r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Wstępniak na nowy tydzień: pecety światów alternatywnych

Strona główna AktualnościDOBREPROGRAMY

„Msza święta” Apple z poprzedniego tygodnia skłoniła mnie do rozmyślań nad tym, co właściwie podczas takich prezentacji oglądamy. Nie chodzi mi tym razem o widowisko, o wykpiwane już nie raz „Pole Zakrzywienia Rzeczywistości”, jakim Jabłko oddziałuje na swoich fanów (i nie tylko na nich) – dziś takie sztuczki robią praktycznie wszyscy, których na to stać, włącznie z Microsoftem i Intelem. Chodzi mi raczej o unikalność Apple jako dinozaura IT, który przetrwał do naszych czasów, zaadaptował się do nich – i najwyraźniej świetnie sobie w nich radzi.

Biolodzy-ewolucjoniści nierzadko rozważają scenariusze światów alternatywnych, w których ewolucja podążyła innymi drogami, w których a to nie doszło do któregoś z wielkich wymierań, a to właśnie kiełkujące obiecujące nowe formy życia zostały zdmuchnięte ze świata. Z tej perspektywy, świat, w którym żyjemy nie jest wcale jakimś optymalnym, jest po prostu tym, który się przydarzył. Do dominacji homo sapiens na tej planecie mogłoby nigdy nie dojść, gdyby stałocieplne dinozaury, terapsydy wydały z siebie miliony lat wcześniej własne, inteligentne formy życia. A tych przypadków, do których nagromadzenia musiało dojść, by człowiek współczesny zaistniał, nie sposób zliczyć.

Co to ma wspólnego z branżą IT? To ciekawa dziedzina przemysłu, skrajnie wręcz wolnorynkowa, rozwijająca się w praktyce niemal bez zewnętrznych regulacji i kontroli państw, jak mało która też podatna na mechanizmy dziedziczności i presji selekcyjnej. Patrząc na obecny stan branży IT, jako na wynik ewolucyjnych procesów, z których główną rolę odgrywała masowość produkcji, z drugiej uniformizacja, faktycznie Apple jest dziwne, rozwija się jakby pod prąd przemysłowych trendów, jako jedyny producent komputerów osobistych z lat 80, który dotrwał do naszych czasów – i w nich prosperuje.

r   e   k   l   a   m   a

Starsi Czytelnicy może jeszcze pamiętają ten świat komputerowej różnorodności. Lata osiemdziesiąte to dla nas ZX Spectrum,
małe” Atari, Commodore 64, do pewnego stopnia Amstrad, ale w skali świata było tego znacznie więcej – w Wielkiej Brytanii mieli swoje BBC Micro, w Stanach popularne były Apple II i TRS-80, w krajach Azji japońscy producenci zdołali stworzyć nawet własny standard komputerów MSX, a cały blok wschodni wypełniony był klonami komputerka pana Sinclaira, niekiedy lepszymi od oryginału. Tę całą bioróżnorodność dekadę później zdmuchnął IBM PC. W momencie premiery „pieca”, w 1981 roku, nikt jeszcze nie przypuszczał, że to kosztowne, nudne beżowe pudło, z grafiką i dźwiękiem gorszą niż w 8-bitowych komputerach doprowadzi do takiego spustoszenia. To nie było oczywiście zapisane w gwiazdach.

Oczywiście, sama koncepcja komputera osobistego już wtedy była dziejową koniecznością. Już we wczesnych latach siedemdziesiątych zaczęto myśleć o mikrokomputerach pod strzechy, a w 1975 myśli te zmaterializowały się w postaci Altaira 8800, pierwszego „PC”, którego można było sobie zamówić w częściach i złożyć. Takie czy inne komputery osobiste by się pojawiły – i się pojawiały, funkcjonując obok siebie na kiełkującym rynku. Wśród nich był też sprzęt Apple, od swojego początku klonowany namiętnie przez liczne firmy; najpopularniejsze Apple II miało ponad 190 klonów robionych przez różne firmy z całego świata.

