r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak: ku decentralizacji informacji. Czemu dokumentów z Panamy nie ma na Wikileaks?

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Czy to serwisy o finansach, czy serwisy o technice – dla wszystkich wyciek danych z panamskiej firmy Mossack Fonseca jest bez wątpienia wiadomością tygodnia. 2,6 TB danych dokumentujących metody, za pomocą których globalna elita miała ukrywać swoje majątki, już doprowadził w wielu krajach do politycznego trzęsienia ziemi. Gdy jednak bliżej przyjrzymy się tej sprawie, przedstawianej jako największa afera od czasów ujawnienia przez Wikileaks amerykańskiej korespondencji dyplomatycznej, zobaczymy, że coś tu nie gra – że istnieje fundamentalna różnica pomiędzy tym, co robił Julian Assange, a tym, co zrobiło Süddeutsche Zeitung pospołu z Guardianem i kilkoma innymi gazetami (wśród których znalazła się też polska Gazeta Wyborcza). O co chodzi? Ano o formę prezentacji.

Odwiedzając stronę wikileaks.org znajdziecie tam kompletne, przeszukiwalne archiwa z ujawnionymi przez informatorów dokumentami. Najświeższy z wycieków nie jest za duży rozmiarem, ale znaczenia niemałego – to zapis rozmów podczas zamkniętego spotkania Międzynarodowego Funduszu Walutowego, dotyczący kryzysu Unii Europejskiej związanego z sytuacją w Grecji i perspektywą Brexitu (wyjścia Wielkiej Brytanii ze struktur Unii). Oryginalny dokument może przeczytać każdy.

Gdy chcemy zapoznać się z aktywnością amerykańskiej dyplomacji, ujawnionej w tzw. Cablegate, The Carter Cables i The Kissinger Cables, wystarczy odwiedzić PlusD: Public Library of US Diplomacy. Pełna wyszukiwarka, możliwość przeglądania po latach, statusie tajności, dostępności, tagach i regionach, do tego interaktywna mapa i wykres czasowy. Opracowanie z perspektywy zarówno naukowców-historyków jak i amatorów zainteresowanych tematem po prostu bezcenne.

r   e   k   l   a   m   a

Jak tymczasem wygląda sytuacja z Mossack Fonseca? Widzieliście te wszystkie uporządkowane dokumenty, jakie otrzymać miał od anonimowego, niechcącego wynagrodzenia bawarski dziennik? Mi jak do tej pory nie udało się znaleźć ich w Sieci. Jedyne co otrzymujemy, to kontrolowane wycieki przez organizację o nazwie The International Consortium of Investigative Journalists (ICIJ). Oficjalny komunikat, który opublikowano na łamach bloga tej organizacji mówi przede wszystkim o Władimirze Putinie, wspomina też o ludziach robiących interesy z wielkimi wrogami Stanów Zjednoczonych – meksykańskimi baronami narkotykowymi, organizacjami terrorystycznymi takimi jak Hesbollah, oraz zbójeckimi państwami (rogue nations), tj. Koreą Północną i Iranem.

O ile o statusie Hesbollahu można dyskutować, to już użycie określenia „państwa zbójeckie” w odniesieniu do bądź co bądź uznanych członków międzynarodowej społeczności brzmi jak pismo wprost z przemówień sekretarzy amerykańskiego Departamentu Stanu. Wystarczy się zresztą przyjrzeć źródłom finansowania ICIJ, by wiele zaczęło się wyjaśniać – znajdziemy tam rozliczne fundacje, niejednokrotnie uznawane za narzędzia amerykańskiej polityki, służące promowaniu amerykańskiej racji stanu, w tym Ford Foundation, Rockefeller Family Fund czy Open Society Foundation George'a Sorosa. Nie wydaje się też przypadkiem, że materiały trafiły najpierw do Süddeutsche Zeitung. Ta bawarska gazeta uważana jest za sympatyzującą z polityką Waszyngtonu, zapewne nie przypadkiem. Była to pierwsza niemiecka gazeta, na której wydawanie pozwoliły amerykańskie władze okupacyjne po zakończeniu II Wojny Światowej.

Czy kogoś więc może dziwić, że selektywnie wskazane przecieki uderzają przede wszystkim w prezydentów Rosji i Chin (szwagier Xi Jinping miał ukryć przez panamską firmę miliony dolarów), a nie ma wśród publicznie oskarżonych nikogo z potentatów świata zachodniego? Oczywiście dla równowagi uderzono w malutką zachodnią Islandię, uderzono też w Pakistan, ale pamiętajmy, że Islandia zachowywała się już niepokornie względem zachodniego systemu finansowego, a Pakistan, mimo że nominalnie sojusznik Stanów Zjednoczonych, już niejednokrotnie pokazywał, że momentami bliżej mu do Pekinu.

