r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

WordPress.com stawia na Bitcoina. Ale czy warto Bitcoiny wydawać na WordPressa?

Strona główna Aktualności

W minionym tygodniu firma SIX Interbank Clearing Ltd, opiekun oficjalnej listy symboli walut ISO 4217, otrzymał petycję w sprawie wyznaczenia oficjalnego symbolu dla waluty, która bez wsparcia żadnej organizacji rządowej czy międzynarodowej stała się niekwestionowanym środkiem płatniczym w Internecie. Chodzi oczywiście o Bitcoina, którego zasięg stale rośnie, i właśnie poszerzył się o prawdziwego giganta – platformę blogową Wordpress.com.

Do tej pory SIX Interbank już trzykrotnie uchylał się od przyznania nowej walucie oficjalnego symbolu, tłumacząc się dość głupio, że Bitcoin nie jest w powszechnym użyciu oraz że nie jest powiązany z żadną organizacją czy rządem. Drugi z tych argumentów jest bezzasadny, gdyż na liście ISO 4217 znaleźć można inne środki płatnicze, niezwiązane z żadną organizacją czy rządem – złoto (symbol XAU) i srebro (symbol XAG).

A co z pierwszym? Jak wygląda kwestia realnego zastosowania Bitcoina? Zdaniem niektórych obserwatorów, to co ogłosił na łamach firmowego bloga WordPress.com programista Andy Skelton, to przełom dla wirtualnej, kryptograficznej waluty. 22 co do wielkości serwis na świecie zaczął bowiem przyjmować płatności w Bitcoinach. Co prawda nie bezpośrednio – wykorzystał w tym celu pośrednika, serwis BitPay, przejmujący na siebie ryzyko związane z wahaniami kursu tej waluty. W praktyce wygląda to tak, że wszystkie Bitcoiny wpłacone na konto WordPressa są dzień po dniu zamieniane na dolary i zbiorczo przekazywane na dolarowe konto blogowej platformy. Oczywiście nie za darmo – pośrednik bierze dla siebie 2,69% prowizji.

Nie jest to jednak wiele, w porównaniu do kosztów korzystania z tradycyjnych systemów elektronicznych płatności. Skelton zaś podkreśla, że głównym powodem, dla którego jego serwis zdecydował się na taki krok, jest niezależność Bitcoina. PayPal blokuje dostęp ludziom z ponad 60 krajów, wielu operatorów kart kredytowych stosuje podobne obostrzenia. Niektórzy są blokowani z powodów politycznych, inni ze względu na większe ryzyko oszustwa, jeszcze inni z powodów finansowych. Bez względu jednak na powód, nie sądzimy by blogerzy z Haiti, Etiopii czy Kenii mieli mieć gorszy dostęp do blogosfery ze względu na problemy z płatnościami. Naszym celem jest wyzwolenie ludzi, a nie ich blokowanie – pisał deweloper.

To się może nie podobać finansowym tuzom, ale Bitcoin, czy to jako waluta, czy jako system płatności, nie ma żadnego regulaminu, żadnych warunków korzystania. Całkowicie egalitarny, pozwala robić interesy każdemu z każdym, bez względu na to, co o tym myśli PayPal, władze USA czy MasterCard. WordPressowi pozwala w ten sposób nie tylko zyskać nieco większy udział w rynku (w praktyce pewnie niemal niezauważalny dla hostującego kilkadziesiąt milionów blogów giganta). Przede wszystkim umożliwia realną obronę wolności słowa, dając użytkownikom wybór pomiędzy tymi, którzy chcą kontroli poczynań swoich współobywateli, a tymi, którzy pozwalają tę kontrolę obejść.

Pozostaje jednak pewien problem, związany z samą, dość eksperymentalną z perspektywy ekonomii, naturą Bitcoina. To deflacyjna waluta, której zasób jest z jej natury ograniczony. Już niebawem będziemy mogli się przekonać o konsekwencjach przyjęcia takich założeń. Pod koniec listopada nagrody wypłacane minerom – użytkownikom wyliczającym Bitcoiny na swoich farmach GPU – spadną o połowę, a jednocześnie poziom trudności wyliczania kolejnych bloków wzrośnie. W praktyce oznacza to, że jedynie nieliczni, którzy zainwestowali w nowy sprzęt do „wydobywania” Bitcoina, maszyny korzystające z czipów ASIC (Application Specific Integrated Circuits), będą w stanie pokryć koszty wydobycia – rachunki za energię elektryczną i amortyzację sprzętu.

Jak do tej pory wydobyto niemal połowę wszystkich możliwych Bitcoinów – ponad 10,4 mln. W ciągu godziny wydobywanych jest ich niemal 300. Wydawać by się więc mogło, że nie jest źle, i w stosunku do wartości towarów dostępnych dziś za Bitcoiny, pieniędzy jest dość. Jednak na walutowym rynku Bitcoina jest znacznie mniej. Z badań przeprowadzonych w tym roku przez Dorit Ron i Adi Shamira wynika, że ponad 600 tys. kont sieci Bitcoin było wykorzystanych tylko do przyjmowania wpłat. Konta te zawierają ponad 7 milionów BTC, czyli ponad 70% wszystkich wydobytych „monet”.

Czy w takiej sytuacji – kurczącego się zapasu waluty w obiegu i rosnącego jej kursu – będzie warto wydawać swoje cenne Bitcoiny na opłacenie hostingu zwykłego bloga? Oby nie skończyło się jak z tym pierwszym fanem kryptowaluty, który swego czasu zapłacił 10 tys. BTC za pizzę. Bitcoin, będący ucieleśnieniem snu austriackiego ekonomisty von Hayeka, może sam siebie zniszczyć od środka, zanim zdoła zagrozić walutom wspieranym przez banki centralne (które zauważają już zagrożenie ze strony BTC).

Z drugiej strony, jeśli ludzie będą wydawali swoje Bitcoiny tylko na czarnym rynku, wcześniej czy później władze najważniejszych państw zdelegalizują cały system. Oczywiście samej sieci to nie zaszkodzi... ale uczyni Bitcoiny dobrem bardzo trudnym do zdobycia dla przeciętnego użytkownika, mimo że coraz bardziej potrzebnym w erze rosnącej inwigilacji ze strony władz.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.