Jabłko oczywiście nie było tym zachwycone i swoje klony aktywnie zwalczało. W tamtych czasach każdy liczący się producent chciał być przecież unikalny. Każdy, poza właśnie IBM-em, który jako pierwszy zdecydował się wykorzystać w swoim pececie nieunikalne rozwiązania, a zarazem niechcący pozwolić innym firmom na odtworzenie swojego BIOS-u zgodnymi z amerykańskim prawem metodami (udostępniono kompletną specyfikację szyny systemowej i BIOS-u, w nadziei że to wystarczy producentom rozszerzeń, a zarazem nie wystarczy tym, którzy chcieliby sklonować cały komputer). Rok później na rynku był już pierwszy klon firmy Columbia Data Products, programowo i sprzętowo zgodny z maszyną IBM PC 5150, ale sporo tańszy.

Wyobraźmy sobie jednak, jak wyglądałby świat, w którym IBM PC nigdy by nie powstał, albo w którym nigdy nie zostałby sklonowany. Czy powstałby kiedykolwiek inny dominujący standard? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest łatwa. Dzisiaj rynek mobilny pokazuje nam, że możliwe jest istnienie obok siebie kilku popularnych alternatyw i kilku niszowych graczy, po których zainteresowani wciąż mogą sięgnąć. Jednego można jednak być pewnym – gdyby nie IBM PC i jego system PC-DOS/MS-DOS, w jakiejś formie przetrwałby poprzedni ważny system operacyjny dla wielu typów komputerów, tj. CP/M Digital Research. Ta firma nie miała jednak tak ekspansjonistycznych zapędów, jak Microsoft, więc pozostałaby jednym z wielu graczy na rynku. Obok pewnie widzielibyśmy liczne odmiany systemów uniksopodobnych, oraz przynajmniej kilka własnościowych systemów przypisanych do konkretnych architektur sprzętowych (w rodzaju AmigaDOS-u czy TOS-u).

Co w takim świecie bez PC robiłby jednak Microsoft? Na pewno przyszłość firmy z Redmond potoczyłaby się inaczej, ale jej znaczenie w naszym świecie nie byłoby mniejsze… a może byłoby i jeszcze większe. Warto pamiętać, że w erze pre-PC firma z Redmond całkiem dobrze sobie radziła. Jej BASIC był praktycznie wszędzie, nawet na Amidze. Mając taki przyczółek, Microsoft mógłby z czasem zbudować coś w rodzaju uniwersalnego OS-a dla wielu różnych architektur sprzętowych (warto pamiętać, że początkowo Windows NT nie było okrojone tylko do x86, w swojej historii działało też na architekturze DEC Alpha, MIPS, Power PC, Itanium i ARM).

W tym świecie zapewne Commodore, Atari czy Amstrad przetrwałyby znacznie dłużej, może nawet utrzymały się do naszych czasów, funkcjonując np. tak jak producenci dzisiejszych androidowych smartfonów, oferując na swoim sprzęcie właśnie taki uniwersalny OS, może zbudowany właśnie przez Microsoft. Konieczność konwergencji software'owej jest bowiem znacznie większa, niż sprzętowej – wzrastająca złożoność oprogramowania przekładała się na malejącą liczbę możliwych do wspierania platform, szczególnie w czasach, gdy multiplatformowe programowanie było jeszcze w powijakach. Kto wie, może niektóre architektury sprzętowe z tamtych czasów doczekałyby się własnych legalnych klonów – i dziś mielibyśmy np. licznych producentów potomków małego Atari?