Selektywności doboru przedstawionych dokumentów nie starają się ukryć nawet przedstawiające je media. Brytyjski The Guardian otwarcie pisze: choć wiele z wyciekłych materiałów nie zostanie upublicznionych, istnieją istotne powody do opublikowania niektórych z nich. Kto dokonał doboru treści do publikacji i według jakich kryteriów – łatwo się domyślić, biorąc pod uwagę zależności finansowe ICIJ. Dlaczego Panama Papers nie trafiły do zaufanego miejsca, takiego jak Wikileaks, a zostały jedynie udostępnione dziennikarzom zaufanych gazet – każdy sobie sam musi na to odpowiedzieć.

Postawię zatem być może kontrowersyjną tezę – Stany Zjednoczone nauczyły się nowych sztuczek, bardziej subtelnej gry, ucząc się od swojego wielkiego wroga, Juliana Assange'a. Opinia publiczna, nieufna wobec oficjalnych deklaracji polityków, z upodobaniem przyjmie wszystko, co zostanie przedstawione jako demaskujący polityków wyciek. Kogo on jednak demaskuje, i w jakim celu, to już właśnie jest elementem polityki, a jaka ona jest, pokazuje dobór uprzywilejowanych dostępem mediów.

Zestawienie Panama Papers z działaniami Wikileaks może więc i jest sporym nadużyciem, ale kogo to obchodzi? Nawet te media, które nie dostały uprzywilejowanego dostępu, powtarzać będą tezy o największym wycieku w historii, a nam pozostaje jedynie czytać odpowiednio przez ICIJ przygotowane newsy, bo przecież nie 11,5 mln rekordów oryginalnego wycieku.

Historia ta pokazuje nam, jak nawet w świecie zdecentralizowanego obiegu informacji, ośrodki władzy centralnej rozważnie grając są w stanie zachować kontrolę nad tym co się dzieje i co się mówi. Nie tylko zresztą w kwestiach politycznych, ale także i obyczajowych, gdzie scedowanie odpowiedzialności na podmioty prywatne pozwala uniknąć zarzutów o cenzurę. To, jak skutecznie Facebook potrafi ograniczać wolność wypowiedzi, wiadomo nie od dzisiaj – ale obrońcom wolności słowa przypomina się, że przecież nie jest to cenzura, gdyż Facebook jako prywatny serwis może kierować się swoim regulaminem, nie dotyczy go amerykańska poprawka do Konstytucji.

Podobnej sytuacji doświadczyliśmy zresztą dopiero co w Polsce. Widzowie telewizji Polsat donoszą, jak to jeden z najlepszych filmów ostatnich lat, „Wilk z Wall Street” Martina Scorsese, został bezlitośnie pocięty przez nożyczki prywatnego cenzora, który z przejmującego dramatu zrobił wręcz bajkę dla dzieci. Oczywiście nie jest to naruszenie wolności słowa ni wypowiedzi artystycznej, bo przecież Polsat jest telewizją prywatną. Czy jednak oznacza to, że w czasach, gdy większość mediów jest prywatna, cenzura i jej szkodliwe dla sztuki skutki stały się niemożliwe?

Jeśli cokolwiek może zmienić ten niekorzystny dla wolności słowa trend, to jedynie rozproszenie informacji. Gdy Wikileaks redagowało amerykańską korespondencję dyplomatyczną, w sieci pojawił się zaszyfrowany torrent z kompletnym wyciekiem, na wypadek ewentualnych kłopotów, czy zarzutów, że coś zostało w procesie redakcyjnym celowo pominięte. Wystarczyło wówczas udostępnić zaszyfrowane klucze. O ile bardziej przyzwoicie wyglądałyby działania ICIJ, gdyby zrobiło to samo?

To samo dotyczy dzieł filmowych – tylko poprzez ich dostępność w rozproszonej formie możemy mieć pewność, że w pewnym momencie właściciel praw autorskich czy uprawniony dystrybutor nie wytnie z nich tego, co niezgodne jest z jego poglądami czy obyczajowością. Materiał cyfrowy jest ogromnie podatny na przeróbki, ale na szczęście łatwość replikacji gwarantuje, że ocalenie oryginałów przed nożyczkami cenzorów jest równie łatwe.

Na koniec, jeśli jesteście zainteresowani dokumentami z Panamy, zapraszam do podpisania dostępnej online petycji do Süddeutsche Zeitung i Guardiana, wzywającej do udostępnienia całych 2,6 TB danych wycieku w Sieci. I oczywiście do czytania (i oglądania) dobrychprogramów przez kolejny tydzień. Mimo przepięknej pogody, liczymy, że zdołamy zainteresować Was tym co ciekawe i przydatne w naszej dziedzinie.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.