguson z Trend Micro mówi: To bardzo dojrzały rynek, istniejący już od dłuższego czasu. Są tu ludzie oferujący nawet bardzo niszowe usługi, dba się o każdą niszę. Co najważniejsze – wszystko to w cenach, które jeszcze pięć lat temu były nie do pomyślenia. Już za 290 dolarów można kupić rootkita dla Windows, który pozwala na instalowanie w systemie spreparowanych sterowników z ominięciem mechanizmu PatchGuard.

Rynek zapewnia też produkty szyte na miarę. Dajesz mi plik .EXE i zwykłego PDF-a (jeśli nie masz swojego PDF-a, użyję pustego pliku, lub coś własnego), który powinien być pokazany użytkownikowi. Połączę je razem i dam ci toksyczny plik PDF. Kiedy użytkownik go otworzy, EXE i PDF zostaną wydobyte, a toksyczny plik PDF zostanie zastąpiony przez zwykłego PDF-a i wyświetlony użytkownikowi – tak reklamuje swoje usługi tworzenia polimorficznych sklejek jeden z hakerów. Cena? Całkiem przystępna – 420 dolarów, za przygotowany pod kątem klienta produkt z „wyższej półki”.

Można sobie też kupić spreparowany pod kątem własnych potrzeb botnet – 2000 maszyn za 200 dolarów, choć trzeba przyznać, że takie oferty nie są częste. Hakerom bardziej opłaca się świadczyć za pomocą swoich botnetów rozmaite usługi. 150 dolarów kosztuje wysłanie 10 tysięcy SMS-ów, a mailing do miliona użytkowników to raptem 10 dolarów. Jeśli zaś bardzo nie lubimy jakiegoś serwisu internetowego, to za miesiąc ataku DDoS zapłacimy właścicielowi dużego botnetu (z gwarancją omijania Windows Firewalla i regulowania siły ataku) 1200 dolarów. Jak orientował się niegdyś autor tego tekstu, jeszcze dziesięć lat temu takie pieniądze trzeba było zapłacić za dobę ataku.

Oczywiście możemy też potrzebować własnego serwera, np. do hostowania jakichś nielegalnych treści. Czarny rynek zapewnia takie najtańsze „kuloodporne” VPS-y już za 15 dolarów miesięcznie, choć jeśli trzeba, można też kupić serwer dedykowany odporny nie tylko na władze, ale i ataki DDoS za 2000 dolarów miesięcznie. Także i tu w grę wchodzi efekt skali, hurtowe zamówienia mogą oznaczać duże upusty.

Raport Russian Unterground pobrać możecie tutaj. Lektura to ciekawa – i skłania do refleksji: ile by kosztowało legalne oprogramowanie, gdyby jego producenci zmuszeni byli do działania na całkowicie wolnym rynku? Postawmy sprawę jasno: jakoś nie widać, by oprogramowanie taniało. Od lat ceny Adobe Creative Suite, Microsoft Office czy topowych gier komputerowych stoją w miejscu – i to w czasie, gdy ceny sprzętu drastycznie spadają.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.