A co mogłoby się w takim świecie stać z Apple? To jest chyba najbardziej ciekawy aspekt tej historii alternatywnej. Bez ekspansji PC, pierwsze Macintoshe zapewne sprzedawałyby się lepiej, niż to było w naszej historii. Apple będąc w lepszej sytuacji finansowej zapewne nie pozbyłoby się Steve'a Jobsa. Bez PC na rynku nie czułoby się też tak bardzo skłonne do konkurowania z PC i budowania swoich własnych pecetopodobnych pudełek, lecz raczej szło w stronę jak zawsze radykalnych wizji Jobsa (przypomnijmy sobie komputer NeXT, będący w swoich czasach czymś w rodzaju przybysza z innej planety).

To zaś oznacza, że pierwsze dotykowe smartfony i tablety Apple'a mogłyby się pojawić przynajmniej o dekadę wcześniej – techniczna baza dla ich powstania istniała, po prostu nikt nie wiedział, jak się za do dobrze zabrać, jak wydać dopracowany produkt.

Pozostaje jeszcze zastanowić się nad kwestią tego, jak miałyby się te współczesne komputery z historii alternatywnej do współczesnego sprzętu? Mówi się czasem, że bez PC tego szalonego przez pewien czas postępu w mocy obliczeniowej po prostu by nie było, świat post-Amig i post-ST byłby bardziej zachowawczy, stawiający na lepsze wykorzystanie tego co jest – ale nie bardzo w to wierzę. Historia techniki pokazuje nam raczej, że to co jest potrzebne i możliwe, zostaje w końcu wynalezione, czasem niezależnie od siebie przez różnych ludzi w różnych miejscach świata. Prawo Moore'a zostało sformułowane na wiele lat przed zbudowaniem pierwszego peceta, i dotyczyło całej branży półprzewodnikowej, a nie tylko Intela i procesorów x86. Maszyny ze świata alternatywnego nie powinny więc ustępować w wydajności swojego krzemu – a może i miałyby coś, co w świecie PC nigdy mocno nie zaistniało, mianowicie skłonności do optymalizacji kodu. Całkowicie otwarta architektura sprawiła, że taniej było dodać pamięć, przyspieszyć procesor, wstawić lepszą kartę graficzną, niż szukać optymalnego wykorzystania dostępnych zasobów. Dzisiaj to zapotrzebowanie na optymalizację pojawia się ponownie, zdecydowana większość sprzętu mobilnego ma architekturę zamkniętą – ale optymalizować już nie ma komu, tak więc problem niskiej wydajności software rozwiązuje się rzucając kolejne rdzenie, kolejne gigabajty, przynoszone przez kolejne generacje mobilnego hardware.

Czy takie rozważania czemukolwiek praktycznemu służą? Pewnie nie, to akademickie ćwiczenie wyobraźni, ale dobrze wyćwiczona wyobraźnia może skłonić nas do innego myślenia – i tworzenia – przyszłości. Zastanówcie się, jak pomijając te wszystkie fantazje rodem ze Star Treka, powinny i mogłyby wyglądać komputery kolejnych dekad? Czy era PC znajdzie kiedyś swój cichy koniec, czy też za kilkanaście lat wciąż będziemy się ekscytować wydaniem Microsoft Office 2031 dla naszych pecetów działających pod kontrolą Windows 10.11? A może jest jeszcze szansa na wykiełkowanie alternatywnych względem współczesnych PC (i Maków, które tak bardzo są PC) komputerów osobistych?

To mój ostatni wstępniak przed urlopem, więc zapraszam do kolejnych tygodni z dobrymiprogramami niejako na zapas. Rośnie nam baza oprogramowania na Maka (najwyraźniej jest to realna alternatywa dla Windows PC), w odpowiedzi na Wasze prośby wśród newsów i publicystyki zaczynają pojawiać się rozmaite tipsy, a niektórzy z naszych czołowych blogerów przygotowują się do zostania naszymi autorami, pracującymi nad artykułami o unikatowej tematyce. Mam nadzieję, że te wszystkie zmiany spotkają się z Waszą aprobatą – i już zapraszam na kolejnego wstępniaka, już w październiku.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.