r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: ofiaro hakerów, jesteś sama sobie winna

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

Granica między fizycznym światem i cyberświatem nigdy jeszcze nie była tak cienka jak w minionym tygodniu. Sony Pictures, postraszone przez hakerów, którzy wcześniej spenetrowali jego sieć przeprowadzeniem zamachu bombowego na kina, które ośmieliłyby się wyświetlić komedię „The Interview”, zdecydowało się zaniechać kinowej premiery. Niemieckie BSA ujawniło z kolei okoliczności cyberataku na niemiecką hutę, który pod względem skutków okazał się bardziej dotkliwy niż niejedna bomba. Eksperci od bezpieczeństwa spłodzili z tej okazji niemało artykułów, strasząc nas światem, w którym tzw. Advanced Persistent Threats są codziennością i pouczając, jak mało możemy w tej sytuacji zrobić. Nawet słynny Bruce Schneier mówiekspert zawsze znajdzie drogę wejścia.

W naturze tak już jest, że ofiary są zwykle głupsze od drapieżników. Wykorzystanie takich biologicznych metafor w świecie ludzi kończy się oskarżeniami o rasizm, seksizm, agizm, czy inne jeszcze zakazane -izmy, ale co z tego? Niezależnie od tego, jak dla niektórych źle to zabrzmi, ofiara jest zawsze sama sobie winna. Ekspert znajdzie bowiem drogę wejścia, pod warunkiem, że mu w tym pomożemy. Wbrew temu, co bowiem sami eksperci o sobie piszą, te spektakularne ataki stały się możliwe nie dzięki ich nadprzyrodzonym zdolnościom (rodem z filmów z Hollywood), ale dzięki lenistwu i ignorancji ofiar. Nawet genialnie napisany Stuxnet dostał się tam, gdzie miał się dostać, tylko dlatego, że jacyś idioci nie mogli oprzeć się przenoszeniu danych między komputerami na pendrive'ach.

I właśnie na siebie samych, pod koniec 2014 roku powinniśmy wskazać palcem, zastanowić się, czy jesteśmy gotowi na wpychane nam do gardeł (dosłownie, wraz ze „sprytnymi” naczyniami) macki Internetu Rzeczy, skoro nie potrafimy zabezpieczyć poczty elektronicznej. Pan Schneier, po zbesztaniu tych okropnych, rasistowskich szefów Sony, z troską pochyla się w swoim wpisie nad zwykłymi, niewinnymi ludźmi, którzy ucierpieli w wyniku ataku na ich firmę tylko dlatego, że korzystali z firmowego systemu poczty. Ich najbardziej osobiste rozmowy – plotki, problemy medyczne, życie milosne – wszystko to zostało ujawnione ciekawskim oczom krewnych i znajomych. Jeden cyberatak przyniósł setki osobistych tragedii.

r   e   k   l   a   m   a

Dalej Schneier przypomina, że nie mamy wyboru, że musimy zaufać firmom z naszymi najintymniejszymi rozmowami, w e-mailach, na Facebooku, przez SMS-y itd. Że nie mamy wyboru, musimy sklepikarzom powierzać nasze informacje finansowe. Że nie mamy wyboru, musimy korzystać z usług w chmurze, takich jak iCloud czy Dokumenty Google. I że najlepszym obrońcą maluczkich jest rząd, gdyż tylko jego interwencje mogą zmusić organizacje do właściwego dbania o nasze dane, wolny rynek tego nie zrobi.

Pozostając w szacunku do matematycznych i kryptograficznych osiągnięć p. Schneiera, zauważę, że bardzo często talent akademicki jest odwrotnie proporcjonalny do mądrości życiowej. Jeśli chcemy rzeczywiście pomóc ofiarom, nie możemy określać ich mianem niewinnych. Ofiara zawsze jest sobie winna. Te setki osobistych tragedii to nie efekt uboczny napaści hakerów (skądkolwiek by nie byli, z Phenianu czy z Internetów), to nie efekt uboczny niedopatrzeń ze strony adminów Sony, lecz efekt swędzących palców i długich języków. Czy naprawdę firmowa poczta jest właściwym narzędziem do wymiany plotek i uprawiania życia miłosnego?

Nie jest prawdą, że musimy wywlekać na Facebooka nasze prywatne sprawy, nie jest prawdą, że sprzedawcom musimy dawać cokolwiek poza gotówką, nie jest prawdą, że intymne pogawędki z kochanką trzeba prowadzić przez służbowy telefon ze służbową kartą SIM. Narzędzia informatyczne, z jakich korzystamy, mają taki kształt a nie inny tylko z jednego powodu – dostosowane są do możliwości mas ludzkich, w większości niezbyt bystrych i niezbyt pracowitych. Znacząco lepsze nie będą. Jeśli więc musimy już z narzędzi tych korzystać, to zamiast wierzyć w zbawczą rolę wuja Sama (który dopilnuje, by było dobrze) czy geniusz techniczny wuja Google'a (który uczyni z Gmaila twierdzę nie do zdobycia), traktujmy je z nieufnością. Kształtujmy społeczeństwo technicznych paranoików. To nie jest rozmowa na e-maila.

Coś jednak trzeba publicznie też ujawnić. Ujawnimy wam więc prawdę o chromebookach. Już teraz powiem – to nie są już wcale tylko przeglądarki internetowe. Problem jednak w tym, że aby nie były tylko przeglądarkami internetowymi, użytkownik musi wykazać się pewną inteligencją i pracowitością. A poza tym? Mimo że idą święta, to w tym świątecznym okresie nie będzie brakowało u nas ani tematów software'owych, ani sprzętowych, ani rozrywkowych, ani też związanych z szeroko rozumianą kulturą IT. Tak byście mieli z nami wytchnienie od świątecznego obowiązku.

Zapraszam do lektury.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.